Czas oczekiwania

W tym roku adwentowy czas oczekiwania wyjątkowo współgra z moimi odczuciami. Czekam. Czekam z niecierpliwością na naszego synka. Nieustannie wybiegam myślami w przyszłość. Rozmarzam się, wyobrażam sobie, snuję wizje życia we troje. Ale takie poganianie teraźniejszości grozi tym, że przeoczę to, co ważne tu i teraz, pogubię gdzieś w otchłani te wszystkie wyjątkowe, jedyne i niepowtarzalne momenty. Staram się więc ćwiczyć w treningu uważności. W koncentrowaniu się na bieżącej chwili, a nie tkwieniu myślami w przeszłości czy w przyszłości. I paradoksalnie, gdy próbuję spowolnić moją codzienność, ta zaczyna nagle przyspieszać.  Dni niepostrzeżenie mijają jeden za drugim, a ja odhaczam w kalendarzu kolejne czwartki, z których każdy oznacza początek nowego tygodnia ciąży i zbliża mnie do spotkania z synkiem.

A synek rośnie i nabiera sił, co odczuwam wraz z kolejnymi, coraz to mocniejszymi kopniakami. Ostatnie badanie USG potwierdziło, że nasz chłopczyk ma się bardzo dobrze i waży już nieco ponad 700 gramów. Zdaje się, że nie lubi być podglądany. W trakcie badania wymierzył takiego kopniaka w głowicę USG, że lekarz postraszył nas, iż doliczy nam do rachunku za ewentualne uszkodzenia :) Obawiam się, że w moim brzuchu zadomowił się całkiem charakterny osobnik.

Powoli zbliżam się do końca drugiego trymestru. Czuję się bardzo dobrze. Nie mam cukrzycy ciążowej ani anemii, ale poziom hemoglobiny znajduje się w dolnej granicy, dlatego profilaktycznie zaczęłam zażywać żelazo. W poniedziałek czeka mnie też wizyta u chirurga naczyniowego. Na jednej nodze bardzo uwypukliły mi się żyły. Początkowo myślałam, że to na skutek przeciążenia i że samo zniknie, zwłaszcza że ani mama, ani babcia nie mają żylaków, ale tak się nie stało. W dodatku noga w tym miejscu zaczęła mnie pobolewać, czuję coś w rodzaju ciągnięcia lub kłucia, dlatego nie obejdzie się bez wizyty u specjalisty. Martwię się trochę, bo największe dźwiganie dopiero przede mną. Na razie przytyłam dopiero 4 kilogramy, od zawsze śpię na lewym boku, więc i w ciąży nie mam z tym problemów, wieczorami zawsze nogi trzymam w górze. Nie wiem, jaka może być przyczyna powstania tych żylaków, ale mam nadzieję, że uda się coś na to zaradzić nieinwazyjnymi sposobami. Niewykluczone, że będę musiała zacząć przyjmować  zastrzyki Clexane, które dobrze pamiętam z okresu połogu. Wszystko wyjaśni się w najbliższych dniach, a tymczasem czeka mnie w związku z tym leniwy i ubogi w spacery weekend.

Ostatnie dni upływają mi pod znakiem wizyt u lekarzy: ginekologów, ortodontki, dentystki, endokrynologa. Chcę jak najszybciej to wszystko odhaczyć, by móc na spokojnie zająć się przygotowaniami do świąt. Mieszkanie już wysprzątane, jeszcze tylko przystroję je w zimowe dekoracje i mogę zaszyć się w kuchni. A pierwsza dekoracja wyznaczająca nam dni do świąt już zawisła. To kalendarz adwentowy. Od paru lat przymierzałam się do jego wykonania, ale co roku stawało coś na przeszkodzie. Tym razem zawzięłam się i jest. To taka wprawka, bo tak naprawdę nie mogę się doczekać, aż nasz kalendarz będzie się składał głównie z dziecięcych upominków, po które będą sięgać małe rączki. Tym razem znalazły się w nim drewniane ozdoby na choinkę, czekoladowe mikołajki i w każdym pudełeczku parę miłych słów na dobry początek dnia lub ważne dla mnie albo też nieco zabawne cytaty.

Ten grudzień będzie wyjątkowy.

SONY DSC

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

32 thoughts on “Czas oczekiwania

  1. Super jest ten kalendarz :) Mi się na razie nie chce, pewnie jak kiedyś będziemy rodzicami to mi się zmieni 😉

    Ja też właśnie zaliczam serię po lekarzach. Oby wszystko było u Was dobrze :)

    1. No ja też nigdy nie miałam wystarczająco samozaparcia, by zrobić kalendarz, a i czasu brakowało, a w tym roku wyjątkowo mogę sobie pozwolić na takie zabawy. Ale dla dzieci na pewno fajniej go przygotowywać.

    1. Dziękuję :) Nie mogę się już doczekać takiego kalendarza w dziecięcym wydaniu, bo tak naprawdę to największa frajda dla dzieci, ale bardzo chciałam już w tym roku taki mieć i cieszę się, że nie odpuściłam.

  2. Świetnie ci ten kalendarz wyszedł :) Ja sobie w tym roku odpuszczam, ale za rok coś zrobię dla mojej Pyzy :)
    Synek charakterny 😉 nie lubi być podglądany :)

    1. Cieszę się, że się podoba, choć w internecie tyle pięknych i designerskich kalendarzy, ale ten jest taki mój, od serca. Ciekawe, czy nam się uda w przyszłym roku przygotować kalendarze :)

    1. Dziękuję. Ja bardzo lubię przystrajać mieszkanie na zimę, na sezon wiosenno-letni już mniej. Ale ta przyjemność dekorowania zaczęła się, gdy przenieśliśmy się do własnego lokum, w wynajmowanych jakoś nie czułam takiej potrzeby.

  3. Tak jak Ty odhaczasz kolejne czwartki, ja robię to z wtorkami. Też mam poczucie, że ten grudzień i te nadchodzące święta będą wyjątkowe. Szczerze mówiąc to ja bym chciała aby ten czas minął jak najszybciej i nastał koniec marca/początek kwietnia, bo ja już się nie umiem doczekać aż przytulę Dziewczynkę.

    Faktycznie charakterny chłopak Wam się trafił, i pięknie rośnie. 700g to już przecież całkiem sporo w porównaniu z tym małym okruszkiem, którego ledwo co było widać na usg. Mam nadzieję, że z nogą będzie wszystko dobrze… aż szkoda, że nie jesteś ze Śląska… mój tata jest specjalistą od żylaków 😀

    1. Marta, doskonale Cię rozumiem, ja też już nie mogę się doczekać, aż wezmę malucha w ramiona, ale powtarzam sobie, że teraz też jest fajnie i po prostu trzeba cieszyć się tą chwilą. Jeszcze niedawno zachwycałyśmy się kolejnymi centymetrami, a za chwilę nasze dzieciaczki dobiją do kilograma. Jeśli chodzi o żylaki, to idę do specjalisty poleconego przez mojego ginekologa. Mam nadzieję, że dobry fachowiec, a nie tylko kolega 😉

  4. Czerp z tego grudnia jak najwięcej! :) I ciesz się każdym dniem tak, jak tylko możesz, jak chcesz – cieszenie się z tego co mamy to czasami trudna sztuka, ale warto do niej dążyć.
    W ostatnim czasie sama nabawiłam się anemii, więc od kilku tygodni do obiadu właśnie biorę żelazo. Myślę, że przed świętami zrobię jeszcze badania kontrolne.

    1. Staram się wyciskać ten grudzień do granic możliwości. A Ciebie, kochana, to chyba ten remont tak wykończył, że aż anemii się nabawiłaś. Ja nigdy nie miałam skłonności do anemii, ale w ciąży to inna bajka. Zdrówka Ci życzę i niezmiennie wytrwałości w nierównym remontowym starciu.

  5. Malwuś, mojej W. po clexanie (stosowanie przed ciążą oraz w czasie ciąży) ‚wyszły’ co prawda nie żylaki, ale pajączki na wysokości kostek. W pewnym momencie nogi były czarne. Miało zniknąć po ciąży. Niestety. będzie zabieg usuwania tych zmian. Pewnie laserowy. Mam nadzieję, ze specjalista coś podpowie, albo waśnie clexane pomoże.
    Co do leżenia na lewym boku. Podobno to mit (za mamaginekolog – instagram – uwielbiam!), ale ten przymus leżenia na lewej stronie był silniejszy niż zdroworozsądkowe podejście, ze nie trzeba. Do tej pory, czyli już prawie 3 miesiące, lewa stopa dość często mi puchnie, a w palcu serdecznym lewej dłoni mam jakby gorsze czucie. Nie wiem jak inaczej to opisać, coś jakby ciągłe drętwienie. Czyli w moim przypadku leżenie głównie na lewym boku, wyszło mi nomen omen bokiem.

    Waga Malutka, piękna. Twoja też! Zazdro! 😉 Oby tak dalej 😀
    Malwuś na kiedy masz termin?

    Kalendarz ekstra, zawartość świetna.
    U nas od wczoraj choinka. Cudnie jest. 😀

      1. Hej, Śliweczko. Wszystko zrozumiałam :) Dziś wieczorem wizyta, mam nadzieję, że obejdzie się bez Clexane, bo kłucie w brzuch wcale mi się nie widzi. Ja tylko się martwię, by maluchowi niczym nie zaszkodzić, a żylaki jak nie znikną, to po ciąży je usunę, teraz są różne mało inwazyjne metody.
        Co do leżenia na lewym boku, to nie wiedziałam, że to mit, ale dobrze, że wspominasz (muszę chyba zaobserwować profil Mamy Ginekologa). Ja też w poprzedniej ciąży z poświęceniem leżałam ciągle na lewym boku i przez kilka miesięcy po porodzie miałam takie dolegliwości, o jakich piszesz. Teraz nie będę się tego tak restrykcyjnie trzymać. Synek ładnie rośnie, jestem dumna :) A jeśli chodzi o moją wagę, to szybko może ulec zmianie, wszak święta za pasem i coraz mniej silnej woli, by nie wypiekać i nie pochłaniać domowych słodkości :)

  6. Co do żelaza, mnie w karcie wypisu zalecili stosowanie Biofer, 4 tabletki dziennie. Kupuję Biofer folic – wyniki b. dobre.

    1. Ja biorę zgodnie z zaleceniem lekarza Tardyferon, w poprzedniej ciąży pozbyłam się dzięki niemu potężnej anemii, teraz lekarz zadziałał, zanim hemoglobina spadła poniżej poziomu. W pierwszych dniach słabo go znosiłam, ale już się organizm przyzwyczaił.

    1. Tak czuję, że to wyjątkowy dla nas czas. Niesamowicie to doceniam. I głęboko wierzę w to, że i Wy wkrótce będziecie czekać na Kogoś Wyjątkowego. Mocno trzymam za to kciuki.

  7. Mam pytanko odnośnie przyczepu pępowiny – być może kojarzysz mnie z bloga Izy 😉
    Czy jesteś w stanie polecić mi lekarza, który wykonuje takie badania? Nie wiem czy jesteś z Warszawy, jeśli masz namiary na kogoś w stolicy będę wdzięczna. Zastanawiam się czy już na to nie za późno, jestem w 36 tc, ale dziś zapytałam mojego lekarza prowadzącego czy było to sprawdzane podczas badań połówkowych, powiedział, że nie ma na to wytycznych i nie robi się badań pod tym i kontem. Jestem przerażona…chcę zrobić wszystko, żeby moje dziecko było bezpiecznie.

    1. Nie ma za co. Wiesz, tak na 100 procent to nie można mieć pewności, że to zawinił ten błoniasty przyczep. Mój obecny lekarz powiedział, że jego naderwanie mogło być tylko następstwem jakiejś innej przyczyny. Ale synek był zdrowy, dzień wcześniej miałam KTG, które wyszło wzorowo, więc może coś z wodami. Ostatnie badania USG robiła mi osoba, do której nie miałam pełnego zaufania, ale ufałam mojemu ginowi, a on mnie do tej osoby skierował. Może czegoś nie dojrzała, może coś z przepływami. Nie wiem, nie chcę już o tym myśleć, ale jakaś przyczyna musiała być. Teraz na pewno będzie inaczej. W to wierzę. I trzymam mocno kciuki za małą Boróweczkę.

  8. Malwo, żaden ze mnie medyk, ale wiem, że w kwestii zapobiegania anemii ważne jest, by wyeliminować/ograniczyć związki hamujące prawidłowe wchłanianie żelaza. Innymi słowy, bywają sytuacje, że można by zajadać się żelazem od rana do wieczora a anemia i tak zakwitnie.
    Podrzucę Ci link. Jeśli to, o czym piszę, jest dla Ciebie względną nowością, lektura podrzuconego tekstu na pewno Ci nie zaszkodzi:
    https://www.pfm.pl/baza_chorob/mineraly-w-ustroju/blokery-pokarmowe-hamujace-wchlaniania-zelaza/971

    Trening uważności… Wiesz, doświadczenie mnie uczy, że im bardziej człowiek próbuje usilnie skupić się na przeżywaniu i obserwowaniu, tym gorzej mu to wychodzi;) Przypomina mi to uporczywe wpatrywanie się w nocne niebo, by uchwycić ten magiczny moment przedarcia nocnej czerni pierwszymi słonecznymi promieniami. Nie da się. Kiedyś próbowałam;) Albo te próby uchwycenia chwil, w których rośnie, zmienia się dziecko. Nie da się. Wciąż próbuję;)
    Mam wrażenie, że ludzka percepcja porusza się skokowo. I fajnie. W przeciwnym razie nie bylibyśmy chyba w stanie zanotować zmian.
    Rośnij zatem zdrowo, co jakiś czas uświadamiając sobie, że oto minął kolejny, szczęśliwy tydzień.
    I że jeszcze więcej tego szczęścia przed Tobą. Coraz bliżej:)

    PS. Jak po wizycie u lekarza?

    1. Leśna, dziękuję za link. Coś tam wiedziałam na ten temat, ale warto sobie odświeżyć i dowiedzieć się czegoś nowego, a na tej stronie wszystko fachowo opisane.
      Masz rację, że się nie da tak dogłębnie przeżywać każdej upływającej właśnie chwili. Zresztą to by było chyba nie do zniesienia. Ale można chociaż troszkę starać się skupiać na tym, co tu i teraz, zwłaszcza gdy tak jak ja ma się tendencje do wracania do przeszłości, grzebania w niej i analizowania, czy odwrotnie, życia tym, co dopiero będzie. Ostatnio sporo się mówi o tym treningu uważności i tak się tym zainspirowałam. Mam nawet taki bestsellerowy poradnik psychologiczny na ten temat, ale jestem oporna na wszelkie poradniki, więc leży na półce nieużywany :)

      Z nogą już lepiej. Na szczęście żyły w pełni wydolne, ale do końca ciąży dzień w dzień muszę przywdziewać pończochy uciskowe. Chyba pomagają, bo żyły tak nie nabrzmiewają i noga nie pobolewa. Lepsze to niż zastrzyki, ale wieczorem ściągam te rajtuzki z dużą ulgą. No i dobrze, że to zima, bo w lecie byłoby trudniej.

  9. To dzisiaj odhaczasz kolejny czwartek. Kolejny tydzień bliżej przytulenia synka.

    Ja nie lubię przystrajania, nie mam na to siły po pracy. Jest tyle innych rzeczy do zrobienia.

    Przez dwa lata wywieszaliśmy lampki w ogródku i przed domem, ale w zeszłym roku nie miałam ochoty, a i w tym się nie cieszę, że znowu są święta, a ja znowu czekam.

    1. O tak, czwartek odhaczony, a kolejny czwartek to będzie początek trzeciego trymestru (jupi).
      A ja lubię zwłaszcza stroić mieszkanie zimowo, ale masz rację, że trzeba mieć na to czas. Też miewałam takie święta, gdy ciężko było mi rozbudzić w sobie tę świąteczną magię i nie widziałam sensu w tym, by się starać, piec pierniki, stroić choinkę itd., ale ostatecznie zawsze się mobilizowałam (prócz poprzedniego roku) i chcąc nie chcąc, robiło się przyjemniej. A Wy macie przecież Laurę i ona na pewno by się cieszyła z tych lampek. Wężonku, wierzę, że w tym roku będzie u Ciebie inaczej i że będziesz czekać, ale na Kogoś.

    1. To prawda, już zdecydowanie bliżej niż dalej, ale dla mnie psychicznie ta końcówka najcięższa. Mimo wszystko pozostaję optymistką i wierzę, że będzie dobrze. A kalendarz umila nam ten grudniowy czas. Miło mi, że się podoba.

    1. Masz rację, chyba jestem optymistką :) Na pewno tak jest w życiu łatwiej, ale czasem trzeba się trochę wysilić, by rozbudzić w sobie pozytywne myślenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *