Leniwa codzienność

Bed

Tak chyba najkrócej mogłabym opisać moją obecną egzystencję. Dni mijają mi na obijaniu się. Od czasu do czasu zdarzy mi się upiec ciasto, ale produkty wyjmuję z lodówki codziennie przez trzy dni z rzędu, zanim się za to zabiorę. Czuję się, jakby moja wewnętrzna bateria zbyt szybko się rozładowywała. Starcza jej na przykład na poranne ogarnięcie mieszkania i spacer do warzywniaka. A po powrocie obiad przygotowuję już na przymusie. Albo dziękuję niebiosom, że dzień wcześniej ugotowałam zupę, którą mogę  jeść przez kolejne dwa. I za każdym razem, gdy wchodzę do sypialni i widzę świeżo zaścielane łóżko, to mam ochotę się w nim położyć. Niby poczytać, ale wiadomo, czym to się kończy. Drzemką. A taka drzemka w dzień zwiastuje bezsenność w nocy. Choć zdarzyło się, że pokusa była silniejsza i mimo drzemki pośniadaniowej, poobiedniej i wieczornej, odbywanej już na kanapie w asyście pilota od telewizora, potrafiłam przespać jeszcze całą noc do wczesnych godzin rannych. Powiecie: „Taki czas, maluch rośnie, czerpie od ciebie energię, więc masz jej mniej. Korzystaj, póki możesz. Wsłuchuj się w swój organizm, widocznie potrzebuje odpoczynku”. Tylko że ja zaczynam podejrzewać mój organizm o to, że płata mi figle. Że zaznawszy funkcjonowania w zwolnionym tempie, teraz wcale nie ma ochoty na zwiększanie obrotów. I nie można już tego usprawiedliwiać wyłącznie ciążą, bo różne dolegliwości ustąpiły i czuję, że zapasy energetyczne są. Ja zwyczajnie sobie odpuściłam, zgnuśniałam, zatraciłam swój zmysł organizacyjny, zapał do działania. I zaczyna mi to doskwierać, bo nie lubię, gdy dni upływają mi tak bezproduktywnie, gdy życie przecieka przez palce. Czytałam też kiedyś artykuł o tym, że praca umysłowa w ciąży ma dobry wpływ na dziecko. I oczywiście mam w związku z tym wyrzuty sumienia, że ja zamiast podjąć jakiś wysiłek umysłowy, to zbijam bąki na kanapie. Choć szczerze, to wydaje mi się, że dziecko ma więcej pożytku z wypoczętej i wyluzowanej matki, niż zabieganej i zestresowanej. No ale nie trzeba przecież popadać w skrajności i można to jakoś wypośrodkować.

Metodą małych kroczków próbuję coś zmienić w tej mojej próżnej egzystencji, bo przestraszyłam się, że ten leń zostanie ze mną już na zawsze. Ułożyłam sobie grafik działań na najbliższe tygodnie. Kilka punktów do odhaczenia, rzeczy zawsze odkładanych na lepsze czasy. Wśród nich powrót do nauki języków obcych (żeby wszystko nie uleciało z głowy), jakieś szkolenia internetowe (co z pewnością zaprocentuje, gdy przyjdzie mi po macierzyńskim szukać pracy), ale pomyślałam też o czymś dla ducha, jak odwiedzenie kilku muzeów, teatrów (lada moment zaczyna się sezon!), może jakieś koncerty. A poza tym spotkania towarzyskie. Na tym polu jest trochę do nadrobienia. To wszystko plany na wrzesień i październik. W listopadzie mam zamiar zaszyć się w domowych pieleszach, powyżywać się kulinarnie, odgracić nieco nasze cztery kąty i wreszcie zacząć się uczyć robić na drutach.

Ot, takie plany… Całkiem odważne. Przerażająco odważne. A w głowie jedna myśl. By z maluchem wszystko było dobrze.

18 thoughts on “Leniwa codzienność

  1. Zawsze warto mieć jakiś plan :-) a Ty juz swój masz :-) mnie pozostaje leżenie i odliczanie dni. Muszę przyznać ze każdej aktywnej ciężarówce zazdroszczę, ale nie skarżą sie na swój los tylko cieszę każdym kopniakiem ( a młoda kopać potrafi :-) ). Najcudowniejsze jest to ze jesteśmy w ciazy, dbajmy o sobie, leńmy sie, pracujmy co kto moze :-)

    1. Mimami, jak ja tęsknię za tymi kopniakami. Wspominam je jako najcudowniejsze ciążowe doznanie. Trzymam za Was mocno kciuki. Mam nadzieję, że ten czas do grudnia mimo konieczności leżenia, jakoś szybko i w miarę przyjemnie zleci. A macie termin na początek, czy na koniec miesiąca? Uściski.

      1. Mamy termin na 29.12 ale bezpiecznym terminem dla młodej będzie już 2 grudzień. Mam nadzieje ze jak najdłużej będę w dwupaku :-) planujesz wizytę przed badaniami prenatalnymi?

        1. Mimami, ja też mam nadzieję, że uda się jak najdłużej, przynajmniej do początku grudnia. Bardzo trzymam za Was kciuki, ale wiem, że nie jest łatwo. Biłam się z myślami, czy iść przed prenatalnymi na wizytę, ale musiałabym do jakiegoś innego gina, bo mojego nie ma, a dla mnie to zawsze duży stres wizyta u kogoś nowego. I w końcu odpuściłam. Czekamy na prenatalne. Oczywiście stresik jest.

  2. I dobrze ☺ ja tam Ci życzę bardzo nudnej ciąży!
    Wczoraj gotowałam bardzo pyszną zupę krem z kurek 😊 zapewniam Cię, że nie starczyłaby Wam na 2 dni .
    Pozdrawiam 😙

    1. Marysiu, masz szczęście, że w ciąży jakoś mi odeszła ochota na kurki, bo normalnie to się nimi zajadałam o tej porze roku. No właśnie, niech będzie nudna, ale muszę coś robić, żeby mi te dni szybciej upływały.

  3. Dużo tych planów:) Dobrze, że rozłożyłaś je na małe kroki:) Trzymam kciuki za realizację, ale najbardziej za zdrowie! Twoje i Maleństwa! Za szczęśliwy poród i piękne życie we troje – z caaaałego serca Wam tego życzę:***

    1. Uczuciowa, dziękuję za te piękne życzenia. Ech, poród, na razie staram się nie zaprzątać sobie tym głowy, ale skłamałabym, pisząc, że o tym w ogóle nie myślę. Tymczasem czekam z niecierpliwością na następną wizytę. A co do planów, to będę zadowolona, jak uda mi się chociaż część zrealizować :)

  4. Zrelaksowana mama to zrelaksowany dzidziuś :) Ale to prawda jest jak mówią odpoczywaj póki możesz, bo później tak nie będzie 😉 Jest się zmęczonym, czasami nawet głodnym ale za to szczęśliwym :)
    Masz plan to już coś. Pomału do przodu jakoś wyschnie tego lenia 😉
    Rośnijcie zdrowo!

    1. No właśnie gdyby się tak dało na zapas odpocząć… Ja już bym chciała tego zmęczenia, braku czasu na jedzenie i malucha przy sobie :)

  5. Mnie to wygląda na wsłuchiwanie się w siebie. :) Malwuś, sama wiesz, że na wszystko przyjdzie czas … na tę moc przenoszenia góry również.
    Ja mam wyrzuty sumienia w stosunku do bulwozaura. Od przedwczoraj nie wychodzę z nim nawet na popołudniowy spacer (może jutro, z rana dam radę, dziś niestety podolewało mnie podbrzusze i zwyczajnie bałam się z nim iść). Dobrze, że M. może do końca miesiąca pracować z domu, a do tego czasu liczę na rozpakowanie prezentu. :)

    Buź :*

    1. Śliweczko, no wiem, ja bym po prostu chciała tak pożytecznie wykorzystać ten czas. Ale nic na siłę. Pod koniec w pierwszej ciąży też już nie miałam siły na żadne wyjścia. Odprowadzenie przyjaciółki na najbliższy przystanek to był czasami dla mnie wyczyn. Jesteś absolutnie usprawiedliwiona przed bulwozaurem.

  6. Malwuś, wykluwasz:) nie miej żadnych zastrzeżeń:) to jest tryb stand by:)
    Świetna myśl z tymi teatrami i planami – będziecie zrelaksowani i szczesliwi:)
    Polecam maszynę do szycia:)

    1. Olga, kochana, wiesz, że kiedyś myślałam o szyciu, ale jakoś zupełnie mi przeszło. Za to te druty mnie korcą, tylko oczywiście już dotarły do mnie przesądy, że w ciąży to nie można, bo się dziecko pępowiną owinie. Może szycie na maszynie bezpieczniejsze 😉 Gdyby człowiek w to wszystko wierzył, to chyba z łóżka by nie wychodził.

  7. Malwa musi być dobrze!
    Odpoczywaj i relaksuj się i rób sobie dobrze. Wiem, że wypocząć na zapas się nie da i pewnie równo mocno jak ja nie umiesz się doczekać tego zmęczenia przy maleństwie, ale ostatnio lekarz mi powiedział „im pani będzie lepiej i szczęśliwiej tym maluszkowi też będzie się lepiej rozwijało w spokojnym środowisku”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *