Bilans drugotrymestrowy

SONY DSC

Małymi kroczkami zbliżam się do końca drugiego trymestru. Ale spokojnie, przed nami jeszcze prawie cały listopad. Może to z powodu zmiany aury na bardziej zimową zrodziła się we mnie potrzeba podsumowania ostatnich tygodni. Wydarzyło się w nich wiele dobrego i właśnie to dobre chciałabym docenić i zatrzymać. Pamiętam, że w sierpniu (tutaj) narzekałam na doskwierające mi rozleniwienie i niemoc. Snułam różne plany z cichą nadzieją, że gdy napiszę o nich na blogu, to prędzej zmobilizuję się do ich realizacji. Czekałam tylko na przypływ sił, a gdy te wreszcie nadeszły, rzuciłam się w wir rozmaitych aktywności. Teraz, gdy oglądam się za siebie, muszę przyznać, że jestem zadowolona z tych kilku jesiennych tygodni. To był dobrze wykorzystany czas. Na wizyty w kinie i w muzeach, na dużo spacerów, na bliższe i dalsze wycieczki, na spotkania towarzyskie i pyszne desery (jak choćby tarta chałwowa z konfiturą i musem czekoladowym, której smak chodzi za mną, od kiedy tylko jej skosztowałam). Bardzo się cieszę, że zmobilizowałam się do nauki języków obcych. Angielskiego uczę się  w domu za pomocą internetowego kursu; niemieckiego podczas prywatnych lekcji, na które uczęszczam od niedawna raz w tygodniu. Niemiecki znam dość dobrze, przez pół roku studiowałam w Monachium i wspominam ten czas z dużym rozrzewnieniem jako wspaniałą przygodę. Niestety, po powrocie z Niemiec nie miałam okazji wykorzystywać znajomości tego języka ani w pracy, ani w codziennym życiu. No, może wyłączając pewien epizod, kiedy to coś mnie podkusiło, by wygłosić podczas jednej z naukowych konferencji referat w języku niemieckim. Na szczęście grono w sekcji międzynarodowej było bardzo kameralne i poza przewodniczącą obrad, która okazała się niezwykle wyrozumiała, nikt nie znał języka niemieckiego. Nie ma to jak utrudnić sobie życie. Obecnie moja zawodowa sytuacja jest nieco pogmatwana. Po odchowaniu synka będę musiała poszukać sobie pracy, dlatego to dobry moment, by trochę zainwestować w siebie, zwłaszcza że chciałabym zboczyć nieco z mojej dotychczasowej drogi zawodowej.

Zapowiadałam, że w listopadzie zwolnię tempo i zaszyję się w domowych pieleszach, ale nie czuję jeszcze takiej potrzeby. Niemniej staram się wsłuchiwać uważnie w swój organizm i nie robić nic wbrew niemu. Doceniam ten błogi, nieśpieszny czas. Dryfowanie z dnia na dzień. Bez porannego zabiegania, bez wieczornego stresu.  Czas na celebrowanie życia we wszystkich jego odsłonach. I tylko jedno marzenie. By w spokoju dopłynąć do celu, nie obijając się po drodze o żadne przeszkody.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

26 thoughts on “Bilans drugotrymestrowy

  1. Ja odnoszę wrażenie, że z języków obcych już nic nie pamiętam – przez tyle lat nie miałam okazji ich regularnie używać…Świetnie, że inwestujesz w siebie i się rozwijasz – bo jeśli nie teraz, to potem przy dziekcu będzie o to już tylko trudniej 😉

    1. No właśnie najgorzej, jak nie ma się możliwości używania na co dzień, najlepiej w pracy. Ale zawsze łatwiej przychodzi ta nauka, jak już się kiedyś doszło do jakiegoś tam poziomu, niż jak się zaczyna od zera. Ja po pierwszej lekcji niemieckiego odetchnęłam, że coś tam jednak w tej głowie zostało.

  2. Super że miło spędzacie czas i że inwestujesz w siebie :) Język obcy na pewno się przyda.
    Ja nie mogę uwierzyć że za miesiąc zaczynam szukać pracy. Jak ten czas leci! Przecież niedawno urodziłam małą, a tu już roboty muszę szukać. Szok!

    1. Ojej, już za miesiąc? Naprawdę szybko zleciało. To wykorzystujcie ten czas teraz jak najlepiej. A Isabel dasz do żłobka czy będzie pod opieką niani?

      1. Planujemy dać ją do niani, mniej dzieci pod opieką i więcej czasu jej poświęci :) No chyba że moja mama pójdzie na emeryturę to wtedy przyjedzie do nas i się małą zajmie :)

        1. To chyba lepiej, że do niani, bo to jeszcze taki maluszek, a z babcią też jej na pewno będzie dobrze. Szkoda, że już musisz wracać do pracy, ale takie życie. Mam nadzieję, że trafi Ci się coś fajnego.

  3. O ile można szukać plusów w niepłodności czy różnych innych nieszczęściach które nas spotkają, to niewątpliwie są to chwilę, które potrafimy celebrować, które być może dla innych są normalne i błahe, dla nas są idealne.
    Jestem pewna, że gdybym zaszła w ciążę po 2 czy 3 miesiącach starań to teraz znalazłabym tysiąc powodów do narzekania jaka ta ciąża jest męcząca i ile muszę znosić, ponieważ moje doświadczenia są inne, staram się czerpać całymi garściami z każdego dnia.

    1. Anett, zgadzam się z Tobą. Naprawdę docenia się ten stan wraz z całym inwentarzem, gdy trzeba było tak o tę ciążę walczyć. Ale z drugiej strony myślę, że nie możemy odbierać sobie prawa do powiedzenia, że coś nas boli, że jest niewygodnie, że wahania nastroju nie dają żyć itd. Choć takiego typowego narzekania na ciążę nie jestem w stanie zaakceptować. Jak mam gorszy dzień, to myślę sobie o dziewczynach u Izy, jak walczą i ile muszę znieść, by zobaczyć te upragnione dwie kreski.

  4. Fajnie, że wykorzystujesz czas, realizujesz się. Możesz mi napisać z jakiej strony korzystasz jeśli chodzi o angielski?
    Ja swój kurs zacznę 21 listopada.

    Cały czas trzymam kciuki za Was i wiem, że będzie dobrze. :***

    1. Aga, a to ciekawe, że kurs zaczyna się tak pod koniec listopada, bo zazwyczaj to w październiku. Ja korzystam z Olive Green z Super Memo (http://magicznydomek.blogspot.com/2016/11/przygotowania-do-swiat.html#comment-form). Bardzo odpowiada mi ta forma, bo łączy przyjemne z pożytecznym i nie muszę sama organizować sobie nauki. Myślę jednak, że chodząc na kurs, można więcej skorzystać, a taki program jest fajny jako coś dodatkowego albo żeby na co dzień mieć kontakt z językiem i nie zapomnieć wszystkiego, gdy kurs nie wchodzi w grę.

      Dziękujemy za kciuki i dobre myśli. Uściski :)

  5. Cieszę się, że udaje Ci się realizować plany. Z tą nauką języków obcych to masz rację. Ja kiedyś próbowałam swoich sił z niemieckim i niby coś tam umiem, ale to są podstawy. Cały czas sobie obiecuję dokształcić się w tym kierunku, ale jakoś mi nie po drodze. Ja cały jeden kierunek studiowałam po angielsku, a i w pracy wykorzystuje branżowy język, ale trochę mi brakuje takiej zwykłej rozmowy.
    Malwa! Raczej nie miewam zachcianek, ale na Twoje wspomnienie tarty chałwowej z konfiturą i musem czekoladowym występuje u mnie ślinotok i coś czuję że nie spocznę póki nie zjem takie cuda :)

    1. Marta, ja Cię szczerze podziwiam za te studia w języku angielskim. Super, że wykorzystujesz znajomość języka w pracy, a do takiej zwykłej rozmowy to chyba najlepsze konwersacje.
      Ta tarta była obłędna! Dziś nawet szukałam przepisu w necie i niczego podobnego nie znalazłam. Chyba spróbuję ją odtworzyć w domu i jak się uda, to wrzucę przepis.

  6. Ciesz się z tych pięknych chwil :) ja żałuję, że się swoją ciążą jakoś w ogóle nie cieszyłam bo zawsze potrafiłam znaleźć sobie sposób aby się martwić, że na pewno jest coś nie tak. Może jeszcze będzie mi kiedyś dane być w ciąży i czuć się potrzebną :) Już za niedługo powitacie na świecie swojego syna – cudowne chwile przed Wami. Pozdrawiam serdecznie:)

    1. Aasia, właśnie pamiętam, że dopadały Cię różne stresy. Ja powtarzam sobie, że zamartwianie się w niczym mi nie pomoże, ale na pewno ta ciąża nie jest tak beztroska jak pierwsza. Zdarzają się gorsze dni, gdy wracają do mnie koszmarne wspomnienia, na szczęście panuję nad tym, ale boję się bardzo samej końcówki…

      1. Sama napisałaś, że zamartwianie się w niczym nie pomaga:) Uwierz w swojego syna, uwierz w siebie, że dasz radę. Mam nadzieję, że lekarz zleci Ci cesarskie cięcie – wbrew temu wszystkiemu co się na ten temat naczytałam – to najbardziej bezpieczna dla dziecka wersja porodu i kolejny raz ja też o nie poproszę. Będzie dobrze – limit nieszczęść wyczerpany! Musi być, jeden brat będzie czuwał nad drugim bratem i obejmie go swoimi skrzydełkami…..

        1. Asiu, jestem zdecydowana na cesarkę, a lekarz powiedział, że nie będzie robił przeszkód. Gorzej, że szpital, w którym pracuje, nie ma teraz refundowanych porodów, ale może jeszcze się coś zmieni.
          Wierzę bardzo w naszego synka, w to, że takie nieszczęścia nie zdarzają się dwa razy. Odpędzam od siebie strachy i boję się tylko samej końcówki, ale martwienie się nic tu nie pomoże. Uściski dla Ciebie i córci.

  7. Ciągle odkładam powrót do języków. Z angielskim nie mam problemów, ale z niemieckiego zostały już tylko resztki. Ostatnio jeszcze bardzo spodobał mi się rosyjski.

    Trzymam mocno kciuki za bezpieczny rejs!

    1. Ja uczyłam się jeszcze hiszpańskiego. To była krótka, ale intensywna, wakacyjna przygoda. A rosyjski to raczej domena mojego M. Dziękujemy za kciuki!

  8. Bardzo się cieszę, że czerpiesz pełnym garściami z czasu darowanego w ciąży. :)) Pięknie żyjesz. Mimo, że piszesz o dryfowaniu to bardziej przypomina to raczej spełnienie i realizację. Idziesz i robisz to co chcesz, a nie pozwalasz by dni były powtórkami wczorajszego, tak jak to często było u mnie. 😉

    Patrzę na Twoją radość i uśmiecham się. Pięknie jest!

    Całusy Malwuś :**

    1. Śliweczko, ładnie to określiłaś: „czas darowany”. Chcę go dobrze wykorzystać, czuć się spełniona i szczęśliwa i nie żałować, że zmarnotrawiłam ten okres, gdy już synek będzie na świecie i na jakiś czas trzeba będzie zaszyć się w domu. Ale ja też mam słabsze dni. Poza tym czuję, że zbliżam się do etapu, kiedy trzeba będzie zwolnić.
      Uściski dla Ciebie i Maksia. Ciepło o Was myślę i oczywiście czekam (umiarkowanie spokojnie) na kolejne wpisy :)

  9. Lubie do Ciebie zagladac. Musze to robic czesciej;) Tak milo, spokojnie czyta sie to, co piszesz. Ciesze sie, ze wszystko u Ciebie dobrze i pozdrawiam cieplo.

    1. Cześć Soniu, niezmiernie mi miło. Ja też śledzę u Izy, co się u Ciebie i u dziewczyn dzieje, choć siedzę cicho, bo w tematach invitrowych jestem zielona. Bardzo trzymam kciuki za Waszego czempiona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *