Jesienne rytuały, czyli jak dbamy o odporność

No i nadeszła wreszcie wyczekana i wytęskniona przeze mnie jesień, a wraz z nią wszechobecne katary, chrypki, pokasływania i drapanie w gardle. I ja zaniemogłam na jeden dzień, ale chorobę udało się szybko zdusić w zarodku. W ciąży odporność jest bardzo nadwątlona i niewiele trzeba, by podłapać jakieś ustrojstwo, za to dużo trudniej się z niego wykaraskać, bo repertuar lekowy ogranicza się do środków stosowanych niegdyś przez nasze babcie. Ale tony zjedzonego z największym poświęceniem czosnku czy też hektolitry wypitego syropu z cebuli niekiedy okazują się niewystarczające, zwłaszcza gdy choroba na dobre rozgości się w naszym organizmie, a my zbagatelizujemy pierwsze jej symptomy.

SONY DSC

W tym roku postanowiłam ze szczególną dbałością przygotować nas na sezon jesienno-zimowy. W poprzedniej ciąży w pierwszym trymestrze przeszłam silne przeziębienie, które przywlókł do domu mój mąż. Uratował mnie wtedy syrop z cebuli, ale do dziś na samą myśl o nim przechodzą mnie ciarki na całym ciele. Tym razem wolałabym sobie oszczędzić spożywania tego specyfiku. Spośród masy porad na temat naturalnych sposobów dbania o swoją odporność i wzmacniania organizmu wybrałam dla nas te, których wprowadzenie w naszą codzienność nie wiązało się z większymi wyrzeczeniami czy też zmuszaniem się do czegokolwiek. Trzeba pamiętać, że odporności za pomocą naturalnych metod nie zbudujemy z dnia na dzień. To już ostatni dzwonek, by wprowadzić zmiany w codziennym funkcjonowaniu i zatroszczyć się o swój organizm. Oto lista naszych jesiennych rytuałów, których przestrzegamy od początku września. Mam ogromną nadzieję, że moje wysiłki przyniosą pożądany efekt i ustrzeżemy się w tym roku przed wirusami.

Miód

Miód to prawdziwy dar natury o antybiotycznym działaniu, ale by w pełni wykorzystać zawarte w nim dobroczynne substancje, trzeba pamiętać o dwóch zasadach. Po pierwsze nigdy nie rozpuszczamy go w gorącej wodzie, po drugie najcenniejsze dla naszego zdrowia właściwości miodu są uwalniane po rozpuszczeniu go w chłodnej wodzie i odstawieniu na minimum dziesięć godzin. U nas wygląda to następująco. Codziennie wieczorem w dwóch kubkach napełnionych do trzech czwartych chłodną wodą rozpuszczam po solidnej łyżeczce miodu. Rano dolewam ciepłej wody, wciskam odrobinę soku z cytryny, od czasu do czasu dodaję plasterek imbiru i serwuję nam tę miksturę na czczo. Ważne, by był to prawdziwy miód, ze sprawdzonej pasieki. Ponoć w tym roku z powodu dość deszczowego lata nie ma zbyt dużo miodu akacjowego i lipowego. Warto się zatem zawczasu zaopatrzyć. Do moich ulubionych należą też miód nawłociowy (ten od naszego pszczelarza ma cudowną, kremową konsystencję i mleczną barwę) oraz spadziowy ze spadzi iglastej (drogi i trudno dostępny).

Soki

Kolejnym rytuałem, który u nas wprowadziłam, jest picie codziennie około dwóch łyżek soku żurawinowego rozcieńczonego wodą. Ma on działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne. Jest to bardzo skuteczny środek w walce z infekcjami pęcherza moczowego, na które w ciąży jest się bardziej narażonym. Kolejny sok, który u nas gości, to sok z aronii. Ten cierpki, kwaskowaty owoc kryje w sobie mnóstwo witamin, minerałów i olbrzymią dawkę antocyjanów. To prawdziwy dar natury, który  koniecznie powinien się znaleźć w codziennym menu. Podobno wystarczy łyżka dziennie po śniadaniu.

Więcej ciepłych posiłków

W okresie jesienno-zimowym idealnie byłoby rozpoczynać dzień od ciepłego, rozgrzewającego organizm śniadania, ale przyznam, że nie zawsze się to u nas sprawdza. Najczęściej jemy kanapki w towarzystwie jajek pod różną postacią lub moją ulubioną makrelę w sosie pomidorowym z chili. W lecie na drugie śniadanie jadłam zazwyczaj owoce z jogurtem, a teraz ten zimny posiłek zastąpiłam ciepłym. Najchętniej przygotowuję sobie jaglankę, ale staram się, by było różnorodnie, więc zamiast jaglanki króluje też owsianka, niedawno odkryta przeze mnie komosanka czy siemianka. Dodaję do nich owoce, przykładowo lekko podprażone jabłka, gruszki, morele, a ostatnio maliny na ciepło, na wierzch orzechy włoskie lub migdały. W zimie bardzo lubię też owsiankę z dżemem pomarańczowym i kostką gorzkiej czekolady, która rozpływa się po wrzuceniu do ciepłej papki. Połączenia smakowe są nieograniczone. Tego rodzaju posiłek jest niezwykle syty i dość kaloryczny, ale to dobre kalorie, a po takiej ich dawce nie mam już zbytniej ochoty na słodycze w ciągu dnia.

Więcej warzyw

Staramy się jeść sezonowo, a więc o tej porze roku króluje u nas dynia, cukinia, papryki. Powoli żegnam się ze świeżymi pomidorami, które zacznę zastępować tymi z puszki lub przecierami od babci. Na targu moją uwagę przykuwa już brukselka, ale jestem też uzależniona od pieczonych frytek z batatów, na które w lecie zupełnie nie mam ochoty, a teraz pojawiają się u nas zdecydowanie częściej, na przykład na kolację jako kolejny ciepły posiłek lub na obiad jako dodatek do ryby czy mięsa. Obiecałam też sobie przygotowywać raz w tygodniu sok z marchwi. Prawdziwą zmorą jest dla mnie mycie sokowirówki. Niestety, mój mąż też nie pała miłością do tej czynności, dlatego na razie nie mam co liczyć częściej na świeże soki. Zazwyczaj oprócz soku z marchewki przygotowuję za jednym zamachem też z buraka i grejpfruta. To połączenie wyjątkowo mi zasmakowało. A prozdrowotnych właściwości buraka nie trzeba specjalnie reklamować. Najwięcej wartości odżywczych mają buraki spożywane na surowo.

Kiszonki

Uwielbiam kiszone ogórki. Kiedyś jadłam je ostrożnie, bo wydawało mi się, że nie mają żadnych prozdrowotnych właściwości, ale ku mej radości myliłam się. Kiszonki to naturalny probiotyk i niezwykle bogate źródło witaminy C. Spożywając je, chronimy nasz organizm przed różnego rodzaju stanami zapalnymi. Przekonałam się też do picia soku z kiszonych ogórków, ale nie robię tego codziennie, a mój mąż w ogóle nie chce spróbować, ale ogórki zajada ze smakiem. Przyznam, że sama nie przygotowuję kiszonek. Przez całą zimę korzystamy z tych od mamy mojego M. i od mojej babci. Niestety, w sklepach dostępne są raczej ogórki kwaszone a nie kiszone, więc trzeba być na to wyczulonym. Podobnie jest z kiszoną kapustą. Tę niestety musimy kupować i pewnie dlatego gości u nas rzadziej.

Spacery

Niebagatelne znaczenie w kontekście wzmacniania organizmu ma też ruch na świeżym powietrzu. Przed ciążą jeździłam na rowerze i biegałam, teraz pozostają mi spacery, ale nie narzekam. Doceniam to, że w ogóle mogę sobie na nie pozwolić, że dobrze się czuję i nie muszę leżeć. i mogę być aktywna choćby w ten sposób. Spaceruję najczęściej sama. Mój mąż chronicznie nienawidzi spacerować i zawsze muszę uciekać się do jakichś podstępów lub emocjonalnego szantażu, żeby wyciągnąć go na przechadzkę. Zapewnił mnie jednak, że od chodzenia z dzieckiem na spacery nie będzie się wymawiał. Niemniej na gruncie codziennego dotleniania organizmu jest w jego przypadku dużo do zrobienia.

Zioła

Z ziołami w ciąży trzeba być ostrożnym, dlatego nie piję żadnego z nich systematycznie, a jedynie doraźnie rumianek czy miętę. Za to mężowi serwuję codziennie czystek, który w ostatnich latach stał się bardzo popularny. Przymierzam się też do przygotowania naparu z mieszanki ziół. Przepis na niego podała mi moja bliska koleżanka. Interesuje się ziołolecznictwem i pamiętam, że nawet wygrała jakiś konkurs, w którym trzeba było odgadnąć po zapachu i strukturze, co to za zioło. Tym naparem mam oczywiście zamiar raczyć M. Składają się na niego cztery składniki: macierzanka, jeżówka purpurowa, majeranek i rumianek. Majeranku i rumianku dajemy mniej niż dwóch pozostałych ziół. Tę mieszankę możemy wzbogacić o inne składniki, na przykład suszone kwiaty czarnego bzu czy suszone owoce dzikiej róży.

Mam nadzieję, że uda nam się wytrwać w zdrowych nawykach i że wiosnę powitamy w jak najlepszej kondycji fizycznej.  A Wy dbacie w jakiś szczególny sposób o swoją odporność?

SONY DSC

Zapisz

Zapisz

Zapisz

23 thoughts on “Jesienne rytuały, czyli jak dbamy o odporność

  1. U nas na razie jedynie herbatka z imbirem, cytrynką i miodem. W Biedronce kupuję czasami syrop z pędów sosny, ale tu widzę koleżanka przygotowała się idealnie na sezon jesienno- zimowy,
    Fajnie, na pewno coś dla siebie uszczknę :)

    1. No jak się ma za dużo wolnego czasu, to się kombinuje 😉 Tego syropu z pędów sosny chyba nigdy nie próbowałam. Może wpadnie mi w ręce.

  2. Ja akurat syrop z cebuli, miodu i czasami dodaję czosnek to uwielbiam :) Za to mój mąż nienawidzi i każe mi się wywietrzyć przed spaniem 😉
    Sok z malin, imbiru i goździki dodaję do herbaty z cytryną na rozgrzanie. No i oprócz tego to jeszcze wcinam owoce (pomarańcze i ich podobne narazie odstawiłam bo są alergenne dla niemowląt). Od czasu do czasu robię pastę na kanapki z czosnku, startego żółtego sera i odrobinę majonezu. Polecam, bardzo dobre jest :)
    Na spacerki też powoli wychodzimy :) Rana prawie się zagoiła to teraz będziemy zwiększać dystanse :)

    1. Jak ja rozumiem Twojego męża, ale trzeba przyznać, że syrop z cebuli ma moc. O goździkach w ogóle nie pomyślałam. A ta pasta czosnkowa brzmi bardzo apetycznie. Może zrobię w tyciej ilości na próbę, bo w ciąży troszkę mi nie po drodze z czosnkiem, ale przemycam, gdzie się da. Oby pogoda dopisywała na te długie spacerki.

  3. W sezonie staram się dużo pić herbatek z imbirem. No i obowiazko rutinoskorbin. Może to nie jest naturalny sposób ale działa. Zawsze o tej porze byliśmy już mocno zakatarzeni, zatoki załadowane a tym razem się trzymamy 😊

      1. Imbir ponoć działa też hamująco na ciążowe wymioty. Nie wiem, legendy ludowe powtarzam jedynie, bo sama nie zdołałam doświadczyć prawdziwości tej mądrości i z białym kawałkiem łazienkowego porcelitu ściskałam się czule przez większość ciąży. Ale być może byłam po prostu wyjątkowo odporną jednostką na dobroczynność imbiru..?;)

        @Crazy-cat-lady: Czy mogłabyś podać dokładny przepis na tę czosnkową pastę?:)

        1. Leśna, ja też słyszałam o tych właściwościach imbiru. Ale jak wiesz, mnie to cieszyły te moje wymioty, więc za bardzo im nie przeciwdziałałam :) No i same szybko ustąpiły. A Dunia, jak widać, temperamencik pokazywała będąc jeszcze w brzuszku i dała mamie nieźle popalić.

  4. Malwa jesteś perfekcyjnie przygotowana :) dobry taki miód z wodą i cytryną? Znam ból mycia sokowirówki, ale mimo wszystko staram się robić soki co drugi dzień. No i oczywiście herbata z sokiem malinowym lub z pigwy. Imbir jest dla mnie akceptowalny tylko i wyłącznie jako przyprawa w daniach azjatyckich pod każdą inną postacią nie przejdzie mi przed gardło.

    1. Marta, z tymi sokami to wjechałaś mi na ambicję. Co drugi dzień, podziwiam! Sok malinowy mam od teściowej i też często piję, a ten pigwowy bardzo kusił mnie ostatnio w aptece i chyba go w końcu kupię. Co do wody z miodem i cytryną, to pytasz o smak? Ja uwielbiam ten napój i mam nadzieję, że to działa.

      1. To chyba się skuszę i spróbuję z tym miodem :-) ja mam sok z pigwy od teściowej, tzn miałam bo już się skończył, ale podobno na targu można jeszcze ją kupić więc zrobię sobie zapas na całą zimę :-)

  5. Malwunia czeeeść :*
    Cieszę się, że u Was wszystko dobrze!
    Ten brak spódniczek, a nadmiar kapciochów to również zmora gabinetu u doktora Sz. 😉
    W ogóle jak czytam co Was, to mam wrażenie jakbym czytała swoje myśli. To wspomaganie odporności w okresie późnoletnim-jesienno-zimowym – ideał! Kilka dobrych nawyków widzę swoich, inne powinnam przyswoić i stosować (coś rozgrzewającego na drugie śniadanie…obecnie zimne mleko z lodówki +płatki …często jest to zło o pysznej nazwie chocapic, ale staram się to zmienić :)).

    Malwuś, gdybyś chciała pożyczyć detektor, to ja chętnie. :) (Ma nawet dwie butelki żelu do usg.) Mnie on kilka razy ratował przed jazdą na IP

    Uściski
    Szykujemy się do oglądania meczu. Do boju, panowie! 😀

      1. Leśna, a Duń nie lubi choco? 😉 A Ty? I żeby tak od razu po trzecim imieniu ‚freak’ 😉 Ale, faktem jest że bardzo lubię oglądać grę naszej reprezentacji. I ściszonym głosem mówię, że … wczoraj przysnęło mi się, na drugiej połowie. Ale wynik meczu – znany. 😀

        1. Śliwko, Duń choco ma reglamentowaną (stosujemy system skandynawski ze słodyczami), ja zaś mam uczulenie zatem żaden zamorski system nie jest mi nawet potrzebny do utrzymania samodyscypliny;)
          Ładny freak z Ciebie, co to przysypia przed końcem;)))

    1. Cześć Śliweczko! Takie rozgrzewające drugie śniadanie to fajna sprawa, ale z Maksiulem u boku to pewnie byłby niezły wyczyn, by je przygotować, bo jednak chwilkę trzeba przy tej kaszy czy owsiance postać, pomieszać, przypilnować, by się nie przypaliła.
      Dziękuję Ci bardzo za chęć pożyczenia detektora. Chyba jednak sobie odpuścimy, ale jeśli się jednak przekonam, to się do Ciebie zgłoszę. Wiem, że wiele matek sobie chwali ten wynalazek, dlatego też zamierzaliśmy kupić, ale po epizodzie u gina zwątpiłam. Liczę na ruchliwość malucha i że nie będzie straszył mamy. Ciekawa jestem bardzo, jak sobie radzicie, jak tam pierwsze spacery itd. Uściski dla Was.

      1. Ahoj :)
        Maksiunio czasem rano da coś podziałać w kuchni, ba! nawet odkurzę, upiorę, rozwieszę, słowem – ogarnę. Ale jest taka środa 12-10, że od 8.30 do 17.30 tylko rączki, ewentualnie leżenie na klatce piersiowej. Po południu, jak mam Bulwozaurowi ugotować ryż z mięsem, to uchh trzeba się nieźle namęczyć, znaczy nasłuchać tego żalenia, że jak mogłam, odłożyć Malutka łeeeee niedobra!

        Spacery to frajda, dla Maksa i dla mnie. On odpada chwilę po ubraniu, ja po 1,5 godziny 😉 a dokładnie moje nogi. Szkoda, że pogoda nie figluje babim latem, tylko tak z grubej rury chłoszcze i słoci.

        Malwunia, jak coś to pisz w sprawie detektora. Zdarzyło mi się używać detektora nawet po 35tc, bo Maksiul słabo kopał, albo w ogóle coś za ‚cichutko’ siedział.

        Uściski Rodzinko! :)

        1. Śliweczko, zupełnie zapomniałam, że Ty masz jeszcze Bulwę do zaopiekowania. Super, że Maksiu lubi spacery, bo wiem, że różnie dzieci reagują na jazdę w gondoli. Lato to już chyba nie wróci, ale na złotą, polską jesień jest szansa. Buzi.

  6. Moim zdaniem jesteś przygotowana naprawdę kompleksowo :) U nas tylko cieplejsze ubrania, rozgrzewające herbatki i tran w kapsułkach lub w płynie – zależnie od wieku domownika :) Pozdrawiam i życzę zdrowego sezonu jesienno-zimowego !

  7. Taką wodę z miodem zawsze robiła moja babcia jak żyła. Wieczorem przygotowywała, a rano piliśmy ☺
    Tak samo syrop malinowy. Dostawaliśmy w wyjątkowych sytuacjach :) szczególnie jak byliśmy chorzy.
    Teraz ja z mamą zrobiłam taki syrop z własnych malin ☺
    Wczoraj mama dała spróbować mi i dziadkowi i rewelacja ☺
    Dziadek miał łzy w oczach. Przypomniało mu się jak babcia robiła ☺
    W ciąży ciężko leczyć przeziębienie, ale widzę, że jesteś dobrze przygotowana ☺☺☺☺

    1. Twoja babcia wiedziała, co dobre :) Syropy czy soki z własnych malin najlepsze. Moja teściowa w tym roku miała klęskę urodzaju, więc narobiła tych soków naprawdę dużo. Ja je uwielbiam, ale mają dużo cukru, więc muszę je sobie dozować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *