Lektury na czas karmienia. Słowik Kristin Hannah

edf

Coś nie może ta wiosna zagrzać sobie miejsca. I choć bardzo tęsknię już za długimi spacerami po parku, to w takie wietrzne, pochmurne i na poły zimowe dni, jakich ostatnio pod dostatkiem, cieszę się, że nie muszę się zrywać o świcie, by pędzić do pracy, stresować kolejnym projektem czy humorami koleżanki z zespołu. Doceniam to, że mogę zostać w ciepłym domu i poczytać.

Na początku obawiałam się, że przy Wojcieszku nie będę miała czasu na lektury, ale zbawienne okazały się czytnik i poducha wąż, którą zakupiłam jeszcze w ciąży, by poprawić sobie komfort spania, a która okazała się wtedy niewygodna i nieprzydatna. Za to teraz podczas karmienia sprawdza się doskonale. A że tych karmień w ciągu doby trochę jest, to wykorzystuję te chwile między innymi na czytanie książek. Największą moją bolączką jest obecnie wybór wciągającej lektury. Zaczynam czasem po trzy książki jedna po drugiej, zanim wreszcie trafię na pozycję, której treść mnie porwie. To pewnie wina mojego macierzyńskiego mózgu, który nie może należycie się skoncentrować.

Ostatnio mój wybór padł na Słowika Kristin Hannah. Spodobał mi się sam początek, ale potem męczyłam się przez kilkadziesiąt stron, zanim polubiłam się z głównymi bohaterkami. Cieszę się jednak, że nie zrezygnowałam zbyt szybko, bo ostatecznie historia w tej książce opowiedziana bardzo mnie wzruszyła i pobudziła do refleksji.

Akcja rozgrywa się we Francji w okresie II wojny światowej. To moment ekstremalny w dziejach ludzkości, kiedy chcąc nie chcąc jest się wystawionym na próbę. Autorka pokazuje wojnę z perspektywy kobiet. Bohaterkami powieści są dwie siostry: heroiczna i odważna Isabelle oraz zalękniona i wycofana Vianne, która na naszych oczach przechodzi przemianę i odnajduje w sobie odwagę i hardość, o które sama siebie nie podejrzewała. Mam słabość do tego rodzaju bohaterek, które z szarych myszek przeistaczają się w heroiny, więc w Słowiku to Vianne skradła moje serce. Nie jest to książka pozbawiona wad. Autorka z premedytacją gra na emocjach, poza tym zupełnie nie przekonał mnie zawarty w niej wątek romansowy, ale mimo to dałam się ponieść tej historii, a w trakcie lektury uroniłam niejedną łzę. Czytając tę powieść uzmysłowiłam sobie, jak wiele mam szczęścia, że urodziłam się w obecnych czasach i że żyję w tym rejonie świata. Mam co jeść, w co się ubrać, czym nakarmić dziecko, mogę bez obaw wyjść z domu. To co dobre szybko powszednieje i tylko czasami, choćby pod wpływem takiej lektury, przychodzi olśnienie i zaczynamy doceniać to zwyczajne, codzienne życie. Jeśli macie więc ochotę na momentami nieco ckliwy wyciskacz łez z wojną w tle, ale na całkiem wysokim poziomie literackim, od którego trudno się oderwać, to polecam sięgnąć po Słowika.

A czy Was zachwyciła ostatnio jakaś lektura? Ja po raz kolejny próbuję polubić się z Tyrmandem. Kiedyś zaczęłam czytać Złego, ale nie skończyłam, a tym razem sięgnęłam po Siedem dalekich rejsów. Spodobał mi się tytuł i to, że akcja rozgrywa się wczesną wiosną, a ja lubię tego rodzaju adekwatność. Niestety, jak na razie słabo odciąga mnie od internetu i przeglądania profili instagramowych, ale tym razem Tyrmandowi nie odpuszczę i przeczytam do końca.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

21 thoughts on “Lektury na czas karmienia. Słowik Kristin Hannah

    1. No ja właśnie męczyłam się przez kilkadziesiąt stron, ale potem nie mogłam się oderwać. Opinie są różne, ale mnie ostatecznie bardzo wciągnęła i wzruszyła. A chyba o to chodzi :)

  1. „Złego” dawno temu pochłonęłam szybko – może dlatego że był pożyczony i musiałam szybko oddać? 😉

    a w niedzielę skończyłam „Legion” Cherezińskiej – to też czasy II wojny, trochę mi zeszło z tą książką bo ma jedynie 800 stron 😀 zawsze pochłaniałam wszystko co dotyczyło tamtych czasów ale jednak okres ciąży nie jest chyba tym właściwym na taką lekturę… chyba lepiej rozejrzeć się za lżejszą lekturą 😉

    natomiast mój mąż i w sumie mój tato też uwielbiają Elżbietę Cherezińską niezależnie od tego czy opisuje czasy piastowskie czy II wojnę światową

    1. Ja po tego „Złego” sięgnęłam w złym momencie, kiedy właściwie nie miałam czasu na lekturę. Może dam mu jeszcze kiedyś szansę :)
      W ciąży starałam się wybierać optymistyczne i pogodne lektury, ale problem był taki, że te typowo kobiece czytadła strasznie mnie nudziły. W sumie najlepiej czytało mi się kryminały, choć wcale nie spełniają powyższych kryteriów :) A Cherezińskiej nie znam i nic nie czytałam. Musze się przyjrzeć tej autorce. Ale 800 stron to niezłe tomiszcze :)

  2. „Złego” czytałam nie tak dawno, bardzo mi się podobał:) Ostatnio czytam Marka Krajewskiego, naszego rodzimego wrocławskiego pisarza, całkiem ok. Polecam Ci ksiązki Herbjorg Wassmo, „Księga Diny” i druga część, „Syn szczęścia” – cudo! I z wątkiem autobiograficznym, „Stulecie” i „Te chwile”. Malwa Ty masz czas czytać?:) Ja próbuję wieczorami jak mały śpi, ale sama wtedy zasypiam:)

    1. Ja czytam w trakcie karmienia, jak Wojtek wisi na cycu, ale w grę wchodzi tylko czytnik :) Dzięki za polecenie książek. Żadnej z nich nie czytałam, ale na pewno po którąś z nich sięgnę.

  3. Czytniki zawsze były dla mnie feee, ale polubiliśmy się po narodzinach Młodej, kiedy odkryłam, że cycanie to najlepszy czas na czytanie, a książka trzymana w jednej wykrzywionej ręce nie jest najlepszym rozwiązaniem. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy, czas jej drzemek drastycznie się skrócił (a w innym wypadku kradnie sprzęt :p), ale w zeszłym roku udało mi się pochłonąć np. całą serię Tess Gerritsen z Isles i Rizzoli. Teraz czytam „Grę pozorów” Opiat-Bojarskiej i zaniedbuję nieco swój sen 😀

    1. Ja też bardzo długo oswajałam się z czytnikiem, ale trzeba przyznać, że ma pewne zalety :) Nie pomyślałam o tym, że niedługo ten sprzęt stanie się atrakcyjną, potencjalną zabawką dla młodego. Muszę się spieszyć z tymi lekturami. Skoro nie dosypiasz na rzecz czytania „Gry pozorów” to musi być naprawdę wciągająca lektura. Wpisuję na listę.

  4. Zainteresowałaś mnie tą książką :)
    Fajnie, że znajdujesz czas na czytanie książek, a do czytnika przekonałam się już prawie trzy lata temu. I uwielbiam go, za jego mobilność i możliwość „wzięcia” ze sobą dużej ilości książek.

    1. Przeczytaj, myślę, że warto. To, o czym piszesz, to zdecydowane zalety czytnika. Dla mnie okazał się zbawienny też w ciąży, gdy po nocach nie mogłam spać, to sobie czytałam z podświetleniem bez wyrzutów sumienia, że budzę męża włączonym światłem. Ale mimo wszystko książki drukowane to inny klimat, za którym troszkę tęsknię.

  5. Słyszałam o tej książce. Lubię tego typu literaturę, przysłowiowe „wyciskacze” łez, czasami trudno dotrwać do końca, gdy emocje sięgają zenitu. Chyba taką szczególnie trudną lekturą był dla mnie „Promyczek ” Kim Holden.

    Liczę na to, że już niedługo będę na ciążowym zwolnieniu i będę miała dość czasu na czytanie :)

    1. Ja „Promyczka” czytałam w nieodpowiednim momencie i choć pochłonęłam go szybko, to jakoś bez zachwytu, teraz myślę przychylniej o tej pozycji. Może nawet skuszę się i przeczytam też kolejną część. A w ciąży to jest masa czasu na czytanie i mam nadzieję, że właśnie to będzie Cię niedługo zajmować :)

  6. Malwuś, zazdroszczę czytnika. Serio. Szelest kartek nad głową dziecia to zły pomysł… A jak książka opasła i trzymasz ją nad głową. Uchh Takie jest „Małe życie”, polecam. Bardzo mną szarpie ta o-powieść.
    Polecam również „Rodzic jako przywódca stada”Jesper’a Juul’a.
    „Księga Diny” podobno świetna.

    Uściski :)

    1. Do końca „Małego życia” 1/3 i tak jak mną szarpała ta kniga i chciałam czytać i czytać, tak … odwidziało mi się. Robi się hmmm amerykańsko (że tak skrótowo napiszę) i przewidywalnie. Może jeszcze zmienię zdanie. :)

      Buźka Malwuś :*
      Wojtul całuję piętkę ;*

      1. Śliweczko, to „Małe życie” zakupiłam jeszcze w ciąży w wersji drukowanej, ale czułam, że to nieodpowiednia lektura na tamten stan, a teraz zerka na mnie wyzywająco z półki, tylko że to właśnie taka kniga, że przy karmieniu nie mam jak jej czytać. No i nie wiem, czy to dobra pozycja na teraz, ale czytałam wiele bardzo pozytywnych opinii na jej temat, ciekawa jestem, czy zmienisz zdanie. „Rodzic jako przywódca stada” wpisuję na listę do przeczytania :)
        Dziękujemy za całusy i odcałowujemy. U nas ostatnio ciężkie dni… Lada dzień, mam nadzieję, napiszę.

        1. Cholera, a wiesz, że może zmienię zdanie? 😉 Jak czytam ją na drugiej drzemce Maksia, to opieram na kurce babci Dany, bo inaczej źle by się mogło skończyć trzymanie tomiszcza nad główką niemowlaczka. 😮
          Książka ciężka, nie tylko wagowo. Nie znoszę krzywdy dziecka. W głowie mi się nie mieści – dziecko jako obiekt seksualny. Mam ochotę wyć. Mam ochotę rozprawić się z taką osobą. Ale z drugiej strony, każdy dorosły był kiedyś dzieckiem…może jego również ktoś krzywdził i przez to ma wypaczony obraz wszystkiego. Mimo to …kastracja chemiczna. I nie wiem czy nie coś więcej. Dużo myśli mi wiruje w głowie, szczególnie od kiedy jest Maks.

          Pana Juul’a z przyjemnością przeczytam jeszcze i jeszcze (trochę książek wydał).

          :*

          1. Nawet nie wiedziałam, że tam jest taka tematyka podjęta. To na razie zdecydowanie daruję sobie tę lekturę. Ale od tych cięższych tematów też nie ma co wiecznie uciekać. Musze poczytać trochę książek o rodzicielstwie, wychowywaniu, to może mi się trochę rzeczy rozjaśni w głowie, bo czasami czuję się jak ślepy we mgle.

  7. ja mam ogólnie rzecz biorąc od początku ciąży kryzys czytelniczy. ale ostatnio koleżanka z pracy poleciła mi książkę Hanny Kowalewskiej „Julita i huśtawki”. tytuł brzmi koszmarnie – jak to kobiece czytadło, które ma najgorsze recenzje, ale o dziwo książka jest całkiem niezła. opowiada losy pewnego pokolenia, urodzonego pod koniec lat 50 XX wieku. w tle PRL. losy pokolenia bardzo różne. są sielankowe domy i pełne przemocy. no, muszę powiedzieć, że zaprzyjaźniam się z czytaniem od nowa. myślę, że to niezła lektura na baby brain i nie tylko 😉

    1. Ja w ciąży jakiegoś strasznego kryzysu czytelniczego nie miałam, ale z pewnością mogłam przeczytać znacznie więcej książek, biorąc pod uwagę to, że nie pracowałam. A tę „Julitę i huśtawki” nie Ty pierwsza mi polecasz, więc chyba za jakiś czas po nią sięgnę. Buziaki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *