Listopad podszyty smutkiem tuż, tuż

W tym roku listopad nieco wcześniej niż zwykle przycupnął za drzwiami. Wmieszał w październikowe promienie słońca garść ciemności, smutku, tęsknoty… Sprawił, że cierpkie wspomnienia wypłynęły na powierzchnię. W zeszłym roku o tej porze dzieliła nas już tylko chwila od spotkania z synkiem. Trwały ostatnie przygotowania. Wielkie sprzątanie, mycie okien, prasowanie dziecięcych ubranek, urządzanie kącika dla T. w naszej sypialni. Ostatnie zakupy. Zamiast kolejnej paczki pieluch czy śpiochów, uroczy kot podróżnik, który prosto znad łóżeczka trafił do malutkiej trumny, by towarzyszyć naszemu synkowi w tej ostatniej wyprawie. W tym roku przez tydzień przechodziłam obok kwiaciarni, zanim zebrałam się w sobie, by wreszcie wejść do środka i zamówić wiązankę. Nie obyło się bez uronienia kilku łez, gdy pani zapytała, na czyj grób ma być ta wiązanka. A potem jeszcze ta wycieczka do zamku Książ, którą zorganizowałam spontanicznie i nieświadomie, nie wiedząc o tym, że piętnasty października to Dzień Dziecka Utraconego. Usłyszeliśmy o tym już w drodze, w radiowych wiadomościach. Przeszył mnie wyrzut sumienia. Zrobiło mi się potwornie przykro, bo to trochę tak, jakbym zapomniała o prezencie z okazji Dnia Dziecka. I ja, i M. milczeliśmy tego dnia więcej niż zwykle.

Myślę o T. bardzo często. Czasem płaczę z tęsknoty, z bólu, z poczucia niesprawiedliwości… Ale czuję jednocześnie, że rany się zagoiły, a ja stoję już po słonecznej stronie ulicy. Jest we mnie dużo więcej radości niż żalu. Przepełnia mnie bezgraniczna wdzięczność za to, że rośnie we mnie nowe życie i każdego dnia daje znać o swojej obecności, wiercąc się w moim brzuchu i wymierzając kolejne kopniaki, jakby chciało krzyknąć: „Hej, mamo! Ja tu jestem, nie smuć się, bo mnie też robi się okropnie smutno”. Czasem opowiadam maluszkowi, którego noszę w sobie, o tym, że miał braciszka i że ten braciszek jest teraz naszym aniołkiem. Takim na wyłączność.

Za chwilę kolejny listopad. Kiedyś lubiłam ten miesiąc, będący niczym wyrwa w roku, amorficzne przejście między jesienią i zimą. Ale tamten listopad odmienił mnie na zawsze.

SONY DSC

13 thoughts on “Listopad podszyty smutkiem tuż, tuż

  1. Tak mi się smutno zrobiło czytając ten wpis… nie wiem, co napisać 😢 myślałam o Was tego dnia.
    Wierzę, że T. patrzy na Was i również myśli „mamusiu nie smuć się” , chciałby abyś się cieszyła życiem, tym, co jest teraz.
    Trzymaj się Kochana 😙

  2. Przykro mi bardzo 😔 Wiem że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale nie smuć się. Twoje dzieciątko napewno by nie chciało żebyś się smuciła. Masz osobistego aniołka, który czuwa nad tobą i braciszkiem.
    Ściskam mocno 😘

  3. Wzruszyl mnie bardzo Twoj wpis. Wasza strata, bol sa nie wiarygodne. Za wami bardzo ciezki rok!! Twoj kochany synus zawsze bedzie blisko. Zycze Wam naprawde wiele sily, i jestem pewna ze przed wami wiele dobrych lat!

  4. 😢łzy same lecą czytając Twoje słowa :( to musiał być niewyobrażalny ból… strata dziecka 😦
    Wasz mały Aniołek patrzy na Was z nieba i czuwa nad Wami 😚
    Trzeba wierzyć w to, że to co złe jest już za Wami 😘

  5. Malwuś, popłakałam się. Tak pięknie i przejmująco czule piszesz o synku. Miał szczęście, że zostaliście jego rodzicami. Czuwa nad wami teraz.

  6. Malwo, to może dość szorstkie, co napiszę, ale chyba już każdy listopad będzie miał dla Ciebie, dla Was, ten metaliczny posmak goryczy i żalu.
    Będzie podszyty zupełnie zrozumiałym dla wszelkich życzliwych Ci osób poczuciem niesprawiedliwości.
    Jesteś człowiekiem z krwi i kości. Czujesz. Doznajesz. Przeżywasz.
    Trudno się dziwić, że nosząc w sobie kolejne Życie, wciąż wspominasz to Pierwsze.
    Waszego T.
    Czuję każdą komórką swojego ciała, że tak już będzie. Że Twoje kolejne Szczęście będzie niczym ten piękny płaszcz, o którym kiedyś pisałyśmy, piękny, ale z nadszarpniętą, zmiętą podszewką.
    Bo czyż można zapomnieć o swoim dziecku..?
    Nawet mając całą gromadkę wciąż będziesz czuła zadrę w sercu na myśl o T.
    Ważne chyba jednak, byś potrafiła ten jak najbardziej zrozumiały i naturalny w Waszej sytuacji smutek i żal przyjąć, przeżyć, schować do jednej z tych głęboko chowanych w sercu szufladek i… żyć dalej, starając się wyrwać z tego życia jak najwięcej radości.
    T. był, jest i zawsze będzie. Nic i nikt Go w Tobie nie zatrze.
    Prawda?
    Z czasem jednak gorycz być może lekko osłabnie, smutek stężeje. To przecież wcale nie jest równoznaczne z niepamięcią i zaprzeczaniem własnym emocjom.
    Tymczasem cieszę się, że potrafisz o tym pisać, że umiesz przyznać się do tego listopadowego smutku.
    Bardzo, BARDZO mocno Cię przytulam:*

    Pogłaszcz brzuszek z zacnym Lokatorem od leśnej ciotki:)

  7. Malwunia, już tyle zdań klikałam i kasowałam.

    Ta miłość jest piękna.
    I pięknie, że miejsce pod sercem znowu jest dla Kogoś.
    Nie napiszę nic więcej, bo po prostu mnie zatkało.

    Ściskam Was bardzo serdecznie!

  8. Malwa to jest wpis pod którym chciałoby się napisać mnóstwo słów, a zarazem żadne jakoś w pełni nie oddaje tego co myślę. Powiem tylko iż bardzo się cieszę, że stoisz już w słońcu. Ściskam Cię mocno (chociaż z dwoma brzuchami to pewnie by śmiesznie wyglądało) !!!

  9. Dziewczyny, jesteście kochane i nieocenione. Bardzo Wam dziękuję za słowa otuchy, wsparcie, zrozumienie. Wzruszyłam się, czytając Wasze komentarze. Wierzę mocno w to, że tym razem wszystko będzie dobrze. I smucę się coraz mniej. Pozwalam sobie na bycie znowu szczęśliwą i radosną i na to, by zacząć żyć pełnią życia. Na zawsze pozostanę mamą T. i on na stałe ma zarezerwowane miejsce w moim sercu i w sercu swojego taty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *