Dwa jeden dla złego wilka

Wilki dwa

Myślałam, że napiszę tu dziś o okruszku i o tym, jak usłyszeliśmy cudownie bijące serduszko, ale nie tym razem…  Test ciążowy zrobiłam pod koniec maja. Druga kreska była taka nieśmiała i bladziutka, nie byłam pewna, czy w ogóle ją widzę, ale M. też ją dostrzegł. Nie mieliśmy nawet śmiałości cieszyć się. Zaraz potem pobiegałam na betę. Wynik: 42,98 mlU. Tego samego dnia poszłam do lekarza. Wiedziałam, że nie będzie sensu robić USG, ale zapisałam się do niego dużo wcześniej, by w razie czego ustalić plan działania na kolejny miesiąc i wziąć receptę na Clostilbegyt. Patrząc na wynik bety, z uśmiechem stwierdził, że to wczesna ciąża. Ja jeszcze nie miałam odwagi wypowiedzieć tego na głos. Potem przyznał, że on boi się mnie prowadzić i poleca mnie opiece swojego przyjaciela i świetnego położnika. Polubiłam doktora G., ale prawda jest taka, że wybrałam go jako lekarza, który pomoże mi zajść w ciążę, a niekoniecznie będzie ją prowadził, więc nie czułam się rozczarowana. Powiedział też, że rokuję dobrze i nie ma potrzeby powtarzać bety, ale jeśli bardzo chcę, to mogę. No to powtórzyłam. Wynik po 48 godzinach: 81,91 mlU, czyli wzrost prawidłowy. Można było zacząć się cieszyć nieco odważniej.

Nowy lekarz wyznaczył wizytę na 8 maja. Dni dłużyły się niemiłosiernie. Martwiło mnie to, że nie mam żadnych objawów. Ani tkliwych piersi (a poprzednio nie mogłam ich dotknąć), ani pobolewania w podbrzuszu, tylko w głowie czasem się zakręciło. Ale lekarz powiedział, że nie ma powodów do niepokoju, każda ciąża jest inna. Poza tym na dwa dni opętały mnie potworne lęki, że dziecko będzie chore. Nawet do kościoła poszłam na poranną mszę, żeby się pomodlić i uspokoić. Wiadomo, jak trwoga to do Boga. Ale coś źle sprawdziłam i mszy nie było, tylko sprzątanie świątyni, więc pomodliłam się nieudacznie i wróciłam do domu. Potem codziennie sobie powtarzałam, że dziecko będzie zdrowe, aż w  końcu odgoniłam złe myśli.

Wyszykowałam się na dzisiejszą wizytę. Zakręciłam włosy, założyłam ładną sukienkę, sporządziłam długą listę pytań i wątpliwości, przygotowałam całą dokumentację z ciąży z T., choć za każdym razem, gdy wyciągam zdjęcia z USG, serce mi pęka. Jakoś nie zdziwiło mnie, gdy lekarz powiedział, że nie widać pęcherzyka. Nie zaczęłam płakać ani powtarzać drżącym głosem, że to niemożliwe. Gdzieś w podświadomości byłam chyba na to przygotowana. Dopiero po chwili, gdy dotarło do mnie, że to może być ciąża pozamaciczna, zebrało mi się na łzy. Lekarz kazał natychmiast powtórzyć betę. Cztery długie godziny czekaliśmy z M. na wynik, rozważając różne scenariusze. Ale żadne z nas już nie wierzyło, że może być z tego ciąża. Beta spadła, dziś wynosi 61,34 mlU. Nie wiedziałam, że można się tak ucieszyć ze spadku bety. Odetchnęliśmy z ulgą. Lekarz kazał jeszcze na wszelki wypadek powtórzyć badanie w piątek i odstawić luteinę, która prawdopodobnie blokuje okres.

Przez te kilka dni czułam się tak, jakby ktoś otworzył dla mnie okna na oścież i wpuścił promienie słońca do środka. A teraz znowu to ciepło wpada tylko przez szybę. Jestem zmęczona. Rozklekotana. Ale jeśli miało się nie udać, to dziękuję, że nie udało się na samym początku, że nawet nie zobaczyliśmy tego okruszka, który był pewnie tylko zlepkiem źle podzielonych komórek, że nie usłyszeliśmy bijącego serca, które potem nagle by ucichło, że nie zdążyliśmy się oswoić z myślą, że jesteśmy we troje.

24 thoughts on “Dwa jeden dla złego wilka

    1. Martucha, no mnie też przykro, ale na teraz przeważa uczucie ulgi, że to jednak nie pozamaciczna. Trzymam kciuki za jutrzejszą betę, żeby była tłuściutka. Ja też idę jutro robić betę i mam nadzieję, że będzie bardzo wychudzona:)

    1. Śliweczko, dziękuję. Wiem, że mocno trzymałaś kciuki, ale tak widocznie musiało być. A kciuki jeszcze się przydadzą, w to wierzę:) Uściski dla Was.

    1. Uczuciowa, myślałam o Tobie ostatnio, zaglądałam na bloga… Zdaje się, że mieliście gdzieś wyjechać. Napisz koniecznie, jak się miewasz.

      1. Tak, ruszamy w podróż. Wyczekaną, odkładaną, nierealną prawie… Aż mi się w głowie nie mieści.
        Od czasu bety u mnie zaskakująco dobrze, z małymi przerwami na krótkie histerie;) Dzisiaj jakoś tak… bardziej nostalgicznie. Dzieci się rodzą w koło, jedno po drugim, a ja straciłam energię i chęć, żeby je wszystkie tulić, kołysać, poznawać tak jak to miałam w zwyczaju do tej pory… Chcę w końcu mieć szansę przytulić SWOJE dziecko…
        Generalnie naprawdę mam się dobrze. Tylko dziś, wyjątkowo, jest mi trochę źle:(

        1. Uczuciowa, piszesz, że jest dobrze, ale brzmisz tak smutno… Mam nadzieję, że to naprawdę tylko przejściowa nostalgia. W naszej rodzinie ciążowy przestój. Od spotkań z małymi dziećmi, które już są i za którymi przepadamy, jednak staramy się stronić, bo potem trzeba się długo zbierać do kupy. Ach, jak ja rozumiem i czuję całą sobą to pragnienie, by przytulić swoje dziecko… Tej podróży miało nie być, ale skoro do niej dojdzie, to życzę Wam, by był to dla Was wyjątkowy czas, byście go spędzili najlepiej jak się da, by udało się choć trochę oderwać myśli od tęsknot i smutków. Ściskam mocno.

  1. Jest mi tak bardzo przykro… u mnie jest 26tydzień, póki co od 2 dni nie czuję ruchów naszej córeczki… czekam na najgorsze – ale gdzieś upatruję nadziei, że jest dobrze, że może się obróciła, że śpi… kiedyś z brakiem ruchów w tej ciąży już wylądowałam w szpitalu – teraz nie chcę tam iść. Wizyta u lekarza za tydzień – boję się, tak bardzo bardzo się boję – kocham kogoś tak mocno, że nawet nie wyobrażałam sobie tak ogromnej miłości…. Musi być dobrze, po prostu musi :( Pozdrawiam serdecznie..

    1. AAsia, gdy przeczytałam Twój komentarz, to aż mnie ścisnęło w środku. Nie czekaj tak długo na wizytę, tylko jedź do szpitala. Są kobiety, które nie czują ruchów dziecka albo wyczuwają je sporadycznie, w małym natężeniu. Może córcia jakoś dziwnie się ułożyła, może jest leniuszkiem, dlatego jedź na IP, by się uspokoić. Koniecznie się odezwij, myślę o Was.

  2. Malwa, bardzo ni przykro, ze sie nie udalo ale dobra wiadomosc jest taka (i sama na pewno tez to wiesz), ze udaje Ci sie zachodzic w ciaze. To naprawde duzo i ja szczerze wierze w to, ze w kolejnym cyklu tez sie uda i ze tym razem ze szczesliwym zakonczeniem. Po burzy zawsze swieci slonce i dla Was to juz najwyzszy czas zeby wyszlo zza chmur. Takze otwieraj szeroko okno a najlepiej to wyjdz na zewnatrz zeby je mocno poczuc bo to, co najlepsze juz do Ciebie nadchodzi;)

  3. Malwa, i jeszcze jedno, wiem, ze te wszystkie slowa w tej chwili moze Cie nie pociesza ale wierz mi, ze w zyciu nie moze byc ciagle pod gore i ja naprawde wierze, ze zaraz los sie dla Ciebie odmieni na lepsze. Mysle tez, ze duzo osob dobrze Wam zyczy i wysyla w Wasza strone duzo pozytywnych mysli i to musi zadzialac. No musi i juz:) Ale rozumiem, ze dzis jest Ci zle i smutno i to zrozumiale.

    1. Soniu kochana, a właśnie że Twoje słowa mnie pocieszyły i tego potrzebowałam:) Uczepiłam się tej myśli, że się nam udaje i w końcu uda się w pełni. Tobie też się uda, jestem tego pewna. Dziś Twój wielki dzień. Tak myślałam, że zdecydujesz się na dwa maluchy. Bardzo Wam kibicuję.

    1. Marta, no właśnie to taki prztyczek w nos dla nas… Ale nadzieję i radość trzymałam na dystans, więc jakoś łatwiej się z tym pogodzić. No i nad smutkiem przeważa chyba jednak poczucie ulgi, że to nie pozamaciczna.

      1. Takie trzymanie emocji na dystans jest bardzo przydatną umiejętnością, którą mi niestety brakuje. Za każdym razem obiecuje sobie podejdę do tego na chłodno, na spokojnie i zawsze dupa, a potem smak porażki jest jeszcze bardziej gorzki.

  4. Zły wilk powinien dostać trzepaczką przez grzbiet.
    No ileż można…
    Malwo kochana, wierzę, bardzo wierzę, że utrzesz wilkowi wkrótce nosa.
    Powtórzę za Sonią, która rzekła powyżej, że dobrze, iż zachodzisz w ciążę – faktycznie, dobrze, że tak się dzieje. To dobrze wróży.
    Zakręcony włos i ładna sukienka na pewno przydadzą się niebawem. Z dużo lepszym skutkiem.
    Tymczasem przytulę.

    1. No niestety, zły wilk nie daje się tak łatwo ujarzmić, ale w końcu dam mu radę. I na złość mu włosy sobie będę kręcić, i sukienkę nową kupię:) Tego się trzymam, że to dobrze wróży. Buziaki dla Was.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *