Lubię moje niespełna ośmiomiesięczne dziecko

Niedawno moja koleżanka urodziła synka. To nie była bezproblemowa ciąża, ale ostatecznie chłopczyk przyszedł na świat donoszony, zdrowy i z zacną wagą. Przesłała mi cudne zdjęcia ze szpitala i obiecała, że się odezwie, gdy tylko dojdzie do siebie. I tak minęły ze trzy tygodnie, a ona nie dawała znaku życia, więc napisałam do niej wiadomość z zapytaniem, jak się mają i nieco półżartem dodałam, że mam nadzieję, iż nie ma baby bluesa. Po kilku godzinach otrzymałam odpowiedź, że jakoś dają radę, ale ona baby bluesa chyba jednak ma, bo płacze dzień w dzień. I wiecie co? Przypomniałam sobie, jak to było na początku i doszłam do wniosku, że ja wcale nie tęsknię za tym czasem, gdy Wojtuś był takim dużo płaczącym okruchem. Z rozrzewnieniem przeglądam jego noworodkowe zdjęcia w telefonie, czasem się z mężem pośmiejemy, częściej rozczulimy, ale jeśli mam być szczera, to nie chciałabym teraz cofnąć czasu. Te początki z dającym się łatwo wyprowadzić z równowagi noworodkiem i wszystkie pierwsze razy były szalenie stresujące. Pierwsze obcinanie mikroskopijnych paznokietek, przemywanie pępuszka, pierwsze podawanie witaminy D czy zakrapianie ropiejącego oczka. Wreszcie pierwsze kąpiele, podczas których Wojtek darł się, jakby go ze skóry obdzierali, przez co kąpaliśmy go najrzadziej, jak było to możliwe, a i tak się bałam, że sąsiedzi naślą na nas opiekę społeczną. Moje zagwozdki i poszukiwania odpowiedzi na forach odnośnie tego, czy noworodka lepiej przewijać przed karmieniem, czy też po karmieniu? Potem niestety pierwsze infekcje, podawanie leków i inhalacje. Zwalczanie przebrzydłej ciemieniuchy czy próby przekonania dziecka do spędzenia choć kilku chwil dziennie w znielubionej pozycji na brzuchu.

Często czułam się zagubiona, zdezorientowana, niekompetentna. Nie rozumiałam mojego dziecka, nie wiedziałam, dlaczego płacze, bałam się  z nim zostawać sama. Skoki rozwojowe? Mieliśmy taki okres, kiedy wydawało mi się, że u nas jest ciągły skok rozwojowy przeplatany tylko krótkimi, spokojnymi momentami. Odliczałam tygodnie, aż synek skończy trzy miesiące, czyli osławiony czwarty trymestr. Ale znacząca poprawa nastała po piątym miesiącu. To wtedy w końcu złapałam oddech i w pełni zaczęłam się cieszyć macierzyństwem. Tyle czasu było mi trzeba, by nabrać pewności siebie jako mama, odnaleźć się jakoś w tej nowej, życiowej roli. A i Wojtuś z każdym kolejnym miesiącem czuł się lepiej i bezpieczniej na planecie Ziemia. Od niedawna zaczęłam jeździć z nim sama autem, wychodzić na dłuższe spacery (bo wózek spacerowy odwrócony tyłem do matki okazał się być całkiem fajnym miejscem), zabierać na zakupy czy do kawiarni.  Mimo że odkąd Wojciech uprawia pełzako-raczkowanie, eksplorując świat i wszystkie niedozwolone kąty w naszym mieszkaniu, a ja muszę mieć oczy dookoła głowy, by wyłowić go na przykład spod kanapy, to nie tęsknię za tym czasem, gdy znajdowałam go dokładnie tam, gdzie go odłożyłam. Jeszcze nie tęsknię. I staram się nie przyspieszać, nie odliczać, aż usiądzie, aż stanie na nogi, aż zacznie sam pić z kubeczka, nie zalewając sobie przy tym całego bodziaka. Chłonę i cieszę się naszym TERAZ.

wojtek

Zapisz

Zapisz

Zapisz

18 thoughts on “Lubię moje niespełna ośmiomiesięczne dziecko

  1. A ja czasem tęsknie bo zauważyłam że takie maleństwo ma się dosłownie przez chwilkę. Lecą dni, tygodnie, miesiące. Dzieci rosną w mgnieniu oka, ważne by umieć zatrzymać na chwile czas i porozkoszować się nim odpowiednio. Wszystko minie… nawet bunt dwulatka który u nas aktualnie na tapecie. A gdy wychodzę do świata dzieci z moim Wojtaszkiem też poniekąd czuje mocne zderzenie ze ściana, bo to na co narzekałam jednak nie ma żadnego znaczenia. Mam zdrowe, grzeczne, szczęśliwe dziecko. Czego chcieć więcej.

    1. Ty to za niedługo będziesz mieć takiego maluszka w ramionach :) Ale masz rację, że zdrowe dziecko to wielkie szczęście i dar. W kryzysowych momentach, gdy zmęczenie bierze górę i zaczynam się troszkę nad sobą użalać, myśl o mamach mających chore dzieci, zawsze sprowadza mnie do pionu. I świadomość, że to wszystko jest przejściowe i czasami sytuacja zmienia się z dnia na dzień też na pewno zmienia pomaga przetrwać kryzysy (chociaż kolki i niechęć do wózka trwała u nas w moim odczuciu w nieskończoność). Ponoć przy drugim dziecku można się nacieszyć wreszcie macierzyństwem, bo ma się już doświadczenie i wszystko przyjmuje się z większym luzem. Ściskamy!

  2. Ja tez czasem wracam pamiecia do tamtych chwil kiedy ten moj maly szogunek byl taki malutki i szczerze brakuje mi tych chwil choc teraz tez jest fanie :) To jak zaczyna rozmawiac, chodzi jak pingwinek ;), smieje sie, robi minki gdy oglada bajki :) Kazdy etap rozwoju niesie ze soba nowe doswiadczenia :)

    1. Masz rację, że każdy etap niesie w sobie coś wyjątkowego. Może jak Wojtuś będzie w wieku Isabel, to i mnie się znowu zatęskni za takim malutkiem. Tymczasem wspomnienie kolek i różnych stresujących sytuacji jest jeszcze zbyt świeże, bym za tym tęskniła. Teraz napawam się tym, że możemy normalnie pospacerować w wózku, pojechać na zakupy itd. Fajnie tak wyjść do ludzi. Z jednej strony Wojtuś mi wydoroślał, a z drugiej ja nie jestem już tak spięta jak w pierwszych tygodniach. Uściski dla Was!

  3. Niby noworodki śpią po 17-20 godzin na dobę, a mój mały zasnął przed chwilą pierwszy raz od 9 rano… I wiercił się, popłakiwał, stękał, a ja nie wiem czemu… To jest frustrujące. Jeśli chodzi o pierwsze razy to wciąż drżę na myśl o pierwszym obcinaniu paznokci. Ale gdy sobie przypomnę jak się darl przy pierwszych zmianach pampersa, przy pierwszych kąpielach, to myślę, że ten czas tak ucieka… Bo teraz już jest spokojny… Od poniedziałku będę z nim sama w domu, K. wraca do pracy i to będzie prawdziwy test. Ale staram się być odważna :) i chyba baby blues mnie ominął, a przynajmniej nie daje w kość. A co do was, to macie piękna wkładkę do wozka. Zdradz gdzie kupiłaś.

    1. To chyba teraz Witek prześpi Ci całą noc 😉
      Dobrze pamiętam, jak przeżywałam, gdy mieliśmy zostać we dwoje. Ale potem było tak, że w tygodniu sama jakoś lepiej się ogarniałam z Wojtusiem niż w weekendy, kiedy to dawał nam bardzo popalić. Z tymi paznokietkami to nie jest źle, zwłaszcza u noworodka, któremu łapki nie chodzą na wszystkie strony. Dasz radę! Cieszę się, że nie masz baby bluesa. Oby tak dalej. U dzieciaczków rzeczywiście wszystko szybko się zmienia, choć mój Wojtek w niechęci do kąpieli i do wózka był bardzo wytrwały. Na szczęście już minęło. Odnośnie wkładki to zakupiłam ją w lecie na allegro, ale ta aukcja jest już nieaktualna, niestety. Podsyłam mimo to link: http://allegro.pl/4el-zestaw-do-wozka-bawelniana-wkladka-wyprzedaz-i6897242381.html#thumb/9

  4. Początki bywają trudne dla nieopierzonej mamy. Z córką (wcześniakiem) ten okres był dla mnie heroicznym wyzwaniem . Po pierwszych 4 miesiącach ważyłam 15 kg mniej, niż przed zajściem w ciążę- to da Ci pewien obraz sytuacyjny 😉
    Z naszym Wojtkiem było dużo łatwiej, cieszyłam się bobaskiem od pierwszych dni. Chłopiec był mało problemowy ,,w obsłudze,, …Najgorszy był jednak dla mnie okres, gdy zaczął chodzić…a ja z nim , albo z nim -zgięta w pół. Fizycznie czułam się wykończona.
    Trzymajcie się ciepło i życzę jak najwięcej takich uśmiechów jak na zdjęciu!

    1. Och, Kamilo, a ja myślałam, że jak Wojtek zacznie chodzić, to będzie już z górki, he, he. W ogóle wydaje mi się, że przy drugim dziecku jest łatwiej, mając już pewien bagaż doświadczeń za sobą. A Ty po Oli to już byłaś na pewno zaprawiona w bojach i przygotowana na wiele wyzwań, a tymczasem miłe zaskoczenie przy mało problemowym Wojtusiem. Ja też ważę teraz mniej niż przed ciążą i musiałam wszystkie spodnie wymienić, ale te 15 kg – hardcore!

  5. Niewiem jak ty ale ja często jak Julka zasypia to ogladam potem jej „stare” zdejcia. Jak się urodziła wyglądała jak mały krecik. Malutka główka z czarnymi włoskimi. Teraz śliczna ciemna blondynka z dwo zębami:-)
    Tez nie tęsknię jeszcze za tamtym okresem..kolki, awantury przy kompieli, ciągłe wybudzanie się..ahh mój stres, głupie rady teściowej…kłótnie z mężem. Długo by wymieniać.
    Teraz mamy skok rozwojowy, zaraz skonczy 6 m.cy, raczkuje, cos tam gada po swojemu :-)
    Kocham ja nad życie.
    Ale o drugim dziecku nawet nie myśle i chyba się to jie zmieni. Ciężko jest wychowywac dziecko bez jakiej kolwiek pomocy.
    Mąż w tygodniu do 17:30w pracy. Tesciowa umi tylko doradzać i robić na złość..wyobraź sobie ze nigdy jeszcze nikt nie wziął Julki na spacer prócz mnie i mojego męża..

    1. Anitt, ja też to robię! Jak Wojtek śpi, to oglądam jego zdjęcia. Wtedy wydawał mi się taki piękny, a teraz uśmiecham się pod nosem na widok tego nieopierzonego kurczaczka :) Chciałabym zobaczyć tę Twoją piękną blondynę z dwoma zębami. U nas jeszcze ani jednego.
      Masz rację, że bez żadnej pomocy jest ciężko, zwłaszcza gdy dziecko należy do wymagających. Do mnie wpada raz w tygodniu mama, choć pracuje i mieszka w innym mieście. Ale jej pomoc – na wagę złota. Odnośnie teściowej to lubię ją i dogadujemy się, ale spodziewaliśmy się z mężem większego zaangażowania, zwłaszcza że jest na emeryturze, ale chyba wyeksploatowała się przy dwójce wnuczków od córki. Oj, wyczuwam, że Twoja teściowa trochę zalazła CI za skórę 😉 Mój mąż też pracuje do późna, jeszcze chodzi na kurs językowy, więc wiem, o czym piszesz. A na spacery z moim szogunem to też nie było jak dotąd chętnych. Nawet mąż nigdy nie był sam, ha, ha. A z tym drugim to wiesz, nigdy nie mów nigdy :)

  6. Malwa ja Cię doskonale rozumiem. Pomimo że nasz początek był łatwiejszy niż u nas, bo ominęły nas kolki to jak wspominam te pierwsze tygodnie i ten strach czy aby na pewno wszystko robimy dobrze to jakoś mi tak lżej na duszy teraz gdy się już dobrze z Panienką poznaliśmy.

    Co do oblewania bodziaka przy piciu… u nas niekapek wcale się nie sprawdza. Nela wogole nie wie co ma z nim zrobić i raczej gryzie ten dziubek, za to bidon to był strzał w 10. Taki z miękką rurką, od razu widziała co zrobić, no i aż tak się nie rozlewa. Może i u Was to się sprawdzi.

    Co zdjęcie to Wojtuś jest piękniejszy!

    1. Hej, Martuś. No właśnie to chyba chodzi o to wzajemne poznanie się i że z takim kilkumiesięcznym dzieckiem jednak łatwiej się obchodzić i porozumiewać niż z takim maluszkiem. Bo wolnego to wcale nie mam więcej, a może nawet mniej, ale też teraz prędzej zostawiłabym Wojtusia pod opieką kogoś innego, gdyby była taka potrzeba.
      My niekapka w ogóle nie mamy, bo naczytałam się, że to zło. Używamy profilowanego kubeczka, ale na spacer się nie nadaje. Właśnie chciałam kupić bidon. A możesz napisać, jaki konkretnie macie? Bo tego tyle na rynku…
      Dziękujemy za komplement. Twoja Kornelia to dopiero piękność.

      1. A ten kubek to doidy cup czy coś innego? Mamy też doidy ale Nela wcale go nie ogarnia, wkłada ręce do środka 😀

        Mamy bidon z canpolu, ale jestem w trakcie szukania czegoś lepszego. Canpol nie ma tej dziurki odpowoetrzajacej i nie da się dłużej zasysać. Podobno skip hop i litllelife są spoko ale chciałbym je zobaczyć na żywo przed zakupem, ale jakoś nie mogę dotrzeć do sklepu.

        1. Tak, to jest ten doidy. U nas się sprawdza, ale Wojtuś sam z niego nie pije, rzadko mu się zdarzy, muszę asekurować, a i tak zawsze jest zalany. Lepiej podaje mu mój mąż. Muszę właśnie poszukać czego innego na wyjścia. Super, że Nelka załapała picie przez słomkę, to ponoć bardzo rozwojowe. Musimy koniecznie też spróbować.

  7. Dawno Was wirtualnie nie odwiedzałam :) My rośniemy w każdą stronę. Nie dość, że ciąża przy półtora roczniaku to wyzwanie godne nagrody Nobla, a dodatkowo problemowa to już w ogóle.. za chwilę zaczynamy 23tc. W między czasie szpital, łzy, strach i niepewność. Od początku września leżę, odpoczywam, nie dźwigam, nie sprzątam, nie spaceruję i to wszystko przy małym Kacprze. Achhh.. chciałabym by Kacpi znów był takim małym okruszkiem. Bo teraz… dzwoni do babci z pilota mówiąc ” baba, bababa, acha, paaa” , krzyczy głośniej niż można sobie wyobrazić, a u lekarza zabiera stetoskop i sam się bada i za nic nie odda bo on to robi lepiej :) i mogłabym tak wymieniać do rana :) Rośnijcie zdrowo, pozdrawiamy z chłopakami :)

    1. P., przykro mi, że ta ciąża problemowa i z tyloma stresami o maluszka. Ale zobaczysz, że czas szybko minie i będziesz mieć dwóch cudownych synków przy sobie. Trzymam kciuki, by dalej, aż do finału, było już spokojnie i bez stresu. A Kacper to musi być niezły gagatek, z tego co opisujesz :) Fajnie, że zajrzałaś, bo już zastanawiałam się ostatnio, co tam u Was. Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *