Być jak Mama Muminka

muminki-z-mama-na-czeleŹródło

Jako dziecko nie przepadałam za Muminkami. Zawsze doznawałam pewnego zawodu, gdy okazywało się, że to właśnie na tę bajkę kolej w Dobranocce. Bardziej przemawiały do mnie Smerfy albo Pszczółka Maja. Ale w dorosłym życiu uległam muminkowej modzie i zaczęłam doceniać urok tych trollowatych istot.

Czytanie kolejnych tomów muminkowych opowieści zbiegło się u mnie ze staraniami o dziecko i to pewnie dlatego moją uwagę zaczęła przykuwać zwłaszcza postać Mamy Muminka. Lubię ją bardzo, imponuje mi jej podejście do wychowywania i chyba mogę przyznać, że w pewnych kwestiach jest dla mnie mamową idolką.

Z jednej strony Mama Muminka to taka typowa mama, na którą zawsze można liczyć, która potrafi wyratować z opresji, która jest strażniczką domowego ogniska, przyrządza różne pyszności i sprawia, że w Dolinie Muminków jest tak rodzinnie, ciepło, a życie toczy się swoim uporządkowanym rytmem. Podoba mi się to, że traktuje Muminka poważnie. Nigdy nie krytykuje jego pomysłów, nawet tych najbardziej osobliwych. Przeciwnie, ma w sobie coś z dziecka i potrafi jak dziecko zachwycić się tym, co wymyślił jej synek. Na przykład swoją bransoletką i naszyjnikiem Panny Migotki zatopionymi w stawie, bo Muminek uznał, że tak wyglądają o wiele ładniej. Albo śniegiem i tym, że srebrna taca tak doskonale nadaje się do zjeżdżania po lodzie, a nie wyłącznie do serwowania jedzenia. Podoba mi się też to, że pozostawia Muminkowi wiele swobody. Nie straszy go, nie jest matką kwoką, która wszędzie upatruje niebezpieczeństw (w czym moja mama i babcia zawsze były mistrzyniami). Pozwala swojemu synkowi uczyć się na własnych błędach. I na pewno nie jest też zrzędą, która tuż po przebudzeniu z zimowego snu marudzi, że naczynia są niepozmywane. Chciałabym być dla swojego dziecka trochę jak Mama Muminka. Mieć tę cierpliwość, ciekawość, umiejętność patrzenia na świat z dziecięcej perspektywy, ten spokój i luz.

mama-muminka_cytat

Ale gdy myślę o moim macierzyństwie, próbując się na nie jakoś przygotować, wyobrazić je sobie, wyznaczyć priorytety, to przychodzi mi też do głowy taka refleksja, że nie chciałabym się w tej opiece nad dzieckiem całkowicie zatracić, zapominając przy tym o sobie, o tym, że poza byciem matką jestem też przede wszystkim kobietą. Mam zamiar wygospodarować kawałek przestrzeni dla siebie − na realizację własnych pasji i zainteresowań, na odrobinę sportu, na małe przyjemności, jak długa kąpiel po całym dniu (niestety, obecnie z trudem mieszczę się w naszej wannie, więc żadna to frajda). I jeszcze w ramach noworocznych postanowień obiecuję sobie, że gdy już wyrwę się na chwilę z domu na spotkanie z bezdzietnymi koleżankami, to nie będę tą, która mówi wyłącznie o konsystencji kupek i długości drzemek.

Hmm… Ciekawe, czy gdy się tak bardzo czeka na to upragnione dziecko,  to taki plan jest w ogóle możliwy do zrealizowania?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

14 thoughts on “Być jak Mama Muminka

  1. Taki plan jest możliwy, wiem po sobie :) W tygodniu po kąpieli Małej mam czas dla siebie :) Mąż zajmuje się naszym dzieckiem a ja mogę sobie podziergać lub poczytać :) W weekendy oboje się nią zajmujemy, ale też mam czas na swoje przyjemności bądź wyjście samej do sklepu 😉
    Wierzę, że i tobie uda się wygospodarować trochę czasu dla siebie :)

    1. Super, że tak się dzielicie obowiązkami i że mąż po pracy pomaga przy córci. Myślę, że mój też nie będzie się migał. Przynajmniej na razie deklaruje, ze jest zwarty i gotowy do pomocy, a potem zobaczymy jak przyjdzie co do czego :)

  2. Plan możliwy do zrealizowania:) ja od razu mężowi powiedziałam że też musi zajmować się dzieckiem i w ten oto sposób nawet mam chwilę dla siebie i wtedy wskakuje do wanny z ciekawą książką:) mam za to inny problem bo nie potrafię córki oddać do dziadków i gdzieś wyjść z mężem….pewnie jeszcze sporo czasu upłynie zanim tak się stanie:)

    1. No to miód na moje serce. Ja myślę, że to też dużo zależy od nas samych, na ile zaangażujemy tych naszych facetów i przymkniemy oko na ewentualne niedociągnięcia. Liczę na to, że od początku będziemy w miarę możliwości razem zajmować się małym. Obawiam się, że też będę miała problem z oddaniem dziecka pod opiekę babć. Zresztą mieszkają w innych miastach, więc i tak będzie to zawsze większe przedsięwzięcie. Wszystko wyjdzie w praktyce :)

  3. Mnie ostatnio naszła podobna refleksja na temat tego, jaką matką chciałabym być. Na pewno nie chciałabym być wzorem utrudzonej, perfekcyjnej Matki-Polki;) obserwuję jak niektóre młode matki wystawiają swoje dzieci do wyścigu szczurów -które szybciej zacznie chodzić, mówić itd… zupełnie jakby dziecko było małpą w cyrku 😉😂 a chyba najważniejsze jest po prostu dać dziecku Miłość i poczucie bezpieczeństwa, świadomości, że zawsze będzie mogło na nas liczyć 😊 no i ważne jest to, żeby mieć tę chwilę tylko dla siebie, oderwania, aby nie zatracić się w codzienności.

    1. To porównywanie jest straszne. Sama byłam w dzieciństwie ciągle porównywana do córek sąsiadek, potem do córek koleżanek. To wcale nie buduje poczucia wartości u dziecka. Mam nadzieję, że tego uniknę. Masz rację, trzeba zrobić wszystko, by nie zatracić się w codziennej rutynie i nie zacząć przelewać swoich frustracji na dziecko. Na pewno dużo zależy od nas samych i od tego, czy mamy pomoc i czy potrafimy z niej skorzystać.

  4. Powiem Ci, że mam podobne przemyślenia, zarówno jak i do bycia taką muminkową mamą i jak to niezagubienia siebie jako kobiety, żony, a nie tylko postrzegania siebie przez pryzmat bycia mamą. Dobrze wiem, że początek może być trudny, bo jednak trzeba poznać maluszka, on musi poznać nas i wszyscy musimy się oswoić z nową sytuacją. Nauczyć nowych rzeczy, ale gdy już się ogarniemy to mam ogromną nadzieję, że każde z nas będzie miało czas na ten czas tylko dla siebie jak i również że uda nam się oddać Dziewczynkę pod dobrą opiekę dziadków i co jakiś czas spędzić czas tylko we dwoje, kolacja, kino czy zwykły spacer.

    1. Muminkowa mama jest wspaniała. I wydaje mi się taka współczesna z tymi swoimi metodami, a przecież te historie powstały kilkadziesiąt lat temu.
      Ja też zdaję sobie sprawę z tego, że na wszystko musimy sobie dać czas i na początku może być różnie. Postanowiłam się na nic za bardzo nie nastawiać, jeśli chodzi o te pierwsze tygodnie, tylko poddać temu, co życie przyniesie i jaki egzemplarz nam się trafi :) A potem mam nadzieję uda nam się krok po kroku zorganizować tę naszą rodzinną egzystencję tak, by wszyscy byli usatysfakcjonowani i szczęśliwi.

  5. pamiętam z przedszkola/ podstawówki, że zazwyczaj byłam osamotniona w poglądzie, że Muminki to najlepsza dobranocka. większość dzieciaków z mojego otoczenia wolała Smerfy. do dziś nie mogę się nadziwić! natomiast książek nigdy nie czytałam. fragmenty lektury na studiach pedagogicznych mnie zniechęciły, bo uznawałam je za bardzo stereotypowo postrzegające role płciowe. i pewnie tak jest, co nie zmienia faktu, że może miałam pecha do fragmentów, może były wadliwie wybrane. czuję, że dojrzewam do tej lektury. może ma to związek z tym, że staram się o dziecko? 😉

    1. Na pewno trudno oceniać na podstawie samych fragmentów, ale nie da się ukryć, że trochę stereotypów tam jest. Mama Muminka to jednak typowa gospodyni domowa, która spełnia się w tej roli i nie kojarzę, by coś innego równie mocno ją zajmowało. Ale z drugiej strony, czy to źle? Wydaje mi się, że Muminki i tak lepiej wypadają pod tym względem niż inne książki dla dzieci powstałe w tym okresie.

  6. Zawsze mnie dziwi, że mąż ma „pomagać” przy dziecku. To chyba wspólne dziecko i wspólne obowiązki? I przyjemności też. :)

    1. No, Wężon, masz rację. To „pomaganie przy dziecku” brzmi niefortunnie, ale to jest tak głęboko zakorzenione, że nawet nie zwróciłam na to uwagi.

  7. Realizacja takich założeń jest nie tylko możliwa – ale wręcz konieczna, żeby pozostać przy zdrowych zmysłach :) Pamiętaj, że szczęśliwa mama – to szczęśliwe dziecko :) Bardzo ważne jest, żebyś umiała też zadbać o siebie, o własny komfort i relaks – i pozostawiła sobie choć niewielki kawałek przestrzeni niedostępnej dla dziecka, przeznaczonej tylko dla Ciebie. Będę trzymać kciuki z całej siły za powodzenie Twojej misji ! :*

    P.S. A Mama Muminka jak dla mnie jest trochę pozbawiona wyrazu i „rozlazła” – ale jej spokój, cierpliwość i opanowanie faktycznie czasami by mi się przydały 😉

    1. No, mam nadzieję, że misja się powiedzie. Celowo napisałam o niej na blogu, żeby w krytycznych momentach móc wrócić do tego postu i się zmobilizować. Ale na razie to marzę o tym, by już przytulić synka. A co do Mamy Muminka, to masz rację, że trochę brakuje jej pazura. Nieco ją wyidealizowałam 😉 Ale to chyba przez to, że ja jestem nerwusem i niecierpliwcem i zazdroszczę jej tego spokoju i opanowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *