O błoniastym przyczepie pępowiny

Pierwszy raz usłyszeliśmy o tym po sekcji zwłok naszego synka. Mąż pojechał odebrać wyniki badania patomorfologicznego, na które zdecydowaliśmy się, by dowiedzieć się, co mogło być przyczyną śmierci naszego dziecka i ewentualnie ustrzec się przed tym w przyszłości. W szpitalu powiedziano nam, że pani doktor, która będzie przeprowadzać to badanie, jest specjalistką w tej dziedzinie i jeśli coś było nie tak, to na pewno to znajdzie. No i znalazła: nieprawidłowy, błoniasty przyczep pępowiny. Możliwa przyczyna zgonu: rozerwanie mniejszego naczynia z krwawieniem do jamy owodni. Wytłumaczono nam to w ten sposób, że pępowina w jednym miejscu nie była wystarczająco chroniona i jedno z naczyń zostało naderwane. Dodatkowo przyczep nie był umiejscowiony centralnie, tylko nieco z boku. Patomorfolog powiedziała, że nie miałam szans tego wyczuć, wszystko trwało kilka sekund.

Mój obecny lekarz prowadzący zasugerował, że to nie musiała być bezpośrednia przyczyna, a jedynie pośrednia, do której doprowadziło coś innego. Ale nic innego nie udało się wskazać. Dziecko było zdrowe, wykonane dzień wcześniej badanie KTG wyszło bardzo dobrze, ja też zostałam określona jako pacjentka bez obciążeń. To był 40 tydzień ciąży, kolejnego dnia miałam dostać skierowanie do szpitala. Myśl, że mógł być jakiś inny, niewykryty powód, nie jest dla mnie w żaden sposób pocieszająca. Łatwiej stawić czoło temu, co znane.

Po wynikach sekcji zaczęliśmy przeszukiwać internet w poszukiwaniu informacji na temat błoniastego przyczepu pępowiny. Zastanawialiśmy się, czy nasz ówczesny ginekolog czegoś nie przeoczył, czy może my mogliśmy jakoś temu zapobiec. Mąż skonsultował się z kilkoma innymi lekarzami. Dowiedzieliśmy się, że nie sprawdza się tego w standardowych badaniach, że tego typu błoniasty przyczep zdarza się w przypadku kilkunastu procent ciąż, co najczęściej okazuje się już na sali porodowej po narodzinach dziecka. Ponadto błoniasty przyczep pępowinowy pojawia się częściej przy ciążach mnogich. Mimo występowania tego rodzaju patologii można urodzić dziecko naturalnie bez żadnych powikłań, ale bezpieczniejsze w tej sytuacji jest wykonanie cesarskiego cięcia.

Kilka dni temu byliśmy na USG, które wypadło na przełomie 29/30 tygodnia ciąży. Podczas tego badania miał zostać sprawdzony między innymi przyczep pępowiny. Niestety, nie udało się go uwidocznić. Synek wiercił się i zasłaniał swoim ciałkiem łożysko, które w obecnej ciąży mam umiejscowione na tylnej ścianie. Wszystko inne z punktu widzenia medycznego nie wzbudziło u lekarza żadnych zastrzeżeń, mimo to cały dzień zajęło mi dojście do siebie po tym badaniu. Zaczęłam się zastanawiać, co właściwie chciałabym od niego usłyszeć. Na pewno odetchnęłabym z ulgą, gdyby się okazało, że tym razem przyczep jest prawidłowy, ale po sugestii mojego ginekologa, że przyczyna śmierci mogła tkwić gdzieś indziej, pewnie i tak nie poczułabym się zupełnie spokojna. Gdybym z kolei usłyszała, że przyczep jest nieprawidłowy, to do końca ciąży miałabym wrażenie, że siedzę na bombie, która w każdej chwili może wybuchnąć, ale w tej sytuacji być może lekarz zdecydowałby się wykonać cesarskie cięcie nieco wcześniej niż jest to standardowo przyjęte.

Zdecydowaliśmy się pójść na jeszcze jedno USG do innego specjalisty. Raczej nastawiam się na to, że i tym razem nie uda się uwidocznić przyczepu. Mam poczucie, że lekarze nie przywiązują do tego wagi i to przede wszystkim my zabiegamy o dodatkowe badania, by to sprawdzić. Odnoszę też wrażenie, że nie za dużo na ten temat wiadomo. Od jednego z lekarzy usłyszeliśmy, że możemy to zbadać w 25/26 tygodniu ciąży, od drugiego, że najwcześniej po 28 tygodniu, co potwierdził też mój ginekolog, ale myślę, że po porostu przychylił się do opinii specjalisty, którego bardziej ceni. Ponoć występowanie takiego przyczepu nie jest uwarunkowane genetycznie.

Czekamy zatem na kolejne USG, a ja kurczowo trzymam się myśli, że tym razem wszystko będzie dobrze. Naprawdę całą sobą w to wierzę, ale nie pogniewałabym się, gdyby ktoś przewinął ten piękny, ciążowy film i była już połowa marca, a obok mnie smacznie spał nasz synek.

25 thoughts on “O błoniastym przyczepie pępowiny

  1. Malwa tym razem będzie dobrze. I choć wiem że żadne słowa nie uspokoją Cię, to wierze że marzec dla Ciebie będzie wspaniały :-) Wiem że się boisz, rozumiem to doskonale… ale limit nieszczęść już wyczerpałyśmy. Teraz przyjdą te najpiękniejsze chwilę. Jeszcze kilka tygodni i w ramionach będziesz tulić swoje szczęście :-)

    1. Cześć Mimami! Właśnie w ten sposób staram się o tym myśleć, że limit nieszczęść wyczerpany, a w przyrodzie musi być równowaga. Strach się pojawia od czasu do czasu, ale nie towarzyszy mi na szczęście permanentnie. Ale melduj mi tu lepiej, jak się macie, jak tam dzielna Mia? Często o Was myślę, miałam Cię wywoływać do odpowiedzi u Izy, ale uznałam, że pewnie nie narzekasz teraz na brak zajęć, a i ja bywam tam z doskoku.

  2. Musi być dobrze. Tak jak napisała Mimami wyczerpałaś już swój limit nieszczęść i teraz jedyne co Cię czeka to Twój zdrowy synek. Połowa marca już całkiem niedługo. Jakieś 60 dni i będziesz tulić, przytulać i zachwycać się tym małym cudem!

    1. Marta, na połowę marca mam termin, ale myślę, że spotkamy się z synkiem trochę wcześniej :) Byle nie za wcześnie. Jak mi się niemiłosiernie dłuży ta końcówka.

  3. Będzie dobrze zobaczysz :) Jeszcze kilka tygodni i będziesz tulić maluszka :) A ja w marcu będę obchodzić pierwszy raz Dzień Matki :) Już się nie mogę doczekać :)

  4. Oj Mia ma charakterek, taki że wiem że da sobie radę w życiu. Swoje niezadowolenie okazuje BARDZO głośno, mleko zawsze jest za późno. Dla nas to nowość, Nasz Milan jest i był bardzo spokojny. Siedzimy na razie w domku, wychodzimy tylko na wizyty do lekarzy a że Mia jest wcześniakiem to trochę tego jest. Przyznam że wariuje trochę, zapisałam Ją do 3 rożnych neurologów, boje się po prostu boje więc sprawdzam wszystko co mogę. Trzymamy za Was kciuki i te małe i te duże :-)

    1. Kochana, ja Cię doskonale rozumiem z tym chodzeniem do kilku specjalistów. My też nie poprzestajemy na jednym lekarzu. Taki nasz urok matek po przejściach. My również trzymamy za Was kciuki. Jestem przekonana, że Wasza córcia będzie się dobrze rozwijać, a trochę temperamentu nie zaszkodzi 😉 Pamiętaj, limit nieszczęść wyczerpałyśmy :)

  5. Na pewno będzie wszystko dobrze :) Oczywiście bardzo ważne jest teraz by wszystko dokładnie obserwować i reagować ( w razie gdyby co ) ale zobaczysz, że nie ma o co się martwić. Chociaż mamy to zawsze będą się martwić nawet gdy nie ma się o co martwić bo taka rola mam :) Do spotkania z Waszym synkiem już zostało tak niewiele czasu – ciesz się ciążą, ostatnimi nocami gdy możesz spokojnie spać bo za niedługo Wasze życie rozpocznie się na nowo – piękna to będzie droga bo we troje! Pozdrawiam.

    1. Asiu, właśnie tak sobie nieraz myślę, że muszę wykorzystać te ostatnie tygodnie na takie powolne funkcjonowanie, kiedy nigdzie nie muszę się spieszyć i zaraz po śniadaniu mogę na przykład wrócić do łóżka. Szkoda tylko, że nie da się wyspać na zapas, a pod koniec ciąży to już w ogóle :)

  6. Malwuś, jesteś wyjątkowo dzielna wiesz?
    Trzeba dużo siły, spokoju, zdrowego rozsądku, żeby tak mądrze, jak Ty przechodzić ciążę. Podziwiam Cię za tę pogodę ducha!
    Czekam razem z Wami i trzymam kciuki za kolejne USG. Niech przyniesie Wam wyczekiwaną ulgę!

    1. Uczuciowa, staram się bardzo i podziwiam z kolei Ciebie, jak pięknie cieszysz się ciążą i Groszkiem. Wiem, że masz swoje strachy i doskonale mnie rozumiesz. Na pewno blog pomaga, to, że wiele tematów dzięki temu przepracowuję, mogę się wygadać, a Wasze wsparcie i dobra energia też są dla mnie nieocenione.

    1. Niestety, tych ciążowych patologii jest sporo, a położnictwo to niezwykle nieprzewidywalna dziedzina i nie da się całkiem zapobiec takim sytuacjom jak nasza. Ja naiwnie sądziłam, że na finiszu prawidłowo przebiegającej ciąży to już nic nie może się wydarzyć, chyba że podczas porodu. A jednak… Ale tym razem wiem, że będzie dobrze.

  7. I ja dmucham w kciuki i z całych sił wierzę, że wszystko będzie dobrze. Mam nadzieję, że przy kolejnym usg przyczep będzie dobrze widoczny i nie będzie żadnych nieprawidłowości. Wyobrażam sobie, co przychodzisz w końcówce tej ciąży i wiem, że to bardzo trudny okres dla Was , dlatego ściskam Was mocno, chociaż tak wirtualnie; )

    1. Dziękujemy, Marysiu! Ja niestety obawiam się, że nie będzie widać tego przyczepu. Chyba już się z tym pogodziłam. Ale idziemy do tego drugiego lekarza, by mieć poczucie, że zrobiliśmy co w naszej mocy.

    1. Właśnie po to napisałam ten post, by trochę uczulić innych na ten temat, ale lekarze jak na razie nie przywiązują do tego wagi. Kiedyś nie badano GBS, a teraz to obowiązkowe, może kiedyś będzie sprawdzać też przyczep. Dziękujemy za kciuki. Każde na wagę złota :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *