Lutowy spleen

dav

Na początku tygodnia dopadła mnie okropna chandra. Atak paniki, strach, płacz, nieprzespane noce, przedrzemane dni, wszechogarniająca niemoc, brak chęci na cokolwiek. Na szczęście już przeszło. Znowu jestem na fali wznoszącej. W czwartek wysprzątałam całe mieszkanie, co zawsze działa na mnie niezwykle kojąco. Żałuję tylko, że w ciąży nie mam na to tyle siły co wcześniej i że zajmuje mi to dwa razy więcej czasu. Ale obudzić się w sobotę w wychuchanych czterech ścianach. Bezcenne.

W piątek odwiedziła mnie moja bliska koleżanka, która też jest w ciąży. Z tej okazji nasmażyłam racuchów z jabłkami i kupiłam pierwsze w tym roku tulipany. Termin ma dwa tygodnie po mnie i też oczekuje synka. Znamy się od dziecka. Moja mama zawsze powtarzała, że oczami wyobraźni to widzi nas obie z brzuchami. I przepowiedziała. Ich ciąża również wyczekana i po różnych przejściach. Co za ulga, że możemy równocześnie cieszyć się tym stanem, a nie spoglądać tęsknie na powiększający się brzuch jedna u drugiej i stronić od wszelkich spotkań. Ale tego rodzaju sytuacja ma również swoje minusy, a właściwie jeden podstawowy − porównywanie. Na początku ciąży trochę się w tym zapędziłyśmy, telefonując do siebie po kolejnych wizytach, badaniach i analizując nasze wyniki i parametry rozwojowe naszych pociech. Na szczęście w odpowiednim czasie udało się nad tym zapanować, dzięki czemu mamy na koncie kilka bardzo udanych ciężarówkowych wyjść w miasto. Obawiam się jednak, że gdy nasze chłopaki pojawią się już na świecie, to tak zupełnie nie obejdzie się bez  porównywania. Obyśmy tylko zachowały w tym umiar i nie uczyniły z naszych dzieci obiektów rywalizacji. To byłoby nie do zniesienia.

Tymczasem odliczamy z M. dni do spotkania z synkiem. Toczymy dyskusje na temat imienia, dużo mówimy do brzucha, smyramy małego po wypinającej się przez brzuch pupce i nieustannie zastanawiamy się, co też on sobie tam myśli. M. obstawia, że codziennie budzi się zaskoczony, że jego domek znowu się skurczył. Fajnie jest. Czasem tylko, przelotnie pojawia się ta myśl, że już raz byliśmy w tym miejscu, tak blisko, na wyciągnięcie ręki. I to szczęście chwycone w garść prysło wtedy jak mydlana bańka. Dlatego choć cieszę się tym stanem i staram się kontemplować te chwile, to bardzo chciałabym już być o krok dalej.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

16 thoughts on “Lutowy spleen

  1. Chyba każdy z nas tak ma, że lubi porównywać się do kogoś. Ostatnio rehabilitant mi powiedział, żeby nie czytać internetu bo każde dziecko jest po prostu inne a nabiając sobie głowę niesprawdzonymi informacjami tylko jest gorzej :) Czasem też tak mam, że porównuję moją córkę do synka znajomych, którzy często mówią ” a bo nasz syn to jak miał 5 miesięcy to robił to i to…” – ale szybko mi przechodzi. Już tak blisko do spotkania z Waszym synkiem – łzy wzruszenia mam zawsze jak czytam Twoje posty – ogromna miłość jest w Tobie – Wasz syn ma szczęście, że ma takich rodziców. Kiedyś słyszałam, że podobno nienarodzone dzieci wybierają sobie rodziców – cóż, myślę, że coś w tym jest! Pozdrawiam serdecznie i tak samo jak i Wy – czekam z Wami na wiosnę!

    1. Asiu, i ja się wzruszyłam po Twoim komentarzu… A co do porównywania to niestety ciężko się przed tym uchronić, zwłaszcza gdy są dzieci w podobnym wieku w rodzinie czy wśród przyjaciół. Co do forów to lepiej nie zaglądać. Pamiętam, co się działo na forum ciążowym, na którym pisałam, będąc w pierwszej ciąży, a po porodzie zdarzało mi się jeszcze tam zaglądać, bo zżyłam się z dziewczynami. Niby wszystkie dzieciaki z jednego miesiąca, a każde rozwijało się zgodnie z własnym rytmem.

  2. Jejku nawet nie próbuj mieć negatywnych myśli kochana. Teraz musi być szczęśliwe zakończenie i nawet nie biorę innej opcji pod uwagę. Już niedługo będziecie we trójkę 😄
    Piękne tulipany 😍

    1. Paradise, ja też biorę pod uwagę tylko szczęśliwe zakończenie, ale w moim przypadku trudno całkowicie wyeliminować te dołki, choć staram się z całych sił. Tulipany cieszyły oczy przez cały tydzień :)

    1. Uwierz mi, że jest nas więcej :) A to, że sprzątanie pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie, jest naukowo udowodnione. Kiedyś czytałam o takim eksperymencie niemieckiej psycholog na temat tego, co nasz uszczęśliwia. I sprzątanie było w czołówce.

  3. Sprzątanie to dobry sposób na czarne myśli; )
    Cieszę się, że odegnałaś czarne myśli. Myślałam ostatnio o Tobie. Wyobrażam sobie, jakim obciążeniem dla Ciebie muszą być te ostatnie tygodnie ciąży. Jednego jestem pewna. To, co się wydarzyło, więcej się nie wydarzy.

    1. Zdecydowanie zgadzam się co do sprzątania :)
      Twoja pewność dodaje mi otuchy:) Wierzę mocno, że będzie dobrze. W końcu musi być jakaś równowaga w przyrodzie. Ale tak zupełnie bez stresu też się nie da. Na szczęście jesteśmy coraz bliżej finału.

  4. Każdy ma ataki handry, dobrze że już ona przeszła.
    Osobiście to nie lubię porównywać rozwoju czy to ciąży, czy dziecka. Każde dziecko jest inne i rozwija się swoim tempem.
    Już niedługo będziecie w trójkę :) Ostatnia prosta 😉

    1. Dokładnie, każdy miewa gorsze dni. Grunt, żeby taki stan apatii nie trwał zbyt długo. Co do porównywania, to masz rację, że niczemu dobremu to nie służy, ale tak zupełnie chyba nie da się bez tego funkcjonować, choć na pewno dla zdrowia psychicznego lepiej skupić się na sobie i swoim życiu. Muszę nad tym pracować 😉

  5. Oby takich pochmurnych dni było jak najmniej! Stale trzymam za Was kciuki, żeby tym razem był happy end (bądź raczej happy początek ;)).

    Mam przyjaciółkę z czasów, kiedy nasze mamy były w ciąży. Urodziła się tydzień po mnie i mieszkałyśmy kilka lat drzwi w drzwi! Dalej mamy świetny kontakt, jej obecny partner to najlepszy przyjaciel mojego męża z liceum 😀 Ach, gdyby dało się taki fajny układ zachować dla kolejnych pokoleń… 😉

    1. Nie biorę innej opcji pod uwagę, jak tylko happy end i happy początek :) Ale ostatnie dni nieźle dają mi w kość i znowu trochę pod górę…
      To niezły zbieg okoliczności u Was. Warto pielęgnować takie przyjacielskie relacje, również z myślą o kolejnym pokoleniu, ale wiadomo, że nic na siłę.

  6. Ja mam już drugi bukiet tulipanów w tym roku! Dokładnie w tym samym kolorze, co Ty, bo to mój ulubiony 😉 Dzięki nim już wiosna w domu, choć na dworze wcale nie. Ja też jestem w ciąży do pary z koleżanką, choć to moja pierwsza, a jej druga ciąża. I ona mi dodaje otuchy, bo więcej wie, doradza, uspokaja. Nie boję się porównań. Ale nasze ciąże są jednak zupełnie inne niż wasze, więc rozumiem lęk. Podskórnie czuję, że wszystko będzie ok. Byle do wiosny!

    1. Też lubię ten pastelowy róż :)
      A co do koleżanki w ciąży, to chyba dużo zależy od relacji. Ja zawsze trochę z nią rywalizowałam i stąd moje obawy. Ale biorąc pod uwagę życie towarzyskie to na pewno dużym plusem jest to, gdy w bliskim otoczeniu są dzieci w jednym wieku. Popieram. Byle do wiosny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *