Co mnie cieszy

Rower z Pixabay

Niestety, kilkudniowa dawka siemienia lnianego nie przyniosła spodziewanych efektów. Wahania nastroju zamiast niwelować, nasiliły się, zwłaszcza w sobotę. Można to z pewnością wytłumaczyć wizytą u lekarza i monitoringiem, w którym zamiast spodziewanych dwóch pęcherzyków zaprezentował się tylko jeden. No ale jeden przecież wystarczy… Tylko że dr G. powiedział jeszcze coś takiego, co podcięło mi skrzydła. Powiedział, że wcale tak szybko nie musi się udać, choć on by bardzo chciał, ale z jego doświadczenia… itd. Z gabinetu wyszłam, pochlipując. Kurczę, wystarczy mi moja osobista, wewnętrzna „dołowaczka”, lekarz mógłby jednak dodawać otuchy. Na szczęście w domu czekał M. i on już wiedział, jak pocieszyć i rozgonić chmury. I tak po ciężkiej, choć spędzonej w większości w cudownych, majowych okolicznościach przyrody sobocie nastała dużo bardziej optymistyczna niedziela. Póki jest dobrze, robię sobie listę prozaicznych rzeczy do cieszenia się. Na te gorsze dni, które mam nadzieję, że nie nadejdą.

Co mnie cieszy:

  1. Cieszy mnie to, że jest ciepło i mogę z przyjemnością jeździć do pracy na rowerze.
  2. Cieszy mnie to, że trasa do pracy prowadzi przez trzy parki, w tym jeden ulubiony, i wcale nie muszę nadrabiać, by przez nie przejechać.
  3. Cieszy mnie to, że udało mi się kupić jeansy, jakich szukałam, i że są w sam raz i nie trzeba ich skracać.
  4. Cieszy mnie to, że w tym roku będziemy mieć pierwsze działkowe porzeczki.
  5. Cieszy mnie to, że w najbliższy weekend jedziemy na wycieczkę.
  6. Cieszy mnie ta piosenka.

Na razie musi wystarczyć.

10 thoughts on “Co mnie cieszy

  1. Malwo, nie wiem już sama, którymi ścieżkami do Ciebie trafiłam. Nieważne. Przeczytałam to Twoje nieulotne od pierwszej dechy. Ostatniej wciąż tu brak.
    Chciałam Ci tu napisać coś mądrego, pokrzepiającego, a mogę jedynie z siebie wydusić, że… siedzisz mi w głowie od paru dni i że okrutnie chciałabym Cię przytulić
    No, to:*:)

    I jeszcze, że dobry pomysł z tą pozytywną listą i życzę przemiłej wycieczki:)

    1. Leśna, jak się cieszę, że te ścieżki Cię tu do mnie przywiodły. Dziękuję za to wirtualne przytulenie:) Ode mnie też uściski dla Ciebie i Twojej dwulatki. Dunia to żywe srebro w czystej postaci z tego co opisujesz:) Z przyjemnością do Ciebie zaglądam.

      1. :)))

        PS. Ta siemianka, o której napisałaś w ostatniej notce, ile czasu trzeba to spożywać, żeby jakieś efekty przyniosła? Wiesz coś o tym?

        1. Leśna, aż tak się nie orientuję, ale podejrzewam, że jak to w przypadku naturalnych produktów raczej długo (przynajmniej z miesiąc) i przede wszystkim systematycznie. Przypomniało mi się teraz, że mam taką książkę „Odnowa na talerzu” Bożeny Żak-Cyran. Autorka pisze, że siemię lniane zapobiega hormonalnym rodzajom raka (piersi, błon śluzowych, macicy, prostaty) i że już 10 g siemienia lnianego dziennie chroni przed nowotworami, łagodzi dolegliwości okresu menopauzy, jak uderzenia gorąca, poty i stany depresyjne. Nie ma co, trzeba to jeść:)

  2. Tak trudno wyrazić mi swój żal… Twoja historia mną wstrząsnęła.
    Ja nigdy, nawet przez chwilę nie byłam w ciąży,więc trudno mi to sobie nawet wyobrazić co przeszłaś :(
    Przytulam

    1. Witam Cię ciepło, jak miło, że zajrzałaś i się odezwałaś. Dzięki temu trafiłam też na Twój blog, na pewno będę zaglądać i Ci kibicować. Ciąża to był dla mnie cudowny stan, życzę Ci, abyś tego doświadczyła czym prędzej. A to co mnie spotkało… Czasami jeszcze nie mogę w to uwierzyć, wydaje mi się to jakąś tragiczną pomyłką… Ale trzeba było się z tym jakoś pogodzić, żeby ruszyć do przodu.

  3. Będzie mi miło :)
    Myślę, że te moje doświadczenia związane z nieplodnoscia to guzik przy tym co Ty przeszłaś. Dlatego cieszę się, że się nie poddałaś.
    Do tego …otoczenie, te wszystkie spojrzenia…Ja też je trochę czuję. Jesteśmy z mężem 7lat po ślubie i każdy pyta o dzieci wprost lub za plecami. .. :(
    Trzymaj się Kochana, będę tu częstym gościem.
    Być może Twoje marzenia spełnią się szybciej niż myślisz :)

  4. Też przez przypadek trafiłam na Twój blog 😉 przez komentarze na blogu Izy :)
    To co przeszłaś jest straszne …. chyba najgorsze co może być…
    Myślałam, że moje 5 nieudanych transferów to tragedia.
    Ale są one niczym przy stracie ciąży …
    Podziwiam Cię , że mimo tego potrafisz cieszyć się z małych rzeczy. To piękne :)

    Ja cieszę się bardzo, że trafiłam do Ciebie. Uwielbiam czytać blogi innych starczek. To dodaje nadziei i pomaga przetrwać trudne chwile związane z ciężką drogą jaką jest droga przez niepłodność :*

    1. Paradise, bardzo się cieszę, że tu jesteś, że napisałaś:) Masz rację, że czytanie blogów innych dziewczyn z podobnymi zmaganiami bardzo pomaga. Ja dopiero odkrywam ten blogowy świat i kolejne perełki w nim. Bardzo staram się cieszyć drobnostkami, doceniać to, co dobre, ale bywają ciężkie dni, które trzeba przeczekać i po prostu pozwolić sobie wtedy na smutek. Patrzę z nadzieję w przyszłość, bo inaczej moje życie nie miałoby sensu. Wiesz, niepowodzenia w staraniach o dziecko a strata dziecka to doświadczenia z trochę innych płaszczyzn, ja doświadczyłam jednego i drugiego i wiem, że takie starania bez efektu są bardzo bolesne, a nie podchodziliśmy przecież do in vitro, gdzie te emocje są jeszcze bardziej spotęgowane. Te 5 transferów to na pewno olbrzymie koszty psychiczne. Trzymam kciuki, by po histeroskopii się udało. Nie może być inaczej:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *