Pierwsze takie święta

Dla par walczących z niepłodnością święta to szczególny okres. Szczególnie trudny. Chyba nigdy tak mocno jak w Boże Narodzenie nie odczuwałam tej pustki bycia tylko we dwoje, o żadnej porze roku marzenia o tym, by zostać mamą, nie były tak silne. Nie gniewałam się, gdy kolejny raz podczas dzielenia się opłatkiem życzono nam, byśmy doczekali się dziecka. Z czasem życzenia przybrały bardziej dyskretną formę i zaczęto nam życzyć spełnienia marzeń, ale ja wiedziałam, o jakie najskrytsze marzenie chodzi. Teraz, gdy o tym myślę, dociera do mnie, że tych świąt z tęsknotą w sercu nie było aż tak dużo. Trzy lata starań o pierwszego synka, a więc trzy Boże Narodzenia i trzy Wielkanoce. Jak to porównać ze staraniami o połowę dłuższymi czy trwającymi kilkanaście lat. Dla mnie była to jednak cała wieczność.

W zeszłym roku na Boże Narodzenie czekałam jak nigdy dotąd. Synek miał się urodzić pod koniec listopada. Święta planowaliśmy spędzić tylko we troje, ale zostaliśmy sami. Z rozdartymi sercami i niesmacznym jedzeniem zamówionym w pobliskiej jadłodajni. Nie czuliśmy się na siłach, by jechać do rodziny, ale wiem, że nasi bliscy też wtedy bardzo cierpieli. W radiu puszczali non stop „Kolędę dla nieobecnych„. Słuchałam jej słów i zanosiłam się co chwilę płaczem. Ale w głębi duszy wiedziałam, że za rok te słowa będą miały dla mnie inny wymiar, że w kolejne święta nie będziemy już tylko we dwoje.

Jestem bezgranicznie wdzięczna za to, że to się spełniło, że w to Boże Narodzenie bije we mnie drugie serce. Za naszego małego synka, który zostając z nami, dał nam tyle siły i sprawił, że znowu zaczęliśmy żyć pełnią życia, że znowu jesteśmy szczęśliwymi ludźmi. Ale nie zapominam o naszym ukochanym T. O naszym Aniołku. W moim sercu wciąż jest miejsce na smutek i tęsknotę za nim. Akceptuję te uczucia, pozwalam im wybrzmieć, nie tłumię ich. Wiem, że gdy spojrzę na pusty talerzyk, który moja babcia wyłoży na stół, zakręci mi się łza w oku. A potem poczuję to cudowne wiercenie się pod żebrami, tę życiodajną moc. M. przyłoży dłoń do brzucha, a na mojej twarzy zagości uśmiech.

sniezynkaKochani, życzę Wam, by te święta przyniosły Wam ukojenie, bez względu na to, jakie tęsknoty nosicie w sercu. Byście ogrzali się w cieple domowego ogniska i nabrali sił do walki o swoje marzenia. Ale by w pogoni za nimi nie umknęło Wam to co ważne tu i teraz.

Zapisz

Zapisz

8 thoughts on “Pierwsze takie święta

  1. U nas przez ponad 6 lat życzono na święta potomstwa. Po czasie życzono nam to dyskretnie, ale doskonale rozumiem to co napisałaś. Z roku na rok coraz ciężej było słuchać tych życzeń, ale w tym roku możemy cieszyć się naszą córcią :)
    Kochana życzę Ci by te święta upłynęły w spokojnej i rodzinnej atmosferze :) Wesołych Świąt!

  2. Malwunia, jak zawsze gdy Cię czytam czuję, że jesteś spełniona, spokojna, taka dobra i kochana. :)

    Życzę Wam cudownie spędzonego czasu z najbliższymi. Nieśpiesznych rozmów, pysznych smaków, pięknie przeżytych chwil.

    Ściskam serdecznie :)
    Całuję :*

    1. Śliweczko, na pewno ciąża tak na mnie wpływa. Staram się wyciszać i ćwiczyć swą cierpliwość. Mam nadzieję, że to zaprocentuje, gdy synek będzie już z nami. Ale tak w ogóle to ja niezłym nerwusem bywam 😉

  3. Łza zakreciła mi się w oku po tym, co napisałaś o poprzednich świętach…ale cieszę się, że Wasze marzenia się spełniły tak szybko i te święta spędzicie już we trójkę 😉 💞

    Ja nigdy nie byłam zła na życzenia o powiększeniu rodziny, bo zawsze czułam, że życzenia są szczere a nie „pseudoopiekuńcze” , niemniej zawsze mnie wzruszają mnie one.
    W tym roku mam inne myśli o świętach… Pewnie, że brakuje mi tego, czego nie mam, ale staram się myśleć o tym, co mam… jest we mnie więcej spokoju a to za sprawą pewnej rozmowy o, której zapewne wkrótce napiszę na blogu.

    Życzę Wam spokojnych świąt, zdrowia, miłości no i spełnienia marzeń 😉😊

    1. Marysiu, ja podobnie jak Ty podchodziłam do tych życzeń. Wierzyłam, że są szczere, prosto z serca i że w końcu się spełnią. Zaintrygowałaś mnie tą rozmową. Czekam z niecierpliwością na nowy wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *