Co lubi Wojtuś. Ku pamięci

Lubi kąpać się na stojąco. Od miesięcy nie siedzi w wanience i żadne zabawki nie są go w stanie do tego nakłonić. On zatem stoi, a my go polewamy wodą z wanienki, by nie zmarzł. Ostatnio wypróbowaliśmy polewanie prysznicem. Spodobało się, więc będziemy praktykować.

Lubi być w ruchu. Od zawsze. Myślę, że niemożność przemieszczania się bardzo mu doskwierała we wczesnoniemowlęcych czasach. Za to w wieku siedmiu miesięcy zaczął pełzać z zawrotną prędkością, nie zważając na przeszkody w postaci nóg od stołu czy meblowych kantów. Chodziłam za nim krok w krok. Wspominam to jako jeden z najtrudniejszych okresów, kiedy to nie miałam czasu na nic, bo pilnowałam dziecka. Potem nastała era raczkowania. W końcu wszystkie potencjalne przeszkody obkleiliśmy folią bąbelkową, a M. uparł się, by porozkładać po całym mieszkaniu maty piankowe, żeby Wojtusiowi nie marzły dłonie. Dopiero niedawno się ich pozbyłam, gdy Wojtek zaczął sprawnie chodzić (a właściwie biegać).

Lubi jeść rosół. Jedyna domowa zupa, którą zje zawsze. Ku uciesze męża po latach przerwy rosół gości u nas co najmniej raz w tygodniu, choć trzeba przyznać, że i jego entuzjazm na widok mrugających do niego po podniesieniu pokrywki oków już nieco osłabł. No bo ileż można jeść rosół, kiedy to na tapecie powinny być botwinka czy wiosenna.

Lubi zabawki, które można ciągnąć. Drewnianego konika na sznureczku, pieska, koparkę, a najbardziej to zdezelowany, plastikowy telefon z słuchawką. Relikt przeszłości odziedziczony po kuzynach. Ale do szczęścia wystarczy byle kabelek, który daje się wlec po podłodze.

Lubi panią z warkoczami w jednej ze swoich książek. Zawsze śmieje się na widok tego obrazka. Jak się przesunie paluszkiem, to te warkoczyki można jej obciąć. Lubi też zrzucać książki i przewracać w nich strony. Ostatnio lubi nawet Pucia, bo tam jest piesek. A pieski Wojtuś lubi bardzo. I woła na nie: „Ja, ja, jaj!”.

No i wreszcie lubi wychodzić na dwór. A pamiętam, jak w zeszłym roku o tej porze na każde wyjście z Wojtusiem szykowałam się jak na wojnę. Skarżyłam się mamie, że ja tak marzę o tym, by sobie po prostu pospacerować z dzieckiem po parku, nie martwiąc się, że będzie płakać wniebogłosy. Mama pocieszała mnie, że i ja się tego doczekam, a Wojtuś jeszcze będzie mi swoje buty przynosił. No i przynosi! Tyle że teraz to nie ma mowy o spokojnym spacerowaniu, tylko trzeba ganiać za spragnionym wrażeń i ruchu dzieckiem. Ale na to nie narzekam, tylko korzystam do oporu z tej rozsłonecznionej, letniej wiosny.

wojtek-i-wozek

13 thoughts on “Co lubi Wojtuś. Ku pamięci

  1. Dla takich spostrzeżeń i momentów warto się trudzić :) my też mamy takie obrazki w książeczkach, na których widok Witek się zaczyna śmiać w głos :)
    zaskoczyło mnie, że jeszcze używacie wanienki! My też, bo Witek nie siedzi, ale ona już jest za mała dla niego… Czekam niecierpliwie aż zagoszczą u nas kąpiele w wannie i jedzenie w krzesełku.
    Też się boję tego pelzania, ale mój syn, 8 mscy i tydzień ani myśli, a wczoraj rozmawiałam z rehabilitantką, że on chyba knuje pominąć pelzanie i raczkowanie, i od razu zacznie chodzić… Oby jednak nie. Ściski dla was i choć wiem, że czasu mało, to oby więcej takich „ku pamięci” wpisów, bo czyta się to cudownie :)

    1. Nasz Wojtuś na siedząco jeszcze się mieści w wanience, choć dziś stwierdziliśmy, że tego miejsca już na styk, ale on i tak najbardziej lubi podczas kąpieli stać, więc ekonomiczniej napełniać małą wannę i go polewać, ewentualnie prysznic.
      Kurcze, lepiej by było dla Witka, gdyby przekonał się do raczkowania. A rehabilitantka nie zaleciła jakichś ćwiczeń? Pamiętam, że synek mojej koleżanki na tym etapie też jeszcze nie pełzał i dostali skierowanie na fizjoterapię. Trafili na świetną panią i po jakimś czasie K. bardzo się rozruszał. Ale dla matki, jeśli dziecko jest tak ruchliwe jak mój Wojtuś, jest to na pewno wymagający czas, przynajmniej dopóki niemowlę nie pozna dobrze przestrzeni i nie nauczy się omijać niebezpieczeństw :) Ale potem z chodzeniem było już dużo łatwiej i bez guzów, tylko teraz kolana zdarte, bo lato i krótkie spodenki :)

      1. No tak, pewnie, że ekonomiczniej do wanienki. My mamy wanienkę z Ikei i tak jak większość sprzętów z Ikei jest super, to wanienka kicha. Mała, ma wybrzuszenia antypoślizgowe na dnie, bardzo niewygodne do siedzenia – no czekamy, żeby się jej pozbyć.
        A co do ćwiczeń. Mamy rehabilitację w szpitalu dwa razy w tygodniu i ćwiczymy też w domu, więc nie ustajemy w walce o raczkowanie i w ogóle rozwój ruchowy 😉

  2. Ach, pamiętam jak pisałaś o Twoich spacerach gondolą z Wojtusiem. Nie dał się mamie nacieszyć długimi spacerami. Moja siostra miała podobnie a teraz, gdy Mała już biega, wszędzie jej pełno;) to chyba taki rocznik 😉 Często myślę o tym jaka będzie moja córeczka. Narazie wydaje się buyć uparciuchem po tatusiu ;)bo, gdy się martwię, że po jedzeniu jest leniwa, to ciężko ją dobudzić, aby zaczęła się ruszać a czasami skacze jak dzikus aż mam wrażenie, że wyskoczy z brzucha 😉
    Fajnie, że zrobiłaś taki wpis, za parę lat będziesz mogła sobie powspominać te wszystkie drobiazgi z życia Wojtusia, chociaż jestem pewna, że i tak głęboko zapadły Ci w pamięć :) Uściski!

    1. Może coś w tym jest, że to taki rocznik :) Do teraz, gdy chodzimy po parku i widzimy dzieciaczki śpiące w gondolach, mamy czytające spokojnie książki lub ojców samotnie z nimi spacerujących, to nie możemy się z M. nadziwić. Ja myślałam, że wszystkie dzieci takie są i kochają wózki i spacery. O naiwności! Ale życzę Ci, by Twoja córcia lubiła spacery w gondoli, to sobie odbijesz po leżącej ciąży. A swoją drogą, to rzeczywiście na etapie brzuszkowym można już wyczuć temperament dziecka. U mnie obie ciąże pod tym względem inne. Wojtuś w brzuchu to był żywioł, ale byłam mu bardzo wdzięczna za tę uspokajającą mnie ruchliwość. Trzymajcie się zdrowo, Dziewczyny!

  3. Rzeczywiście, trzeba chować w pamięci takie chwile, bo tak szybko mijają…u nas teraz cięższy czas, niestety godziny spędzone w żłobku odbijają się bardzo na emocjach Rysia:(

    1. To prawda, choć są dni, gdy chciałabym przyspieszyć i pewne etapy mieć już za sobą 😉
      A co się dzieje? Może to nie kwestia żłobka, tylko jakiś taki cięższy okres? Wojtuś teraz też się buntuje, czasem nie możemy go z mężem okiełznać :) No i ze spaniem u nas rozsypka. A jak Ty się miewasz? Często o Was myślę. Uściski!

    1. U nas dotychczas pomidorowa nie posmakowała, ale teraz zaczął się sezon na pomidory, to może w końcu Wojtek się przekona. Makaron z sosem pomidorowym lubi, więc muszę spróbować. To też macie ciekawie w połączeniu z buntem. Życzę cierpliwości i wytrwałości :)

  4. A moje dziecko jakoś gardzi zupami, tzn zje ale jakoś bez miłości. Za to na widok drugich dań to zwykle aż się gładzi po brzuszku i mówi am am 😀 Czasem aż się zastanawiam gdzie jej się to mieści bo panienka niecałe 9 kg waży.
    Czytając o foli bąbelkowej i piankach na podłodze co by Wojtuś nie zmarzł, poczułam się jak wyrodna matka, bo u nas to tylko goła podłoga. Żadnego kocyka odkąd się przemieszcza nic, nawet babcie się już przyzwyczaiły.
    Przyjemnych spacerów dla Was! No i może żeby Wojtuś dał Ci czasem w żółwim tempie po parku pospacerować 😉

    1. Martuś, z tymi piankami to była moim zdaniem lekka przesada, ale mój mąż się uparł. Folie jednak się przydały, bo u nas dużo kantów, a i Wojtek od początku ciekał jak szalony po tych podłogach i ja nawet nie mogłam obiadu ugotować. U nas z kolei drugie dania w ogóle nie wchodzą w grę. Chciałabym, żeby Wojtuś chętnie jadł i więcej tego, co my, ale to nie ten typ. Mam nadzieję, że cierpliwość i konsekwentne proponowanie nowych smaków w końcu zaowocują. Buziaki!

  5. Hej Malwa :-) super jest Twój Wojtuś! Antek też na hasło jak robi piesek woła ,ja ja ja, śmiejemy się że po niemiecku gada 😉
    Pozdrawiam Was serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *