Mityczne spacery

Marzyły się matce długie spacery z wózkiem, marzyły… Chadzała sobie w ciąży po parku i tęsknym okiem spoglądała na mamuśki spacerujące z dziećmi. I snuła wyobrażenia o tym, jak to będzie cudownie tak spacerować na wiosnę z synkiem. A to do kwiaciarni zajść, a to do pobliskiego centrum handlowego po jakiś ciuszek. Ale nie dla matki takie przyjemności, bo synek spacery i owszem, byle na rękach i z dala od gondoli.

A zapowiadało się całkiem nieźle. Ubierany w głębokim śnie Wojciech nawet jeśli przebudził się na chwilę, to tylko po to, by zaraz zasnąć wieziony po osiedlowych wertepach. Spacer nie mógł trwać długo, ale w sam raz tyle, by dojść do parku i obejść go wzdłuż lub wszerz czy cyknąć parę fotek telefonem. Zdarzyło się nawet matce publiczne karmienie i taka dumna wtedy z siebie była, że się ośmieliła. A potem nadeszły kolki, które co nieco zamąciły, ale jeśli się wyszło o odpowiedniej porze, gdy Wojciech był w dobrej formie, to spacer przebiegał w całkiem miłej i spokojnej atmosferze. Choć trzeba przyznać, że z tym ubieraniem to był zawsze problem. Czekała więc matka z niecierpliwością na te ciepłe dni, kiedy to nie trzeba będzie zakładać na uśpionego Wojciecha kolejnych warstw, a czapeczkę to tylko po to, by chronić przed słońcem. I się doczekała. Raz matka nawet odważyła się wyjść z Wojciechem popołudniu, gdy ten nie spał ani nawet nie zamierzał ucinać sobie drzemki. Ach, jaki to był udany spacer. Nic to, że koło od wózka wtedy odpadło i matka nie umiała go założyć, wypaćkała się smarem, aż w końcu zlitował się nad nią jakiś przechodzień. Najważniejsze, że Wojciech leżał sobie cierpliwie w wózeczku, całkiem zadowolony, a potem zasnął pod samym domem. I wtedy matka podzieliła się z ojcem taką refleksją, że nasz synek zapowiada się na wielkiego entuzjastę spacerowania. Miód na matczyne serce. No ale wiadomo powszechnie, że jak się pochwali dziecko, to ono niezwłocznie zaczyna się psuć.

Stan obecny jest taki, że Wojtuś zaczyna ryczeć, gdy tylko zakładam mu czapeczkę. Wychodzić należy na śpiocha, ale musi to być naprawdę głęboki sen i broń Boże niepoprzedzony zakładaniem żadnych dodatkowych ubranek. Wtedy jest szansa, że Wojciech ujedzie te dwadzieścia minut w gondoli. Potem następuje przebudzenie, wielki ryk i rzucanie się po całym wózku, aż w końcu dziecko ląduje na rękach mamy lub taty i momentalnie się uspokaja. No chyba że słońce za bardzo mu świeci w oczy albo wiatr wieje. Syn mój wszak wymagający w stosunku do warunków atmosferycznych.

Naczytała się matka internetów i wie, że inne dzieci też tak mają. Ba! Nie omieszkała Wojtusiowa babcia wytknąć matce, że i ona nie pałała miłością do gondoli i przez kilka pierwszych miesięcy swego życia odbywała spacery na rękach mamy, taty czy babci. Dopiero w spacerówce jej się spodobało. Ale średnio to matkę pociesza.

Na razie niestety nic nie pomaga. Opuszczona buda − źle, brzęczące zawieszki − jeszcze gorzej, bo potęgują tylko niezadowolenie. Żal, wielki żal. Bo wiosna taka piękna za oknem. I lato na horyzoncie. I jak tu nie wychodzić, jak tu nie dotleniać dziecka, a i matczyna głowa wymaga codziennego wyprowadzenia poza cztery ściany i przewietrzenia. Spacer z tatkiem to jeszcze jakoś ujdzie, bo matka pcha wózek, a ojciec niesie ciekawe świata dziecię, ale samej matce to już się trochę odechciało tych spacerów. Może chusta będzie jakimś ratunkiem… Bo jak Wojciech dorośnie do spacerówki, to akurat jesień nas zastanie. A co jeśli i w spacerówce nie będzie chciał się wozić? Takiego scenariusza nawet nie biorę pod uwagę.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

36 thoughts on “Mityczne spacery

  1. U nas było dokładnie tak samo. Na początku spacery córka uwielbiała a później każdy spacer to był krzyk taki, że specjalnie szłam okrężną drogą by nikogo nie spotkać:) u nas wybawieniem była spacerowka ale nie ta typowa „laska” tylko z wózka 3w1, dziecko ciekawe jest świata a gondola jednak trochę go ogranicza:) spróbuj też podnieść go troszkę w wózku i przede wszystkim nie odpuść:) może w ciągu dnia bierz synka w wózku na balkon? Na pewno będzie dobrze, macierzyństwo jest trudne bo każde dziecko jest inne ale ciekawość świata jest u każdego maluszka! Szkoda, że mieszkasz tak daleko bo piękne te Twoje okolice!

    1. No ładnie, i u Was takie przeboje były. Bardzo liczę na tę spacerówkę, ale ile to jeszcze czekania… Do tego czasu musimy sobie jakoś poradzić. Masz rację, nie mogę odpuszczać, bo przecież nie przesiedzimy całego lata w mieszkaniu. Może uda mi się znaleźć jakiś złoty środek. Może coś mu się odwidzi. Nie spodziewałam się, że mając dziecko, znowu będę z zazdrością zerkać na spacerujące w spokoju matki 😉
      Ten park mam cudowny, ale choć bliziutko, to po drodze muszę odstać na trzech światłach, oczywiście zawsze trafiam na czerwone.

    1. Ach te Wojtki. A moja mama mnie uprzedzała, jak byłam w ciąży, że Wojtusie to charakterne chłopaki, ale powiedziałam jej wtedy, że mi to nie przeszkadza i może sobie być trochę łobuziak. No to teraz mam, a mama oczywiście ze śmiechem mi to ostatnio wypomniała 😉

      1. Mnie tez uprzedzano i to na sali operacyjnej, do cc znieczulał mnie anastezjolog o tym samym imieniu (przystojniak) 😉 z kolei pielęgniarki syn też Wojciech ponoć właśnie silny charakter obwieścił swoje narodziny w takim sam sposób jak mój czyli wrzaskiem że tata za drzwiami już wiedział że jest :) teraz jak się dzieje krzywda wraca mu ten wrzask z sali operacyjnej, ale za to przekochany i uśmiechnięty z niego człowiek :))

  2. Nie tylko Wojtki…mój też nagle przestał lubić spacery. Nawet do spożywczaka wyjść nie mogę…i też tylko jak śpi, na szczęście jest ciepło, więc jak już zaśnie, to bezszelestnie zjeżdżam po dwóch mych schodkach i pędzeeeeee! I wracam po kilkunastu minutach:D Ja Rysia nie ubieram teraz, więc tak jak w domu, tak na dworze. Bez czapeczek itp. Dzięki temu W OGÓLE mogę z nim wyjść. Mam nadzieję Malwa, że się im to odmieni. A to moje kino to wiesz, najpierw dziecko wiozę w aucie, gdzie z reguły wrzeszczy, potem przekładam do gondoli, gdzie wrzeszczy, i na końcu w kinie biorę na ręce i wtedy mogę obejrzeć film:)

    1. O nie, a myślałam, że u Was bezproblemowe spacery. Ale dobrze masz, że mieszkasz w domu, bo ja to z trzeciego piętra muszę się tarabanić. Na szczęście wózek z drugiej ręki to zostawiam go na dole. No i mam problem z adekwatnym ubraniem do pogody i chyba przegrzałam nieraz Wojtka. Może przez to się zniechęcił do spacerów… Mimo wszystko wydaje mi się, że trzeba tych naszych chłopaków jakoś próbować oswoić z tą gondolą na nowo, bo jak się przyzwyczają tylko do noszenia, to potem i spacerówka będzie nie w smak.

  3. A może lato go odmieni i spodoba mu się bardziej niż wiosna, chętniej będzie chodzić na spacerki 😀 wszystko może się szybko zmienić, na lepsze oczywiście!
    Mi również marzą się TE spacerki, więc rozumiem Twoją rozpacz 😉 dlatego trzymam kciuki, aby Wojcieszek zmienił się w małego, zadowolonego spacerowicza 😀

    1. No właśnie, przy dziecku wszystko szybko się zmienia, to i spacery mogą się zmienić na lepsze. Dziś nawet udało mi się odbyć spokojny spacer, bo Wojtuś miał dzień śpiocha i zasnął tak mocno, że nawet w trakcie ubierania się nie zbudził, ale to niestety rzadkość. Ale jakoś damy radę :)

  4. Taki etap, Wojownik robi się ciekawy świata – i bardzo dobrze, choć uciążliwie 😉 Niektóre mamy polecają spacerówkę zupełnie na płasko i dziecię na brzuszek, wtedy więcej widzi. I cierpliwości, cierpliwości ❤️
    A jak Wasze karmienia, wracają na przyjemne tory?

    1. Też czytałam o tej spacerówce. Jeśli nie uda się go przekonać do gondoli, to pewnie zmienimy po czwartym miesiącu na rozkładaną spacerówkę. Tylko że na brzuchu ten mój Wojownik też nie lubi :) Ale może na spacerach mu się odwidzi. A z karmieniem jest o niebo lepiej, ale miewamy jeszcze gorsze dni. Ostatnie przeziębienie także dało się we znaki, a przez ostatnie dwie doby chciał chyba nadrobić zaległości w jedzeniu, bo ciężko było go oderwać od cyca :)

  5. A ja jestem w stresie jak myślę o spacerowaniu w październiku, listopadzie, grudniu z takim maluszkiem… bo mój synek się urodzi na jesień, na deszcz, na pluchę i trzeba będzie ubierać milion warstw. niech się szybko Wojtuś opamięta i doceni tę wiosnę ;-)))

    1. A ja w kółko powtarzałam mężowi, że jednak fajnie urodzić dziecko na wiosnę ze względu na spacery. I widzisz co mi z tych spacerów przyszło :) A Wojtuś naprawdę mógłby się opamiętać. Z tym ubieraniem takiego maluszka to jest mordęga. Najlepiej zaopatrzyć się w jakiś wygodny do zakładania, ciut większy kombinezon i może ciepły, typowo zimowy śpiworek, w który łatwo wsadzić dziecko. W październiku i listopadzie może być jeszcze całkiem ładnie ciepło, także nie martw się na zapas.

  6. Malwa łączę się z Tobą w bólu, bo u nas spacery ostatnio kończą się praktycznie natychmiast strasznym płaczem. Aby spacer w ogóle mógł się odbyć muszą być zachowane następujące warunki:
    1. Panienka musi mieć względnie dobre samopoczucie
    2. Zasnąć po jedzeniu – a ostatnio w ciągu dnia o to trudno
    3. Absolutnie nie ubierać, ba nawet skarpetki nie poprawiać
    4. Położyć na brzuchu
    5. Włączyć szum suszarki połączony z shhh (Nobel należy się twórcy aplikacji baby sleep)
    6. Teren do spacerowania musi posiadać dziurawą nawierzchnię, gładki asfalt to zło w czystej postaci
    7. Wózek musi być w ciągłym ruchu.

    A tak marzyłam o spacerach do parku. Dziewczynka śpi w wózku, a ja na ławce łapie promienie słońca i czytam książkę.

    Trzymam kciuki za Wojciecha, Nelę i wszystkie wózków wrzaskuny aby polubiły się ze spacerami!

    1. No ładnie, to widzę, że Nela stawia Ci wysokie wymagania 😉 Zaciekawił mnie punkt czwarty. Czyżby Twoja Nelka polubiła pozycję na brzuchu? No i śmiać mi się chce, jak sobie pomyślę o tych naszych ciążowych mrzonkach spacerowych. Nawet jakieś pomysły były na to, by zaprojektować specjalny podtrzymywacz do czytnika na wózek, ha, ha, ha! Ale mam jeszcze cichą nadzieję, że i nam będzie dane w spokoju pospacerować z naszymi pociechami.

      1. Ehh czytanie na spacerze teraz śmiać mi się z tego chce 😀
        Z tym leżeniem na brzuchu coraz lepiej. Zdecydowanie na brzuchu śpi dłużej i mocniej więc gdy w ciągu dnia zaśnie to odkładamy właśnie na brzuszek. A gdy nie śpi to różnie z tym bywa, ale widzę postęp bo już całkiem ładnie podnosi główkę i ją trzyma więc taka pozycja tez już dla niej jest ciekawsza :-)

        1. To super, że polubiła leżenie/spanie na brzuszku. Wojtuś niestety nie cierpi, ale głowę trzyma ładnie. Ortopeda powiedział, że mamy mu dać czas, ale ja się tym martwię i chyba za niedługo zapiszę nas do jeszcze jakiegoś specjalisty kontrolnie.

  7. Malwa jakże podążacie z Wojtkiem naszym Ninusiowym śladem 😛 Najpierw kołki, teraz awersja do gondoli 😉 Chociaż moja panna nie przepada za gondolą od początku, chociaż pierwotnie zaczęło się od znienawidzonego kombinezonu zimowego. Z utęsknieniem wyczekuję aż mała zacznie siedzieć i jestem pełna wiary, że w spacerówce będzie lepiej.
    W każdym razie polecam chustę, ratuje przed dźwiganiem słodkiego ciężaru i pchaniu wózka jednocześnie 😉 Chociaż zacieram ręce na myśl o nosidle, bo maluszka to straszna wiercipięta, więc nie dość, że trzeba się czasem nagimnastykować z motaniem to potem jeszcze wieczne poprawianie luzów i prawidłowej linii nóżek.

    1. Nieraz sobie właśnie o tym myślałam, że Wojtuś idzie w ślady Waszej Niny, bo pamiętam, jak pisałaś, że gondola nie dla niej. U Was do tego siadania już nie tak daleko. Trzymam kciuki, by Ninka pokochała spacerówkę. A co do chusty, to doszłam jednak do wniosku, że to nie dla mnie. Ja mam problem z zapamiętaniem wszelkich kombinacji i chyba nie mam cierpliwości, by teraz przy Wojtku się uczyć wiązań. Zdecydowałam się na tzw. miękkie nosidło, choć wiem, że chusta fizjologicznie najlepsza, ale to nosidło też polecają jako alternatywę . Wczoraj przyniósł kurier, jutro mam zamiar wypróbować. Bardzo jestem ciekawa, czy Wojtek w tym usiedzi.

  8. Malwuś u nas było to samo :) I widzę po komentarzach, że to jakby standard 😉
    Po jednym ze spacerów nawet odpuściłam na tydzień czy dwa, bo Groszek porządnie dał sobie i mi w kość trzydziesto minutowym krzykiem pt „obdzierają mnie ze skóry i polewają gorącym woskiem” 😉
    Jak ochłonęłam zaczęłam wprowadzać plan naprawczy;)
    Uznałam, że muszę Go oswoić i kładłam go w gondoli parę razy dziennie w domu, a nie na spacerze, jak był w dobrym nastroju. To chyba dało największą zmianę, bo się oswoił z tą dziwną, małą przestrzenią.
    Po drugie pilnowałam, żeby wychodzić z nim, jak jest najedzony i wyspany (czyli w dobrym humorze;p).
    Po trzecie (ale może to powinno być pierwsze) brałam 10 oddechów, żeby się uspokoić. Groszek wyłapuje najmniejszy przejaw mojego zdenerwowania i mam wrażenie, że gros płaczu było spowodowane moim napięciem. Dlatego też zaczęłam przygotowywać sobie wszystkie rzeczy na spacer już rano, na długo przed wyjściem, żeby potem w ostatniej chwili nie biegać gorączkowo po domu w poszukiwaniu czapki czy pieluszki.
    Aktualnie jest bardzo dobrze. Obserwuję go, czekam na dobry nastrój, i hop do wózka:) Gorzej, jak o czymś zapomnę i musimy zawracać. Wtedy mogiła;)

    1. Uczuciowa, świetnie sobie poradziłaś z niechęcią Groszka do gondoli. Podziwiam i dziękuję za te rady! Super, że teraz możecie się cieszyć spacerkami. Masz rację, że ten spokój jest kluczowy. Mój Wojtuś też bardzo wyczulony na moje nastroje, a ja jestem niestety typ stresowy, ale pracuję nad sobą 😉 Też teraz staram się czekać na dobry moment i bardziej dopasowywać do dziecka niż dziecko pod moje plany. Na razie wygląda to niestety tak, że wychodzę z nim tylko do południa, gdy mocno śpi i trzymam się swojego osiedla, modląc się o to, by się nie obudził i by pobył na powietrzu chociaż z pół godziny… A jak się obudzi i wyje, to go po prostu noszę. No nie jest to mój ideał spacerowania. No ale powolutku może coś uda mi się zdziałać.

  9. Dziewczyny czytam Wasze wpisy i zaczynam się lękać. Wasze dzieci miały tak od początku? Czy to przyszło z czasem? Bo ja z Kudłatym robię 8 km w wózku codziennie i jest super. On śpi albo leży a ja chodzę albo chodzę😂.Spacer trwa 2 godziny conajmniej. Potem on sobie jeszcze dosypia a ja ogarniam się w domu. Martwię się czy to tylko noworodki tak mają a potem mu przejdzie?

    1. Wendy, nie martw się, mój Wojtek od początku umiarkowanie lubił gondolę, ale zaraz po przejściu paru kroków zasypiał, jednak dłużej niż godzinę to rzadko zdarzyło mi się z nim pochodzić. Niemniej wiem, że są takie dzieciaczki jak Twój Kudłaty, które od początku uwielbiają spacery w gondoli i chętnie w niej śpią, dopóki z niej nie wyrosną. Liczyłam na to, że i u nas tak będzie, a tu taki psikus 😉

  10. Hej Malwus, myślałaś może o spacerach w nosidelku przyczepionym do wózka za pomocą adapterow. Moze to jest sposób na Wojtunia. Cos innego…
    W spacerowce wygodniej wiadomo ale w nosidelku dziecko czuje sie bezpieczniej no i zdecydowanie dużo wiecej widzą. Taka godzinka dziennie nie powinna zaszkodzić Wojtusiowi.
    Julka ma teraz etap spania na brzuszku..w ciagu dnia slicznie spi w swoim pokoju na brzuszku ale w jocy boje sie robić ten trik a jak jest na pleckach to czesto sie wybudza. Będą musiala sprobowac na noc zawijac ja w kokon. Dodam ze w nocy spi w moim łóżku bo w koszu za szybko sie wybudza…poddalam się z koszem.

    1. Hej, Anitt! Myślałam i nawet czytałam o tym. Mieliśmy okazję raz przetestować nosidełko w funkcji gondoli i skończyło się na noszeniu na rękach. Ale może jeszcze spróbuję, może bardziej mu podpasuje. Tyle że to tak jak piszesz, raczej do godziny. Ale godzina spokojnego spaceru to byłby wyczyn. Powoli oswajam się z myślą, że mam tzw. High Need Baby. Mój Wojtuś raczej mało sypiał na brzuszku. Ja w nocy też bym się bała w tej pozycji przy takim maluszku jak Twoja Julka. Spróbuj koniecznie z tym zawijaniem. My chyba za szybko się poddaliśmy. A Wojtuś też śpi z nami w łóżku, tyle że w gniazdku niemowlęcym, bo mój M. się bał, że go przygniecie. Na początku odkładałam go do kołyski, ale non stop się wybudzał, a jak go zaczęliśmy brać do siebie, to znacznie lepiej przesypia nocki i dla mnie wygoda przy karmieniu. Ale myślę powoli o tym, by rozłożyć mu łóżeczko i go przyzwyczajać choćby na część nocy. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :) Buziaki dla Was, Dziewczyny!

  11. To moje dziecię jest ewenementem natury 😉 Od samego początku lubiła jeździć w wózku, najpierw w gondoli a teraz w spacerówce :) Choć jak miała z 4 miesiące to musieliśmy w gondoli podnieść podgłówek (miała 2 poziomy: leżący i półsiedzący) i zadowolona ze mogła oglądać świat przemęczyła się jeszcze w niej kolejne 2 miesiące. Może u was jest taka opcja, to warto spróbować, a nuż Wojcieszkowi się spodoba?

    1. No widzisz, ja właśnie tak wyobrażałam sobie chodzenie na spacery z dzieckiem. Jakoś wydawało mi się, że wszystkie dzieci tak lubią gondolę, jak Twoja Pyza. W naszym wózku chyba nie ma tego podnoszenia, ale u teściowej mamy jeszcze jeden wózek po kuzynach i on chyba będzie trochę lepszy. Musze sprawdzić, bo przydałoby się coś takiego, zanim dorośniemy do spacerówki.

  12. Malwa u nas podnoszenie gondoli nic nie dało niestety. Nina to zdecydowanie HNB, ale nie wyobrażam sobie, żeby była inna, ten mój cudak kochany :) W foteliku samochodowym jest lepiej, ale używamy tylko na szybkie zakupy. A jak u Was sprawdza się nosidełko? Dotarło już? Ja nakręciłam się na Tulę i czekam aż dziewczę zacznie siadać.
    A co do tego wybudzania przy odkładaniu to u nas norma, nie raz mamy kilka falstartów, ale w końcu się udaje odłożyć do łóżeczka. Sytuacja ma się gorzej w ciągu dnia 😉

    1. Borówko, ja po ostatnich próbach doszłam do wniosku, że mój syn mentalnie wyrósł z gondoli. Już w niej nie wrzeszczy, trochę pojedzie, jak jest śpiący to zaśnie, a jak nie, to szybko się nudzi i chce na ręce, by podziwiać świat. W foteliku jest znowu za bardzo unieruchomiony. Trudno, głową muru nie przebiję :) Najbardziej podoba mu się taki 30-letni wózek bez budy znaleziony u dziadków na strychu. Myślę, że zrobilibyśmy w nim furorę. Odnośnie nosidła, to też myślałam o Tuli, ale zależało mi na czymś na teraz, a o tej wkładce dla niemowląt nie słyszałam dobrych opinii. Kupiłam coś takiego: http://mamygadzety.pl/nosidlo-close-caboo-dla-niechustowych/ Tylko nowy model. Na razie bez entuzjazmu, ale liczę na to, że się trochę przekona. Tylko na ciepłe dni to średnie rozwiązanie. No i czuję tak samo jak Ty. Może i mój Wojcieszek jest nieco bardziej wymagający i temperamentny niż rówieśnicy, ale kocham go właśnie takim i nie wyobrażam sobie innego.

  13. U nas spacery przebiegały względnie spokojnie, no chyba że matka nie zdążyła dobiec do domu na porę karmienia. Wtedy górne ,,C,, naszego synka, słychać było po przeciwległej stronie parku.
    Poza tym nasz Wojtek jazdę w wózku uwielbiał…gorzej było natomiast gdy nauczył się chodzić i trzeba było go niekiedy z tego wózka wyciągać (to tak dla pocieszenie).
    Nigdy nie było jednak mowy o spaniu na spacerze, wszystko go interesowało…i tak mu zostało. Nie ważne że oczy same się zamykają, trzeba wejść, zobaczyć, pomarudzić.

    1. Czyli jednak nie wszystkie Wojtki nie lubią gondoli 😉 No karmienie małego głodomora musi być na czas. Ja się odważyłam karmić w parku, nawet mam takie ulubione duże kamienie do przycupnięcia, ale ostatnio rzadko mi się to zdarza. Podejrzewam, że u nas też wszystko dookoła będzie ciekawsze niż spanie. Oby był tylko spokojny, to może sobie na tych spacerach nie spać, wcale mi na tym nie zależy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *