Kolki, kolki, kolki albo już sama nie wiem co…

Swego czasu żaliłam się, że dręczą nas kolki. Ale to nie były prawdziwe kolki, a dopiero ich zapowiedź. Te prawdziwe dały o sobie znać, gdy Wojtuś wkroczył w drugi miesiąc. Zupełnie nie byłam na to przygotowana. Sądziłam, że najgorsze mamy już za sobą i na tym etapie brzuszkowe dolegliwości raczej się wyciszają, a nie nadchodzi ich apogeum. Tymczasem przez ostatnie dwa  tygodnie niemalże każdego wieczoru zmagamy się z tymi nieszczęsnymi kolkami. Pierwszym symptomem jest marudzenie i nerwy podczas karmienia. Wojtuś zaczyna się odrywać od piersi, płacze, denerwuje się, bo nie jest w stanie jeść z powodu bólu. A potem jest już tylko coraz więcej płaczu, ciągłe zmienianie pozycji podczas noszenia, bo żadna na dłużej się nie sprawdza, aż w końcu po jakichś dwóch, trzech godzinach dziecko sie uspokaja, najada i zasypia. Najczęściej u mnie na klatce piersiowej. A ja wymęczona psychicznie zasypiam razem z nim. W nocy i od rana do obiadu jest spokojnie. Jeśli planuję spacer z synkiem, to tylko w tym czasie. Potem wszystko zaczyna się od nowa.

Niestety, żadne środki farmakologiczne w pełni nie działają. Wypróbowaliśmy już chyba wszystko prócz homeopatycznych czopków o zaskakująco szerokim spektrum działania i Debridatu. Ten drugi pediatra poleciła nam podczas ostatniej wizyty, jeśli nic innego nie pomoże. Niestety, by zadziałał, trzeba go podawać przez dłuższy czas. Obecnie odstawiłam już wszelkie kropelki na bazie symetykonu, bo nie przynosiły rezultatu, a Wojtek zaczął nimi wręcz pluć. Podaję jedynie Delicol na nietolerancję laktozy i probiotyk. Zauważyłam, że w stosowanych przez nas metodach nie może być rutyny. Jeśli ciepła kąpiel okazała się zbawienna dwa razy, to trzeci raz już niekoniecznie. To samo z kateterem rektalnym WINDI, szumami suszarki, piciem herbatki z kopru włoskiego, masażem i ogrzewaniem brzuszka. Jedynie tulenie i noszenie na rękach jest zawsze na czasie, no i smoczek, który synek dostał dopiero niedawno i okazał się być dla niego (i dla nas) zbawienny. A poza tym trzeba kombinować i dostosowywać się do sytuacji.

Ostatnie dni jednak bardzo mnie podłamały, bo kolka zdobyła nasz ostatni bastion, mianowicie przyjemność karmienia piersią. Wcześniej był z tym problem tylko w trakcie wieczornych ataków, ale od czwartku nerwy i płacz zaczynały się niemalże przy każdym dziennym karmieniu. W końcu Wojtuś był w stanie spić mleko tylko z jednej piersi i po dłuższej przerwie z drugiej, a popołudniami bywało i tak, że w ogóle nie mógł jeść, aż do wieczora. W przerwach między karmieniami był natomiast pogodny i spokojny, jakby nic mu nie dolegało. W nocy też bez problemu. Zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle są objawy kolkowe, czy może jakiś skok rozwojowy albo jeszcze coś innego? Nawet ściągnęłam trochę mleka i próbowaliśmy nakarmić synka butelką, ale oczywiście Wojtuś już nie pamięta, jak to się pije z butli. Przez myśl przemknęły mi też  zęby, bo od niedawna ślina do pasa i ciągłe wkładanie rączek do buzi, jednak pediatra to wykluczyła. Zleciła nam podstawowe badania i USG brzuszka. Ja od kilku dni znowu jestem na ścisłej diecie, bo zdaniem lekarki Wojtuś ma też alergię pokarmową (chropowata, jakby gęsia skórka na nóżkach i za uszami oraz nawracająca ciemieniucha). Trzymam tę dietę ze względu na brzuszek, ale nie jestem przekonana, że to alergia, bo prowadziłam na początku taką restrykcyjną dietę przez prawie miesiąc, robiłam co dzień notatki, wykluczałam i wymieniałam kolejne produkty i nie miało to żadnego przełożenia na wysypkę, którą wtedy Wojtuś miał na buzi. Z czasem sama zniknęła. Winne były prawdopodobnie moje hormony.

A dzisiejszy dzień jakby darowany nam przez los czy niebiosa. Piersi znowu na fali, tylko odrobina marudzenia, a poza tym duża potrzeba bliskości i tulenia. Mam nadzieję, że to wszystko nie po to, byśmy nabrali sił na kolejne ciężkie zmagania. Na pewno wyciszyła mnie nieco wczorajsza wizyta mojej mamy i melisa, którą zaczęłam popijać. Tak bym chciała, by było już lepiej i żebyśmy mogli normalnie wyjść z dzieckiem na spacer czy do przyjaciół, ale nie mam złudzeń, że to koniec. Za niecałe dwa tygodnie Wojtuś kończy trzy miesiące. Niestety to nieprawda, że kolki znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po osiągnięciu przez niemowlę tego wieku. Bardzo często utrzymują się do końca czwartego miesiąca. Musimy to jakoś wspólnie przetrwać. Obyśmy tylko mogli się karmić dalej bez przeszkód piersią…

33 thoughts on “Kolki, kolki, kolki albo już sama nie wiem co…

  1. Próbowaliście sab simplex?Nie wierzyłam w cudowna moc tych kropli,ale Rysiowi tylko te pomagają.Rys też pcha rączki do buzi i się ślini,i też żeby przeszły mi przez myśl,ale nie, ponoć tak też maluchy poznają świat 😊Mój też wrzeszczy,ale już z nim wychodzę bez stresu. Widzę, że czytasz Księgę Diny,mam nadzieję,że Ci się podoba.Trzymam za Was kciuki, będzie lepiej.Pomysl o sab simplex,nie wiem gdzie mieszkacie,ale można je kupić w Niemczech i Czechach.

    1. Sonadora, te niemieckie krople są na bazie symetykonu, tylko mają wyższe stężenie niż polskie odpowiedniki, więc trzeba po prostu zwiększać dawkę tych polskich. Na nas zwiększenie dawki zadziałało wręcz odwrotnie. Od niedzieli nie podajemy tych kropli i jak na razie jest zdecydowanie lepiej, ale wiem, że to jeszcze nie koniec, jednak światełko nadziei, że może już końcówka tych kolek.

      Właśnie czytałam o tym poznawaniu świata poprzez ciumkanie rączek. A o zębach pomyślałam, bo u mojej kuzynki dzieciakom jedynki powychodziły do końca trzeciego miesiąca, więc i to się zdarza :) „Księgę Diny” czytam i podoba mi się coraz bardziej. Dzięki za polecenie!

  2. Bardzo Wam współczuję!!! Serce mi pęka za każdym razem, gdy słyszę o maleństwie, które tak się męczy:((( Mam nadzieję, że ten trudny czas dobiega końca i zaraz sytuacja się poprawi!
    Tak mi jeszcze przyszło do głowy, że może Tulik by się u Was sprawdził. My mamy jego odpowiednik i działanie ma piorunujące. https://otulacz.pl

    1. No mnie też serce pęka, jak synek cierpi. Ze dwa razy naprawdę się rozkleiłam, ale wiem, że to dziecku nie pomaga, więc ze wsparciem męża pozbierałam się do kupy. No i myśl, że inni mają gorzej… Zawsze sprowadza mnie to do pionu. Ten tuli świetny i u wielu się sprawdza, ale nasz Wojtunio od początku nie lubił mieć ograniczonych ruchów, a teraz to nawet nie próbuję go zawijać. Może za szybko na początku odpuściliśmy… Super, że Wam pomaga, bo to taki fajny, naturalny sposób.

      1. Groszek się wściekał, jak próbowałam go w to zapakować. Z pięć podejść zrobiłam. Pomyślałam sobie, eeeee pic na wodę;) i odpuściłam. Ale potem uprałam jego kocyk do spania i nie miałam zastępstwa. Spróbowałam jeszcze raz i to był strzał w dziesiątkę. Tyle, że tym razem nie włożyłam go takiego rozwrzeszczanego tylko zaraz po karmieniu, w takim pół śnie. Zasnął w tym tak głęboko, że nie mogłam go dobudzić, aż się zlękłam;)

        Wiesz, jeszcze pomyślałam sobie, jak napisałaś, że odstawiłaś te krople i była poprawa… Mojej koleżanki synek miał kolki okropne i ktoś jej doradził pdstawienie Wit D. Chodzi o to, że ona rozpuszcza się w tłuszczach, które są trudne do strawienia dla takiego maluszka. Po odstawieniu kolki przeszły. Może warto to skonsultować z pediatrą? Ona przed odstawieniem (na początek) zaczęła podawać tę witaminę rano, żeby wieczorem bólów brzuszka nie prowokować. I to też dało pewną poprawę.

        Malwuś, tak „sypię z rękawa” z troski, ale nie chciałabym, żebyś pomyślała, że daję nieproszone rady. Może one się mają nijak do Waszej sytuacji… Wtedy wyrzuć je do kosza po prostu. Ale tyle osób tu komentuje, a nóż widelec burza mózgów naprowadzi Was na jakiś trop.

        Nie przestaję ściskać kciuków za spokojny Wojtusiowy brzuszek i sen! :*

        1. Uczuciowa, jesteś kochana, dzięki za troskę. Z Wojtusiowym brzuchem już zdecydowanie lepiej. Coś go tam pobolewa, pomarudzi nieraz, ale raczej karmimy się normalnie i od tygodnia kolki jako takiej nie było. Z tą witaminą D też próbowaliśmy i na jakiś czas była odstawiona, ale wtedy to nie pomogło. Te problemy z brzuchem nasiliły się tak bardzo kilka dni po szczepieniu. Następne szczepienie chyba odroczymy. Ucałuj Groszka!

  3. Bardzo mi przykro, że Wojtuś tak cierpi :( U nas aż takiego problemu z kolkami nie było, choć też się zdarzały od czasu do czasu – ale pomagały na nie zwykłe kropelki. Mam nadzieję, że już wkrótce sytuacja się u Was unormuje. Ściskam mocno i życzę Wam dużo siły :*

    1. Dziękujemy, od poniedziałku jest zdecydowanie lepiej. Może to już końcówka? Boję się w to uwierzyć. Ale może pomogło, że wyrzuciłam z siebie na blogu te bolączki i tyle osób ciepło o nas pomyślało :)

  4. Malwa u nas też były nerwy przy piersi, więc doskonale Cię rozumiem :( i tak samo, w 100% nie pomagało nic. Dodatkowo, pod koniec 2 miesiąca ktoś „sprzedał” naszej małej wirusa, który nasilił bóle brzuszka, to był koszmar 😭
    Jeśli nie próbowałaś kropli Sab Simplex to mogę Ci oddać, zostało mi jeszcze troszeczkę, a u nas kołki minęły krótko po skończeniu 3 miesięcy. Niestety nie powiem Ci nic odkrywczego jej tylko, że trzeba to przetrwać. U nas trochę też pomagało ściąganie pokarmu i karmienie z butelki, ale skoro Wojtek nie bardzo toleruje butelkę możesz spróbować karmienia łyżeczką (wiem, że roboty z tym co nie miara, ale jeśli trochę mu ulży to myślę, że warto).

    P.S. Nie wiem czemu, ale wiecznie mam problem z dodawaniem u Ciebie komentarzy :(

    1. Borówko, właśnie nie raz myślałam sobie o Waszych kolkowych doświadczeniach i o tym, co mi wcześniej pisałaś. I pocieszałam się, że nie tylko my się z tym borykamy. Za kropelki bardzo dziękuję. Symetykon w ogóle na nas już nie działa, więc rezygnuję z wszelkich kropli z jego wykorzystaniem. Z tą butlą to naprawdę problem, ale mam nadzieję, że w końcu jakąś zacznie tolerować… Pewnie ostatecznie próbowalibyśmy go nakarmić łyżeczką, tylko jak dziecko płacze, to raczej nie do zrobienia. Przepraszam Cię za tę trudność z dodawaniem komentarzy. Zupełnie nie wiem, z jakiej to przyczyny. Męczę mojego męża, by zobaczył, o co chodzi,a le na razie nie ma pomysłu. A z jakiego urządzenia dodajesz komentarze? Całusy dla Ninki!

      1. Dodaje komentarze z telefonu, może to po prostu złośliwość rzeczy martwych 😉
        Trzymam kciuki, żeby kolki jak najszybciej opuściły Wojtusia!

  5. Strasznie mi żal Wojtusia!!!! U nas nie jest aż tak źle, bo to nie jest nieprzerwany płacz czyli według definicji to nie są kolki, tylko Mała jest strasznie niespokojna i pojękuje. Też mamy zlecone usg brzuszka, wczoraj byliśmy u mega mądrego pediatry. Jak mi tylko Nelka pozwoli to coś skrobne u siebie na ten temat.
    Malwa a próbowaliście kąpać Wojtusia w wiaderku? Dziecko się wtedy super rozluźnia i nam to pomaga. Wyściskaj Wojtka, a Tobie dużo siły życzę!

    1. Mam nadzieję, że Waszą Nelkę ominą te kolki. Wiaderka nie kupiłam i trochę żałuję, ale Wojtuś już się przyzwyczaił do wanienki i kąpiel zazwyczaj pomaga, choć trzeba utrafić na dobry moment. Muszę jeszcze poczytać o tym wiaderku. Ściskamy Was ciepło!

  6. niestety niewiele mi mówią te specyfiki i kompletnie nie znajduję w głowie żadnej rady, a bardzo chciałabym jakąś złotą radę mieć. mogę jedynie życzyć, by ten czas jak najszybciej minął, a u was zagościło pełne zdrowie i spokój, i by karmienie piersią się dalej udawało… tego życzę i ściskam!

    1. Raczej zdziwiłabym się, gdybyś się orientowała w tych specyfikach. Mam nadzieję, że nie będziesz musiała się z nimi zaznajamiać i Twoją dzidzię ominą te nieszczęsne kolki. Dziękujemy za życzenia. Jest lepiej :)

  7. Niestety, właśnie koło 3-4 tyg. życia się zaczyna i trwa 3 msc albo ciut dłużej… A później przechodzi, małymi albo większymi krokami i nagle zdajesz sobie sprawę, że już od kilkunastu dni jest większy spokój, że już nie płaczesz razem z dzieckiem 😉 U nas zaczęło przechodzić gdzieś w okolicach uroczystości Serca Jezusowego – gdy na kazaniu usłyszałam, że „kiedy już nic nie pomaga, to zawsze można zawierzyć się Sercu”, to aż mi łzy poleciały, tak bardzo to pasowało do naszej sytuacji. Wiadomo, modlitwa to nie żadne czary-mary, ale jakoś tak lżej na sercu matki. Ach, i nam również brzuszkowe problemy odebierały radość karmienia – dopiero koło 9. msc tak naprawdę odkryłyśmy to na nowo, a nie tylko na śpiocha 😉
    Trzymajcie się, już bliżej jak dalej!

    1. Pamiętam, że pisałaś mi już poprzednio o tym wpływie kolek na karmienie piersią i wtedy nie za bardzo rozumiałam tę zależność, a teraz niestety tego doświadczamy. Ostatni tydzień był już dużo lżejszy, ale jeśli chodzi o karmienie to nadal jest trochę problematycznie, bo brzuch pobolewa, ale nie ma dramatu. Jak już było mi bardzo ciężko, to moja mama zasugerowała modlitwę i naprawdę przyniosło mi to wtedy ulgę.

  8. Malwuś, gdybym tylko mogła coś poradzić. Niestety, nie mam pomysłu by ulżyć Wojtusiowi (a Sab?). Uczuciowa pisze o otulaniu… dla nas było to rozwiązanie podpowiedziane zbyt późno – 5 t.ż., Maksio już wtedy nie lubił być krępowany, ale przecież każde dziecko jest inne. Może to jest dobry pomysł?
    Bo przecież nie chustowanie…szczególnie na noc.

    Serdeczne uściski :*

    1. Śliweczko, nasz Wojtunio od początku nie lubił mieć skrępowanych ruchów. Ja nawet miałam w wyprawce otulaczki, może za szybko odpuściliśmy, ale teraz to w ogóle nie ma takiej opcji. Żałuję tylko, że nie próbowałam od początku z chustą, a teraz wciąż zwlekam z jej zakupem, bo wydaje mi się, że Wojtek nie usiedzi. Ale póki nie spróbuję, nie będę mieć pewności. A Wy wróciliście do chustowania?

  9. Oj. Oj. Mam nadzieję, że wkrótce kolki odejdą w zapomnienie. Podobno Sab simplex niemiecki jest najlepszy, tak słyszałam. A chusta? Woombie? Spanie na brzuszku? Trzymajcie sie.

    1. Ja też mam nadzieję, że wkrótce odpuszczą. Już jest poprawa, więc trzymamy się tego, co aktualnie działa. Sab Simplex to symetykon. Na nas działało to na początku, w tym najgorszym momencie już nie. Ale chusty chciałabym spróbować. Muszę w końcu się za nią zabrać, bo mi dziecko za bardzo wyrośnie :) Buziaki dla Helenki. Ciekawa jestem, co u Was…

  10. Bądź dzielna, to minie, ale te całe cierpienie Wojtusia… bezsensu.
    Nam pomógł Esputicon krople, dostępny bez recepty – nie wchłania się do organizmu, a oddziałuje w przewodzie pokarmowym z tym co wywołuje problemy. Sprawdź.

    Życzę wytchnienia

    1. Ta świadomość, że to przejściowe, trzyma mnie w ryzach i dodaje otuchy. Ale masz rację, to cierpienie dziecka totalnie bez sensu. Esputiconu nie podawaliśmy, a przeczytałam, że ma coś innego w składzie niż pozostałe kropelki. Już jest lepiej, ale kupię na wszelki wypadek.

  11. Sab simplex mojej koleżanki córeczce nie pomógł, po prostu z czasem kolki odeszły w niepamięć. Postaraj się przetrwać. Masz racje, kolki skoki rozwojowe, dzień na nie itd potrafią czasem odebrać radość ale uwierz mi macierzyństwo to wszystkie możliwe uczucia i odczucia, nie tylko same pozytywne. Jednak miłość jaka łączy mamę i dziecko jest w stanie przetrwać te wszystkie gorsze chwile. Trzymam kciuki za Was!

    1. Dziękujemy za kciuki. Już zaczyna być lepiej, choć zbliża się weekend, a weekendy u nas zawsze cięższe, więc chyba nie będę się cieszyć zawczasu. Niestety, te trudne momenty odbierają radość. Ja rozumiem, że dziecko ma różne etapy rozwojowe i czasami przebiegają one dość gwałtownie, ale te kolki już by mogły nam odpuścić, już nas wystarczająco wymęczyły. No ale jak trzeba, to przetrwamy.

    1. Megi, piję, piję, ale odnoszę wrażenie, że sama mam po niej bąki zamiast Wojtka 😉 Cierpliwość bardzo w cenie.

  12. 3 miesiące? Kiedy to minęło?😉☺czas tak szybko leci.

    Nie mam pojęcia o kolkach, ale życzę Wam, aby jak najszybciej poszły w niepamięć:)

    1. Do pełnych trzech miesięcy brakuje nam jeszcze tygodnia. Ja też nie wiem, kiedy to minęło. Nieraz wydaje mi się, że dopiero co wróciliśmy ze szpitala. Czas gna.

  13. Zobacz Malwa, pamiętasz jak pisałam, że niedługo będziesz karmić w maju w parku:)) Kolki zelżały? Wojciechu rośnie? U nas wszystko gra-Helena albo szoruje podłogę, albo wstaje przy meblach, albo wisi na matce Słodzizna Moja:) Operacja dalej w planie sierpien-wrzesień. PS. Czytasz księgę Diny…polecam film. Długo nie mogłam przestać o nim myśleć.

    1. Olga, pamiętam, pamiętam i wiesz, że właśnie w ten weekend zaliczyłam pierwsze karmienie w parku. Ale miałam przeżywkę :) Wygląda na to, że kolki odpuszczają, ale charakterek szogunowy pozostał i od dwóch dni mam niezłą jazdę 😉 Jeny, jak to zleciało. Za Heleną pewnie coraz trudniej Ci nadążyć i już jej nie możesz z oczu spuścić. Cieszę się bardzo, że wszystko u Was dobrze. Wycałuj swoją dziewczynkę od wirtualnej ciotki.

      1. Widać High Need Baby rośnie z Wojciecha;) nie jestem fanką chusty, ale może wam to ułatwi. Warto iść do doradcy, albo znaleźć kogoś, kto pomoze. Fajnie, że karmienie piersią wam idzie:)

        1. Aż tak źle nie jest, ale ma takie wymagające dni. O chuście myślę i myślę i ciągle odkładam temat. Obawiam się, że on w tej chuście nie będzie chciał siedzieć. Mamy dość fajne nosidło, to może za jakiś czas będzie można go użyć. Zapomniałam napisać o „Księdze Diny”. Ostatnio jakoś mam problem z koncentracja podczas czytania, ale książka mnie wciągnęła. Film z chęcią obejrzę, jak będę miała czas i siłę :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *