Przesilenie

To miała być zupełnie inna wiosna. Z pachnącym dzieckiem śpiącym obok nas w łóżku, wożonym w wózku przez miejskie parki i podmiejskie lasy, przytulanym, całowanym i kochanym najbardziej na świecie. Było tak blisko. Przez 9 miesięcy żyliśmy sobie we troje, szczęśliwi i przekonani, że to, co najgorsze, mamy już za sobą. Po trzech latach starań i walki z niepłodnością doczekaliśmy się naszego cudu. Unosiłam się nad ziemią ze szczęścia i żadne szalejące ciążowe hormony nie były w stanie nawet na chwilę zepsuć mi nastroju. Cieszyłam się każdym dniem spędzonym z naszym chłopcem. A potem nastał zimny i paskudny listopad, nadszedł dzień terminu porodu, już za chwilę mieliśmy się spotkać, wieczorem patrzyliśmy jeszcze na to, jak synek się wierci, śmialiśmy z wymierzanych mi kopniaków. Obudziłam się w nocy, nie mogłam spać, zaczęłam czytać książkę. Zorientowałam się, że nie czuję ruchów… W szpitalu nie znaleźli tętna.

Był zdrowy i piękny. Przyczyna: przyczep błoniasty pępowiny. Zostałam mamą bez dziecka. Z nabrzmiałymi piersiami, pustym, obwisłym brzuchem i głuchą otchłanią w sercu.

Moja mama mówi, że tak było mu pisane, że to przeznaczenie, skoro stało się to dokładnie w terminie porodu, że nasz synek chyba nie chciał się urodzić, ale został z nami do końca… Ksiądz mówi, że „pan bóg” też chce mieć u siebie takie aniołki i że będzie się za nas modlił. Lekarze mówią, że ten przyczep to nie do wykrycia (a w szkole rodzenia twierdzili, że teraz w USG to nawet długość rzęs można sprawdzić), że masa dzieci się z tym rodzi, że położnictwo to loteria, że oni to nie kupowali ubranek ani łóżeczka, dopóki dziecko się nie urodziło, że musimy się starać o kolejne. Ciotki męża (przedział wieku 80+) mówią, że po dziecku nie można za długo płakać, bo dopóki będziemy płakać, to ono nie zazna spokoju i nie będzie tam w niebie szczęśliwe.

Chciałabym w to wierzyć, że to nie tylko biologia, przypadek, że nie jesteśmy ofiarami statystyki. Chciałabym wierzyć, że gdzieś tam jest moje roześmiane dziecko, a z nim nasz pies. I że jest im razem dobrze.

Śniegi stopniały. Po długiej i lodowatej zimie budzę się do życia. Jestem gotowa.

Leon Wyczółkowksi_Wiosna

Leon Wyczółkowski, Wiosna

 

7 thoughts on “Przesilenie

  1. Witaj!!! Jak tu u Ciebie pięknie!!! Przepięknie!!! Najładniejsza szata graficzna, ze wszystkich śledzonych przeze mnie blogów:)

    Przeczytałam już wszystkie Twoje wpisy kilka razy. Zostawiły mnie rozedrganą… Podsyciły złość i poczucie niesprawiedliwości. Obudziły podziw. Zagrzały do kibicowania.

    Bije od Ciebie dużo spokoju. Może i mi się udzieli…

    Cieszę się, że tu jesteś! Że ja tu trafiłam. Zostaję już:)

    1. Uczuciowa, nawet nie wiesz, jaką radość mi sprawiłaś tym, że tu zajrzałaś, że chciało Ci się zostawić komentarz, że Ci się tu podoba. Dziękuję! O ten spokój czasem tak cholernie trudno… Ale wierzę, że będzie jeszcze i spokój, i szczęście. Tego nam życzę.

      1. Muszę jednak dopracować jeszcze kilka technicznych szczegółów, żeby nie wyświetlać się jako admin:)

        1. Haha. To jedziemy na jednym wózku, bo ja też nie zmieniłam nazwy u siebie i podpisuję się nazwą bloga. Muszę się za to wziąć! Myślałam o tym od nowego roku i nie mogłam się wziąć do działania… Zmobilizowałaś mnie:) Spróbuję, może dziś się uda:)

  2. Malwa trafiłam do Ciebie. I zostaję. Łzy też trafiły i uśmiech… i mocno biorę Cię w ramiona i ściskam.

    :*

    1. Śliweczko, te łzy to teraz zdecydowanie nie dla Ciebie:) Ale bardzo się cieszę, że tu do mnie trafiłaś, że zostajesz i dziękuję za ten uścisk! No i czekam na post u Ciebie, bo ciekawa jestem, jak tam się macie z Maksem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *