Pierwsze dni we troje

cof

Wymarzyłam sobie, jak będzie wyglądał nasz powrót do domu ze szpitala. Świeże kwiaty w wazonie, mieszkanie pachnące i wysprzątane, w garnku pyrkocząca zupa. No ale moja idealistyczna wizja rozbiegła się nieco z rzeczywistością. Wszystko odbyło się na wariackich papierach. Do ostatniej chwili nie wierzyliśmy, że wypuszczą nas ze szpitala już po trzech dobach. M. w dniu naszego wyjścia miał w firmie premierę projektu, nad którym pracowali od miesięcy, więc siedział w naszej sali (mieliśmy jedynkę) z laptopem i słuchawkami na uszach i próbował wszystko domknąć. Ja w tym czasie pakowałam majdan, który zgromadziliśmy przez te raptem trzy doby, a do pokoju co chwilę zaglądały panie sprzątające, które mogłyby już skończyć zmianę i pójść do domu, gdyby nie my. Kombinezon na wyjście, który uszykowałam dla Wojtka, okazał się za wielki, więc w pośpiechu kombinowaliśmy inne ciuszki. Na szczęście tego dnia pogoda była iście wiosenna i słoneczna, za co w nagrzanym samochodzie, stojąc w korkach nie byliśmy już tak wdzięczni. Odetchnęliśmy z ulgą po wejściu do mieszkania, ale tylko na chwilę, bo Wojtek głodny, a my bez sztucznego mleka, które wtedy musiałam mu podawać, ponieważ dopiero rozkręcałam laktację. Mąż popędził więc po mleko, a ja zostałam jak sparaliżowana z rozwrzeszczanym maluchem w totalnym bajzlu. Przed nami była jeszcze noc. Wojtuś nie dał się nawet na chwilę odłożyć, nosiliśmy go więc na zmianę, choć głównie M., bo mnie potwornie bolał brzuch. W dodatku byłam na etapie pobudzania laktacji, więc co trzy godziny ściągałam pokarm, którego spływały znikome ilości, co przy wyczerpaniu fizycznym i bólu doprowadzało mnie do łez. Rano ze snu wybudziła nas położna. Zaraz po niej przybyła na szczęście z odsieczą moja mama, wprawdzie z obojczykiem w gipsie, ale mimo to pomogła nam jakoś ogarnąć ten chaos. Chwała babciom!

A teraz nasze życie kręci się wokół karmienia, przewijania, przebierania, prania, obcinania mikroskopijnych pazurków, zakraplania oczek, werandowania i sporadycznych jak dotąd kąpieli. Jesteśmy jeszcze tacy nieporadni w tym wszystkim. Wojtek a to się obsika z powodu źle założonej pieluchy, a to obsika nas podczas przewijania albo jeszcze lepiej zrobi w trakcie kupę, wysika się do wanienki w czasie kąpieli albo uleje mu się sowicie tuż po przebraniu w nowe ciuszki. Jak widać sprawy okołopieluchowe to teraz nasza główna bolączka, ale wprawiamy się. Najgorsze są napady płaczu spowodowane kolką lub nie wiadomo czym. Zdarzyły nam się dwa takie wieczory i na razie (tfu, tfu) się nie powtórzyły. Serce rozpada się na kawałki, gdy dziecko cierpi, a nie wiadomo, jak mu pomóc.

Ja, maniaczka planowania i organizacji, uczę się trudnej sztuki odpuszczania i dostosowywania do sytuacji. Nie zawsze to, co sobie umyślę do zrobienia na dany dzień, mam szansę zrealizować. Kiedyś  takie niewykreślone sprawy z listy to do wprawiały mnie w duże niezadowolenie z samej siebie. Teraz staram się nie zaprzątać nimi głowy. Czasem zamiast odkurzania, upieczenia ciastek czy nałożenia odżywki na paznokcie wybieram drzemkę razem z dzieckiem czy ewentualnie wpatrywanie się w śpiącego synka. Sprawy mniej istotne muszą poczekać na swoją kolej. Wiem, że za jakiś czas uda nam się wypracować plan dnia (przynajmniej mam taką nadzieję), ale na razie trzeba dać się ponieść bezwiednie tej fali spontanicznej codzienności dyktowanej potrzebami noworodka. Najważniejsze to być blisko. Tulić, wąchać, całować i wyciskać te chwile do ostatnich kropli.

Zapisz

Zapisz

26 thoughts on “Pierwsze dni we troje

  1. :)))) też miałam taką wizję 😉 a w rzeczywistości tak jak u Was + kurs taksówką o północy do szpitala. Następnego dnia przyjechała moja mama i wtedy zaczęło być normalnie. Ale wiesz musi minąć ten pierwszy szok. Wszystkiego się nauczycie, nawet przebierania na stojąco czy w biegu jak dziecko ucieka 😉 a z tym obsikiwaniem i kupami w trakcie przebiórki to normalne, chłopaki tak mają. Nam w szpitalu radzili by kąpać co drugi dzień, pediatra synka z kolei kazała codziennie. I tak kąpiemy się codziennie od 15 miesięcy i jednego dnia. Delektuj się każdą chwilą bo dzieci rosną w mgnieniu oka.

    1. Ten pierwszy dzień to naprawdę był lekki szok, ale powoli się dostrajamy, choć Wojtuś nadal uskutecznia obsikiwanie ojca i matki. Babcie jednak niezastąpione :) Co do kąpieli to nam z kolei pediatra doradziła, by kąpać co drugi, trzeci dzień. Jak się trochę lepiej zorganizujemy, to pewnie będziemy się kąpać częściej. Wojtek w wodzie zadowolony, dopóki nie zaczynam mu myć włosów.

  2. Malwa u nas pierwszy tydzień z maluszką w domu był taki sam, na wariackich papierach 😉 Nie martw się, wszystko się unormuje, a pomoc babci w tych dniach jest bezcenna. Na kolki to chyba jeszcze troszkę za wcześnie, zaczynają się ok. 3 tygodnia życia dziecka, niestety nasza maluszka też się z nimi zmaga, odliczamy już dni z nadzieją, że miną ok. 3 miesiąca.

    Upajaj się tymi chwilami z dzieckiem, bo każdego dnia dziecko dorasta, zmienia się, a pierwsze świadome uśmiechy to największa radość :) Ja wciąż wpatruję się w Ninę jak zahipnotyzowana, wdycham jej zapach, robię zdjęcia tych wszystkich wspaniałych chwil w głowie, żeby zachować te cudowne wspomnienia w pamięci na całe życie :)

    1. Hej, Borówko. To pocieszające, że nie tylko u nas tak chaotycznie to wyglądało. Właśnie nie wiem, czy to kolki, czy jakieś wzdęcia, na szczęście ostatnio z tym lepiej. A Wam współczuję tych kolek. Oby czym prędzej minęły i Nina się nie męczyła. Jejku, jak ja czekam na ten pierwszy świadomy uśmiech. Na razie są uśmieszki przez sen albo po upojeniu mlekiem. Uwielbiam.

  3. Moja wizja jest dość podobna do Twojej. Ja bardzo lubię mieć wszystko zaplanowane i odhaczając kolejne punkty z lisy. Czasem bez planu czuję się bardzo zagubiona i niespokojna. Jednak intuicja i Twój wpis podpowiadają mi że kilka najbliższych tygodni to raczej będzie życie na spontanie i spełnianie „zachcianek” maluszka. Pewnie do czasu naszej rewolucji, Wy już poznacie się z Wojtusiem na tyle że wpadek pielszukowo-ubrankowych będzie coraz to mniej :) Aczkolwiek wszyscy mówią że z tym to akurat z dziewczynkami jakoś łatwiej idzie. Zobaczymy jak będzie :)

    Malwa, a tak zupełnie z innej beczki zdradzisz z jakiego laktatora korzystasz i czy jesteś zadowolona?

    Całusy dla Wojtka!

    1. To możemy sobie piątkę przybić z tym planowaniem. Choć tak sobie myślę, że częściowo ciąża już nas przygotowuje na „odpuszczanie”, bo nie zawsze jest się w formie, by robić wszystko to, na co ma się ochotę.
      Co do laktatora, to w szpitalu używałam elektrycznego Medela Symphony i potem udało się go wypożyczyć, tylko musiałam dokupić swoją końcówkę za 20 zł. Na rozkręcenie laktacji super, bo mój ręczny, który kupiłam jeszcze w pierwszej ciąży, zupełnie się nie spisał. Myślę, że wypożyczenie to najlepsza opcja. Mnie po czterech dniach już nie był potrzebny. A w ogóle to muszę opisać naszą mleczną drogę.
      Dziękujemy za całusy i oczywiście odwzajemniamy.

  4. Fajnie ze nas nie zostawilas na blogu. Czesto jest tak że ja rodzi sie dziecko blog idzie w odstawke. Jestem naprawdę wdzieczna że poswiecasz nam choć odrobinę swojego cennego czasu.
    Jeszcze parę tygodni i ja będę zaliczala nieprzespane noce. Czego szczerze już niemoge się doczekac !
    Malwa, czerp z tego pełnymi garsciami ! Teraz jest wasz czas !

    1. Anitt, blog to jest dla mnie relaks, rozrywka, przyjemność, poczucie, że robię coś dla siebie. Pewnie dlatego zawsze wyłuszczę na to trochę czasu. Tyle że na razie jest mój mąż, ale po weekendzie zostaję sama z Wojtkiem, więc zobaczymy, jak to będzie wyglądać :) Ja też się nie mogłam doczekać tych nieprzespanych nocy. I choć ciąża to wyjątkowy czas, to potem z dzieckiem u boku jest jeszcze fajniej. Już niedługo, kochana. Głaski dla brzuszka.

  5. Wspomnienia wróciły. W domu osesek, starsza córka wraca ze szkoły, obiad, mąż, zmęczenie i brak trzeciej ręki, w postaci babci…Mimo wszystko, ten szalony czas będziesz przywoływać z czułością.
    I pisze to ja- mama Wojtka 😉
    Wszystkiego Dobrego dla Was.

    1. Hej, Kamilo! Dziękujemy za życzenia. Och, wiem, że te chwile się nie powtórzą, więc chłonę je bez reszty, choć muszę przyznać rację tym, którzy zapowiadali, że nasz świat wywróci się do góry nogami :) Ale podoba mi się ta perspektywa. A Twój Wojtuś ze swoimi spostrzeżeniami zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Pozdrawiamy!

  6. Plany planami, a życie swoje 😉 Pyza przyzwyczaiła się do codziennych kąpieli. Raz jedyny zrobiliśmy jej dzień brudasa to coś jej się poprzestawiało i dała nam trochę popalić. A na kolki i wzdęcia mówili nam w szpitalu by dziecko często kłaść na brzuszek, że to pomaga.
    Teraz z każdym dniem będzie coraz lepiej, powoli wszystko się unormuje i wypracujecie sobie plan dnia. Ściskamy was i buziaki dla Wojtusia :*

    1. Mam nadzieję, że uda się wypracować plan dnia, bo ostatnie dni to raczej jazda bez trzymanki :) Na brzuszek kładziemy, a kolki wg pediatry i tak nas nie ominą, dostaliśmy nawet jakieś krople na zaś. Już się boję, co to będzie. My też ślemy buziaki :)

  7. To wspaniale, że Twoja mama przyszła z odsieczą, pomimo tego obojczyka 😉 babcie są nieocenione 😊
    Ja czasami zastanawiam się jak by wyglądało nasze życie z Maluszkiem, jak będę sobie radzić.. A Wam życzę jak najmniej płaczu Wojtusia (ech, jaki on cudowny 😍😍😍)
    Uściski!

    1. Marysiu, Ty się nie martw na zapas. Oczywiście fajnie jak można liczyć na babcię, ale wiesz, babcia ma zawsze swoje do powiedzenia. U nas to się skończyło tak, że przez trzy dni, gdy była moja mama, mój mąż chodził do pracy, bo we troje wchodziliśmy sobie za bardzo w drogę. We dwoje spokojnie można wszystko ogarnąć, a i ujawniają się zakamuflowane zdolności u facetów, jak umiejętność prasowania czy gotowania.
      Dziękujemy za życzenia. Już się troszkę oswoiłam się z tym płaczem, choć go oczywiście nie lubię, ale nie paraliżuje mnie jak na początku. Ale zdecydowanie wolę, jak Wojtuś jest jednak zadowolony.

  8. Malwa, Marta jesteśmy w jednym zespole:) Jak ja luuuuuubię planowanie;) Wszyscy mówią, że wraz z narodzinami Groszka, będę się musiała z nim pożegnać, więc teraz planuję na zapas;) Wszystko już przygotowane. Gotuję jedzenie na czas po porodzie, żeby nie marnować cennych chwil z synkiem na stanie przy garach. Gdybym miała oceniać przyszłość po przygotowaniach to jawiłaby mi się iście TĘCZOWO :)
    No ale wiem, że życie lubi zaskakiwać. Czekam na to zaskoczenie coraz bardziej niecierpliwie:)

    Wojtuś jest BOSKI:) Też chcę takiego Czarnulka;)

    Podoba mi się ta Wasza, nowa, zwariowana codzienność!!! Czekam na wpis o drodze mlecznej. Ja też mam plan wypożyczenia Symfonii, jeśli zajdzie potrzeba. Podobno jest przepaść między tym modelem, a standardowymi, podręcznymi.

    1. Uczuciowa, planuj, planuj, ja za dużo spraw zostawiłam na ostatnią chwilę (za sprawą męża, rodziny) i przez to ten początek taki wariacki, a po okresie względnego spokoju znowu nastąpił chaos 😉 Chyba trzeba się przyzwyczaić do takiej sinusoidy. Z tym gotowaniem na zapas to bardzo dobry pomysł, też miałam taki zamiar, ale jakoś się nie zmobilizowałam odpowiednio wcześniej.
      Wpis o drodze mlecznej już prawie gotowy, ale powstawał bardzo na raty, bo ostatnio mieliśmy trochę cięższych dni. U mnie Medela Symphony doskonale się sprawdziła, tylko mieliśmy problem z wypożyczeniem, bo w dniu naszego wyjścia ze szpitala w całym mieście były wypożyczone. Dopiero wieczorem okazało się, że jedna z mam zwróciła, więc zorientuj się, jak to wygląda u Ciebie. Ciekawa jestem, jak inne elektryczne laktatory, ale ręczny na rozkręcenie laktacji chyba trzeba sobie odpuścić. Nie mogę się już doczekać Twojego Groszka! Ściskamy Was z Wojtusiem.

  9. Babcia! :))

    Tak bardzo się cieszę Waszymi ‚pierwszymi’, bo jest On. Wojtuś. :)
    A tfy i odpukać, od kiedy kładę się z Maksiem na popołudniowe drzemki (a jeśli nie to, to spacer ok 2-3 godzinny) oraz gdy zrezygnowałam z odkładania synka do jego łóżeczka, na rzecz mojego łóżka (Mąż od pół roku śpi w dużym pokoju :o), jest …..super! Jest rytm! Czego i Wam życzę. :*

    A sikawka zdarza się nawet teraz, dwójka …echh obsrane plecki, aż po barki tydzień temu.
    I tak jak Uczuciowa, czekam na wpis o Waszym karmieniu.

    Uściski :)
    Napiszę dziś krótkiego @ (o psiej diecie), o ile się da. 😉

    1. Śliweczko, czyli praktykujecie rodzicielstwo bliskości. Mnie też to odpowiada i od kilku dni Wojtuś coraz częściej ląduje u nas w łóżku. Zastanawiam się, czy nie kupić kokonu, żeby było bezpieczniej ze względu na mojego M. Choć łoże mamy zacne, zajmuje prawie całą sypialnię i spokojnie cztery osoby się w nim wyśpią. Niemniej jak synek śpi u nas, to mogę liczyć na trzygodzinną drzemkę w nocy, a jak go odkładam do kołyski, to budzi się co półtorej, dwie godziny. Zobaczymy, jak to się dalej ułoży, ale na ten rytm, o którym piszesz, bardzo liczę. I te długie spacery też mi się bardzo marzą. A obsrane plecki oczywiście znamy, znamy :)

      Mail o diecie mile widziany. Psina mojej Be podłapała kolejną dolegliwość :( Mam nadzieję, że wyrośnie z tej chorowitości. Nie wiem, czy już wysłałaś, ale jak coś to pisz pod adres: nieulotne.com@gmail.com Muszę zmienić na stronie, bo do tamtego nie mogę się zalogować :(

      1. Malwuś, zaraz skopiuję @ z soboty.

        Co do praktykowania bliskości – to widać, inne dziecko, że tak napiszę. Nawet nie wiem co to niewyspanie (tylko piersi zmieniam :)) a tfy, w nocy od kiedy Maksio śpi ze mną. Polecam, bardzo! :)

        Biedny pieseł. :((

        Ściskam :*

  10. Oj, Kochana, planowanie i perfekcjonizm będziesz musiała teraz sobie na jakiś czas (albo nawet na kilka ładnych lat) odpuścić 😉 Ale najważniejsze, że Wojtuś jest – i że macie teraz ten niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju czas, kiedy uczycie się siebie nawzajem :) A że czasami obsikani – to już tylko drobny i mało znaczący szczegół 😉

    1. Każdego dnia walczę, by ten perfekcjonizm zepchnąć na dalszy plan, zwłaszcza jeśli chodzi o porządek w mieszkaniu… Ale przy dziecku pozostaje ogarnianie po łebkach, a z czasem będzie pewnie gorzej :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *