Na wakacjach w małym miasteczku

cofGdy tylko usłyszałam, że nadchodzi fala upałów, spakowałam siebie i Wojcieszka i uciekliśmy z naszego mieszkania usytuowanego w ruchliwej okolicy w wielkim mieście na wakacje do teściów. Nie jest to niestety wieś, a małe miasteczko, ale jest domek z ogródkiem położony w spokojnej okolicy, a jednocześnie całkiem blisko cywilizacja w postaci sklepów, lodziarni, basenu itd.

Jak nam tu fajnie. M. pracuje, więc przyjeżdża do nas co dwa dni, czasem co dzień (100 km w jedną stronę). Teściowie są na emeryturze, dobrze się dogadujemy, dlatego pobyt tutaj to dla mnie czysta przyjemność. Nie muszę się martwić codziennie o obiad, sprzątanie po gotowaniu, robienie zakupów itd. Mam dzięki temu więcej czasu dla Wojcieszka i dla siebie, choć dni mijają mi tu  bardzo szybko. Dotleniamy się, przesiadując w ogródku i na tarasie. Chodzimy na spacery, krótkie, ale przy każdej okazji, by jak najbardziej oswoić wózek. Ach, jaka to wygoda wyjść tak po prostu z domu i nie musieć się tarabanić z trzeciego piętra. Wojtuś przez wszystkich wybawiony, zwłaszcza przez babcię, bardzo dojrzał i stał się ufniejszy względem ludzi innych niż tata i mama. Do niedawna na widok każdej nowej osoby zaczynał płakać, teraz zdarza się to sporadycznie. Ja również czuję się spokojniejsza i pewniejsza, wiedząc, że obok są teściowie czy dwie ulice dalej moja zaradna szwagierka, która wpada do nas ze swoimi chłopakami (2,5- i 6-letnim). Wtedy się dzieje. Gdy tylko jeden zaczyna płakać, to Wojtek natychmiast dołącza. A poza tym kuzyni głaszczą go, przynoszą zabawki, starszy dopytuje o wiele spraw, asystuje przy czynnościach pielęgnacyjnych, prosząc na przykład, bym nie zakładała Wojtusiowi za szybko pampersa, ażeby pupa mu odpoczęła. Nie spodziewałam się takiego zainteresowania. Jestem zaskoczona, ale boję się, co to będzie, gdy Wojtek trochę podrośnie i zechce się z nimi bawić, a oni będą go mieli w nosie.

Tak sobie myślę, że te wielopokoleniowe rodziny mieszkające w jednym domu to wcale nie było głupie rozwiązanie, zwłaszcza przy małym dziecku, kiedy to niejednokrotnie dodatkowe ręce do pomocy są na wagę złota, a i dobrze móc się poradzić kogoś bardziej doświadczonego.  Żeby taki układ się sprawdził, muszą być oczywiście spełnione określone warunki. Przede wszystkim trzeba nadawać z teściami lub z rodzicami na tych samych falach, no i dobrze mieć wystarczająco dużą przestrzeń, by nie wchodzić sobie na każdym kroku w drogę (w moim przypadku zbawieniem są dwie łazienki). Dostrzegam też wiele plusów mieszkania w mniejszym miasteczku. Kto wie, może to całkiem dobra alternatywa dla życia na wsi czy w metropolii…

dav

sdr

cof

rzezba

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

18 thoughts on “Na wakacjach w małym miasteczku

  1. Malwa, cudownie :-)
    Przyszedł dobry czas :-)
    Ja marze o takim „urlopie”..
    Niestety w tym roku to niemorzliwe. Tescie mieszkają za blosko, rodzice za daleko (600km)…
    Morze mam bardzo blisko bo 20km od domu ale Julka w drodze powrotnej autem bardzo często lubi wpadać w histerie…
    Mamy dwa auta z mężem ale niestety muszę czekać jak wróci z pracy żeby jechac gdzieś dalej razem zeby opanowywac naszą córkę na tylnim siedzeniu bo czasami jest masakra…tak krzyczy az jest cala spocona.
    Probowalam wszystkiego…
    Może ktoś miał również taki problem?
    W jedną stronę jedzie zazwyczaj grzecznie.
    Staramy się o działkę blisko domu:-)
    Trzymajcie kciuki. W tym roku juz bedzie pozna jesien jeśli ją dostamiemy ale na drugi rok bedzie superrr :-)

    1. Anitt, dokładnie tak jest, przyszedł dobry czas, a ja zaczęłam się w pełni cieszyć macierzyństwem. Wiele bym dała za taką bliską odległość od morza. Chciałabym się wybrać z Wojcieszkiem we wrześniu nad Bałtyk, ale właśnie przeraża mnie jazda autem (3-3,5 godziny). Wojtuś też miewa histerię w aucie i ja w żaden sposób nie mogę nad tym zapanować. Jeśli trwa to za długo, to robimy przystanek, wyciszamy i potem jedziemy dalej. Najczęściej taki płacz przechodzący w ryk oznacza, że za chwilę zaśnie. Nie ma się co poddawać, trzeba jeździć, choć zawsze mam związany z tym lekki stres. Trzymam kciuki, byście jak najszybciej dostali tę działkę. Buziaki dla Was, dziewczyny!

  2. O tak, małe miasteczka, życie bliżej natury to coś, co mnie fascynuje. Niestety jutro wracam do Warszawy… Niech wasz pobyt potrwa dłużej i nadal będzie taki sielankowy.

    1. My wracamy w czwartek, ale na pewno jeszcze gdzieś wybędziemy. Super, że i Wam udało się wyrwać. Widziałam na insta, że też było sielankowo :)

  3. Masz rację z tym, że aby mieszkać z teściami czy rodzicami, trzeba nadawać na tych samych falach 😉 w przeciwnym razie może dojść do zgrzytów 😂😉
    Ale jak na urlop to jak najbardziej, niech się dziadkowie nacieszą wnukiem a i Ty trochę odsapniesz 😉

    1. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. A ostatnio doszłam do wniosku, że ja lepiej się dogaduję z teściami niż z rodzicami. Niedługo moja mam będzie miała urlop i pewnie spędzimy więcej czasu razem i już się boję, co to będzie 😉

  4. Tez jestem zdania że rodziny wielopokoleniowe oczywiście przy zachowaniu odpowiednich warunków są super; ) My tez mamy korze blisko 47 km 😉 ale w t router wybierany się w Tatry. Staram się nie myśleć ze będzie 730 km do przejechania. Ślicznie wyglądasz; ))) Pozdrawiam.

    1. Dokładnie, jak ma się w miarę odizolowaną własną przestrzeń z łazienką i kuchnią i wszyscy respektują określone zasady, to naprawdę wiele ułatwia, zwłaszcza gdy są dzieciaki, a rodzice pracują od rana do wieczora, a tak to najczęściej teraz wygląda.

      Megi, to kawał drogi przed Wami. Życzę spokojnej podróży i wspaniałego wypoczynku. Kocham góry. I dziękuję za komplement. Jakoś nie czuję się teraz najlepiej w swojej skórze, ale skoro wrzucam zdjęcia Wojtusia, to swoje choćby z daleka od czasu do czasu by wypadało :)

  5. Pięknie spędzacie wakacje! Rodzice Ł.tez mieszkają w domu z ogrodem ale 3 km od nas, więc spędzamy tam popołudnia, ale za to razem z nimi już za 2 tygodnie będziemy wypoczywać na Mazurach. Mam nadzieję że obędzie się bez zgrzytów, to w sumie poraz pierwszy spędzimy razem tyle czasu.
    Z tym płaczem o którym pisałaś w komentarzu, to u nas jest tak samo. Gdy pojawia się wrzask to jest pewne że w ciągu 5 minut dziecko zaśnie 😊

    Udanych wakacji!

    1. To macie bliziutko do teściów. Bardzo by mi taki układ odpowiadał, niestety u nas w jedną stronę ponad 100 km, ale taki wyjazd to zawsze jakaś odmiana od codzienności. Na Mazurach będzie na pewno super. Obecność dziadków bardzo się przyda przy dziecku. My też planujemy jakiś wypad, ale chyba we wrześniu, tylko nie mogę się zdecydować, czy morze, czy góry… Udanych wakacji i dla Was!

  6. O! takie wyjazdy pozwalają ,,złapać oddech,, Kiedy byłam młodsza (bezdzietna) duże miasto wydawało mi się idealną przestrzenią do życia. Wiadomo teatr, wieczorne wyjścia…teraz uwiera mnie motłoch, nieustanny hałas i tęsknię za rodzinnymi stronami.
    Mam jednak to szczęście , że zawsze mogę wyskoczyć do mamy na kilka dni i nacieszyć się zielenią. Bezcenne chwile…
    Ładujcie akumulatory i bawcie się dobrze!

    1. Ja oczywiście w liceum miałam identyczne podejście. Marzyłam o dużym mieście, byle dalej od mojego małego i od rodziców. Ale dziś cieszę się, że jednak nie wywiało mnie za daleko i moja mama może do mnie wpaść nawet na jeden dzień czy popołudnie. A Ty mieszkasz w cudownych rejonach. Łódź jednak nie było mi tak łatwo pokochać, ale teraz, po tylu latach jestem do niej bardzo przywiązana :)

  7. Ja od dzieciństwa mieszkam na wsi, obok mam właśnie takie małe miasteczko, a do większych metropolii dość daleko. Gdybym mieszkała w jakimś większym skupisku – też pewnie chciałabym uciekać na wakacje w spokojniejsze rejony. A tymczasem lubimy się wybrać właśnie do większego miasta – żeby spróbować czegoś nowego , czego nie mamy u siebie na co dzień 😉

    U nas mieszkanie pod jednym dachem z moimi teściami absolutnie by się nie sprawdziło – bo zdecydowanie nadajemy na zupełnie innych falach i jesteśmy od siebie oddaleni o całe lata świetlne. Z moimi rodzicami przerabialiśmy taki motyw przez rok po ślubie (czekając na wykończenie naszego mieszkania przez dewelopera) – i pod koniec tez już zaczynało robić się ciasno i duszno 😉 Także – warunków nie spełniamy 😉

    1. No właśnie wakacje i upał mają to do siebie, że tęskni się za naturą. Zawsze mam wtedy ochotę sprzedać wszystko i wyprowadzić się na wieś, ale gdy nastaje słota i jesień to mi się odmienia. Trzeba jakoś wypośrodkować.

      Ja z moją mamą nie mogłabym już mieszkać. Właśnie spędziłam z nią i Wojtusiem i moją babcią kilka dni i to był momentami niezły hardkor, choć jesteśmy ze sobą bardzo blisko, ale jednak charaktery wszystkich trzech trudne. Z teściową prędzej bym się tak na co dzień mieszkając dogadała. A może tylko mi się tak wydaje 😉 Ale uważam, że raczej tuż po ślubie to najlepiej gdy para mieszka sama, a potem jak już się ludzie dotrą i sprawdzą w różnych sytuacjach, to ewentualnie można pomyśleć o mieszkaniu z rodziną, zwłaszcza gdy są dzieci i dziadkowie ewentualnie coś pomogą. Ale różnie to bywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *