Chwila grozy i westchnienie ulgi

Mój ostatni sen na szczęście nie okazał się proroczy. Nowy ginekolog wywarł na nas jak najlepsze wrażenie, a i gabinet niczego sobie, w każdym razie sprzątać nie musiałam. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to brak spódnic ginekologicznych w przebieralni. Za to były jednorazowe kapcie, które na niewiele mi się zdały, skoro musiałam przewędrować z na wpół gołym tyłkiem (trochę zakryła bluzka) na fotel ginekologiczny. Ale to szczegół, który wszak będę mieć na przyszłość na uwadze.

Z naszym maluchem wszystko dobrze. Jak zwykle fikał na całego, dlatego trudno było zlokalizować siusiaka, by potwierdzić płeć. Ale jak się wyraził pan doktor, gdzieś mu ten siusiak zamajaczył. Mam nadzieję, że wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane podczas USG połówkowego, które już za trzy tygodnie. Kiedy to minęło? Niestety, nie wszystko w trakcie wizyty przebiegło idealnie. Pan doktor wymyślił sobie, że najpierw posłuchamy tętna za pomocą detektora. Ale nie mógł tego tętna znaleźć! Zamarłam. Wszystko mi się przypomniało. Ciemna noc, obskurny szpital i położna z coraz większą niecierpliwością przykładająca urządzenie do mojego brzucha, z którego dochodził tylko jakiś głuchy dźwięk. Lekarz, widząc moje przerażenie i łzy napływające do oczy, uspokoił, że na pewno wszystko jest dobrze i zaraz potwierdzimy to na USG. Już po chwili zobaczyliśmy na ekranie bijące miarowo serduszko. Swego czasu rozważaliśmy zakup detektora na własny użytek, ale po tej wizycie wiem, że nie odważyłabym się go sama użyć.

Nie zamierzałam na razie  poruszać kwestii cesarskiego cięcia, za pomocą którego chciałabym tym razem urodzić, ale M. nie wytrzymał i pod koniec wizyty wywołał temat, sugerując, że skłaniamy się ku takiemu rozwiązaniu. Na szczęście spotkało się to z pełnym zrozumieniem ze strony lekarza. Nie było żadnego przekonywania co do zalet porodu naturalnego i płynących z niego korzyści dla dziecka. Pan doktor zapewnił, że zaaprobuje naszą decyzję, a po tym, co przeszliśmy, mamy prawo dokonać wyboru. Cieszę się, że ta kwestia została na wstępie wyjaśniona.

Od czasu do czasu czuję już bulgotki w brzuchu i to niesamowite pukanie od środka. Jakby ktoś się zakradł i opuszką palca, po cichutku i nieśmiało, dawał znać, że tam jest. Z niecierpliwością czekam, aż te ruchy przeobrażą się w codzienne kopniaki. Śmiejemy się z M., że dziecko bardzo się stara, co demonstruje podczas każdego USG, no ale musi jeszcze trochę podrosnąć, żeby przebić się przez te wszystkie warstwy ochronne.

 

 

26 thoughts on “Chwila grozy i westchnienie ulgi

  1. Uf uf uf. Że też człowieka gonią czasem jego koszmary. A kysz. Mam detektor. O ile dziecko nie zmienia położenia zbyt to da się znaleźć tętno od razu. Chcesz to Ci poślę ta maszynkę.

    1. Niestety, gonią, gonią, ale czas działa na ich niekorzyść. Dziękuję Ci, kochana, za propozycję, ale ja już nie chcę tego detektora. Myślę, że przeleżałby u mnie nietknięty. Ruchy malucha mnie uspokajają, choć na te regularne trzeba jeszcze chwilkę poczekać.

  2. Że też wymyślił sobie ten detektor… Co za strrrrrrrres! Też bym zamarła! Ja zamarłam nawet na moment, jak obudziłam się dziś z całkiem płaskim brzuchem. Nie powiem, ładny był 😉 No ale jednak wzdęty mnie bardziej uspokaja:)

    Połówkowe jeszcze w październiku? Jak ten czas tak pędzi??? Szok! Przypomnij mi kiedy rodzisz? Luty/Marzec? Jeju, jeju. To już, zaraz, za moment;)

    Malwuś ściskam Cię:* Spać nie mogę, bo męczy mnie kaszel gigant. Dziwna ta choroba. Niby czuję się ok w ciągu dnia, a potem nagle płuca zaczynam wypluwać w środku nocy. Przydałoby się łóżko z opcją ustawienia na sen w pozycji półsiedzącej:)

    1. Uczuciowa o takim łóżku też marzę 😀 pozycja półsiedząca to jedyna w której można jako tako zasnąć, a nie męczą mdłości. Ja się ratuje dużymi i twardszymi poduchami. Może też Ca pomogą.

    2. Uczuciowa, z tym brzuchem raz wklęsłym, a raz wzdętym to tak jest na początku. Ale rozumiem Cię doskonale z tymi obawami, też przez to przeszłam. Niemniej niedługo Twój brzuszek będzie stale okrągły, w każdym razie do wiosny, a potem miejmy nadzieję, że szybko wklęśnie :)
      Tak! Połówkowe jeszcze w październiku. A termin mam taki ładny: 15 marca. Ale cesarka pewnie będzie zaplanowana wcześniej.
      Ja też dziś nie mogłam spać. A na kaszel to najlepiej działa syrop z cebuli. W pierwszej ciąży przerabiałam nocne napady kaszlu i kiedy już mi naprawdę nic nie pomagało, to zrobiłam ten syrop, odrzucało mnie, ale piłam i naprawdę pomogło. Zdrówka, kochana.

      1. Ale to na noc się pije, w ciągu dnia? Z wodą, samo? Wybacz, że tak dociekam, ale myślę, że jestem w stanie wytrzymać maksymalnie do niedzieli, potem padnę;) więc jeśli coś może mi pomóc to wchodzę w to:)

        1. Uczuciowa, spróbuj koniecznie, ale nie ma co się męczyć i jak do niedzieli nie przejdzie, to leć do lekarza, to coś zaradzi. Ja ten syrop robię w ten sposób, że kroję drobno cebulę i przesypuję warstwowo cukrem w słoiku. Zamknięty słoik odstawiam w ciepłe miejsce, cebula puszcza soki i te soki to właśnie ten syrop. Dawkowanie to od 3 do 5 łyżek na dobę. W internecie jest dużo przepisów, niektórzy robią z miodem, dodają imbir, czosnek. Ja tego syropu nie znałam z dzieciństwa, ale moja chorowita przyjaciółka mi poleciła i pomógł. Są też takie leki dla kobiet w ciąży, np. Prenalen. Ja dodatkowo piłam syrop z tej firmy. Zdrówka!

  3. Wspaniale, że wszystko dobrze!!!! Myśli o detektorze porzuć, bo z tego co czytałam to on więcej stresów dostarcza niż faktycznie uspokaja. Kiedy macie USG połówkowe? Dobrze, że doktor nie miał żadnych zastrzeżeń co do cesarskiego cięcia. A co do koszmarów właśnie to mi ostatnio śnią się porady i budzę się przerażona. Mam nadzieję, że do kwietnia oswoję te nocne strachy :)

    1. Zdecydowanie porzuciłam. Połówkowe za mniej więcej trzy tygodnie, muszę się dopiero zapisać. Mnie się porody chyba nigdy nie śniły. Jeden przeżyłam i gdyby nie te tragiczne okoliczności, to kolejne dziecko chciałabym też urodzić naturalnie, a na pewno spróbować. Dobra położna jest na wagę złota. Czekam na wieści od Ciebie po wizycie, ale też nie chcę ponaglać, wiedząc o Twoich dolegliwościach. Ale mam nadzieję, że lada moment coś skrobniesz :)

  4. Ja kiedyś stałam z gołym tyłkiem przy biurku,a pani ginekolog przeprowadzała ze mną wywiad.Byłam młoda i nie wiedziałam,ze można inaczej.Najgorsza wizyta w moim zyciu!!!I to kobieta kobiecie robi cos takiego!
    Czułam sie okropnie.Teraz zawsze mam dłuższą bluzkę w razie czego.
    Maly pierdzioch daje znać,że jest😊 Cieszę się,że wszystko OK.

    1. O matko! Tangerina! To straszne!!! Straszne!!! W głowie mi się nie mieści!
      Założe się Malwa, że w obliczu takich doświadczeń, brak spódniczki, jawi się odrobinę mniej oburzająco 😉

    2. Oj tak, też przeżyłam niejedną taką wizytę, ale ostatnimi czasy te spódniczki ginekologiczne w gabinetach są na porządku dziennym. Ja zazwyczaj zakładam spódnicę, ale obecnie w żadnej się nie dopinam. Sukienka jest idealnym rozwiązaniem, jednak tylko do badania na fotelu, a przy USG przez brzuch już nie bardzo. Tunik w ogóle nie mam, jakoś do mnie nie pasują, dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w taką jednorazową spódniczkę ginekologiczną i zabierać ze sobą na wizyty :)
      Mały pierdzioch to bardzo trafne określenie, zważywszy na to, co czasem czuję :)

      1. Ja w lecie zawsze w sukience udaję się do gina. Kieca w górę i luz;)Przepytywankę z gołym tyłkiem pamiętam do dziś.Jakoś bardziej ufam facetom i chyba są bardziej taktowni i delikatniejsi.
        Mały puszcza bąki:D a to drań i łapserdak:)Spsuje Ci powietrze, a właściwie wodę i pewnie jeszcze do niej sika! To już w ogóle niecnota:D

  5. Ech, Malwo, każda by zamarła widząc bezowocne działania lekarza z detektorem. Przeżyłam to raz będąc w 9. miesiącu, w jednej chwili posiwiało mi kilka włosów.
    Współczuję gorąco tych sekund grozy, bo Tobie szczególnie życie powinno oszczędzić takich wrażeń.

    Cieszę się, że Maluch fika i rozpiera go energia. To działa zaraźliwie względem rodziców, czyż nie?:)
    Bulgotki są fajne 😀 Ja mawiałam, że czuję jakby ktoś mi budyń w brzuchu gotował.

    O, i się napisałam:/ Mój rozgotowany niegdyś budyń właśnie się obudził z drzemki i wokalnie prezentuje niechęć do wszechświata;)

    Buziaki:*

    1. Leśna, mam nadzieję, że więcej takich detektorowych horrorów nie będzie. Mój mąż pociesza mnie, że nikt dwa razy w życiu nie trafia szóstki w lotka, a my raz już trafiliśmy, w takiego diabelskiego. Ta logika jakoś do mnie przemawia.

      Jakby ktoś budyń w brzuchu gotował. Cudne porównanie. Też tak to czuję. I masz absolutną rację, że ta energia od malucha bardzo nam się udziela, choć mąż jeszcze nic nie czuje, nie widzi i czasem się droczy, że pewnie mam wzdęcia. Ale ja wiem, że to nasz dzidziuś ostro ćwiczy :) Uściski dla Ciebie i Duni. No i czekam na nowe wieści na blogu, ale rozumiem, że ogarniasz bransoletkową wytwórnię.

  6. Cieszę się że z maluszkiem wszystko dobrze :)
    A co do tego detektora to w szpitalu mi powiedzieli że go nie akceptują. Byś się tylko martwiła jak by był źle przyłożony.

  7. Gdzieś czytałam, że sny to nasze uczucia, których nie potrafimy realnie przeżyć. Wszystkie obawy , negatywne emocje kumulują się w postaci snów. Cieszę się, że u Was wszystko dobrze. Rośnie Wam bardzo aktywny maluch. Niech buszuje i daje się we znaki 😉☺ abyś go czuła i nie stresowała się.
    Uściski 😙
    P.S. wróciłam do blogowania. Obiecuję poprawę 😉😂

    1. Mnie się często śni to, co aktualnie przeżywam. Nie lubię za bardzo takich realistycznych snów, wolę te surrealistyczne :) Cieszę się, wróciłaś do blogowego świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *