Refleksje powizytowe

Obudziłam się za wcześnie, prawie dwie godziny przed budzikiem. Tak jest zawsze, gdy czeka mnie dzień po brzegi wypełniony obowiązkami. W mojej uporządkowanej, obecnie już dość leniwej ciążowej egzystencji takie dni nie zdarzają często, więc organizm od razu reaguje nadmiernym podekscytowaniem. A na tamten czwartek upchnęłam wszystkie zaległe i niecierpiące zwłoki sprawy. Ale najważniejszym punktem programu było kolejne USG.

Tym razem lekarz nie miał problemu ze zlokalizowaniem przyczepu pępowiny. Usłyszeliśmy: „Przyczep wydaje się być prawidłowy”. Potem powtórzył to jeszcze raz. Ulga, chociaż słowo „wydaje się” budzi w nas oczywisty niedosyt. Ale nie liczyłam na to, że ktoś da nam stuprocentową gwarancję. Materia zbyt delikatna i niepewna. Mimo to czuję się zdecydowanie spokojniejsza. Doktor obejrzał też dokładnie naszego malucha, który waży już ponad 1,5 kilograma, ale raczej nie zapowiada się na dużego osobnika. Na ostatnich badaniach jakoś tak wyszło, że nie widzieliśmy jego twarzyczki, więc gdy tym razem lekarzowi udało się ją uchwycić i zobaczyłam na ekranie naszego pyzolka z rozdziawioną buźką, o wzruszenie nie było trudno. Pierwsza myśl − jest taki podobny do braciszka.

Synek ułożył się już główką do dołu. Lekarz zdziwił się, gdy powiedziałam, że i tak planujemy cesarskie cięcie. Im bliżej rozwiązania, tym częściej spotykam się z taką reakcją. Myślałam, że mam to przepracowane, bo decyzję o cesarskim cięciu podjęłam jeszcze zanim zaszłam w tę drugą ciążę, a jednak powtarzające się ostatnio o to pytania wprawiły mnie w lekkie rozchwianie i musiałam ponownie zmierzyć się z tym tematem. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie jednak innego rozwiązania. To byłoby dla mnie psychicznie nie do przejścia. Do porodu siłami natury trzeba determinacji i przekonania. I wtedy może to być niesamowite, dające poczucie niebywałej siły doświadczenie, jeśli oczywiście po drodze nie przydarzą się komplikacje, na które nie mamy wpływu. Tak naprawdę to ja się trochę boję tej cesarki, bo nie wiem, co mnie w związku z nią czeka. Poród naturalny (wielogodzinny, bez znieczulenia) już przeżyłam. Znam ten ból, wiem, że mogłabym mu sprostać, ale przeraża mnie nieprzewidywalność. A może byłoby tak, że umęczyłabym się, dała z siebie wszystko, a na koniec lekarze i tak w biegu musieliby mnie ciąć. To ja już podziękuję i poproszę na spokojnie i bez pośpiechu. Przykro mi, synu, że pozbawię Cię tych dobroczynnych bakterii, które skolonizowałbyś podczas przechodzenia przez kanał rodny, zyskując tym samym odporność na całe życie. Ostatnio przeczytałam też, że przychodząc na świat przez cesarskie cięcie, będziesz bardziej narażony na otyłość. Przykro mi, jednak musisz mi zaufać, a ja wiem, że tak będzie dla nas najlepiej. Nie aspiruję do roli Matki Polki, ale obiecuję, że dla Ciebie będę najlepszą wersją siebie.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

26 thoughts on “Refleksje powizytowe

  1. Malwuś dasz radę :) ja ostatnio też cały czas rozważam moje porodowe opcje, ale ja jestem w zupełnie innej sytuacji. Po Waszych przejściach cesarka wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. A i tym sposobem będziesz miała Synka ciut wcześniej przy sobie :)
    Cieszę się, że lekarz dął radę zbadać ten przyczep pępowiny i że Was uspokoił. Teraz na końcówce ciąży wiem, że o spokój trudno, ale on jest najważniejszy :) Trzymajcie się ciepło.

    1. Naprawdę odetchnęłam po tej wizycie, choć niepewność zostaje, dlatego jestem zdecydowana na cesarkę. Martuś, Twoje rozterki doskonale rozumiem, też się bardzo bałam, ale naturalny poród jest do przeżycia. Bardzo dużo zależy na pewno od dobrej opieki. Masz jeszcze trochę czasu na decyzję. Całusy.

  2. Jak dobrze, że przyczep był widoczny i wszystko jest dobrze :) mimo tego myślę,że ja na Twoim również zdecydowałabym się na cesarskie cięcie. Każda kochająca matka wie, co jest najlepsze dla swego dziecka i skoro psychicznie nie czujesz się, aby rodzić sn, to nie daj się przekonać.

    1. Marysiu, niby przyczep był widoczny, ale lekarz zostawił sobie furtkę… Decyzja podjęta, będzie cesarka, bo nie wyobrażam sobie czekania na rozwój akcji, tak jak poprzednim razem ani indukcji porodu „na zimno” przed terminem. Nie będę walczyć z własną intuicją, tylko jej posłucham :)

  3. Rób to co podpowiada ci intuicja. Ja się bałam cesarki, chciałam rodzić naturalnie, ale moje dziecko zdecydowało się na nieopuszczenie brzucha i po 20 godzinach zabrali mnie na cesarskie cięcie. Dochodziłam do siebie prawie dwa tygodnie, a kobiety które miały umówioną cesarkę już po 3 dniach miały więcej sił i szybciej dochodziły do siebie niż ja. Uważam, że cesarka w twoim przypadku jest dobrą decyzją i się jej trzymaj :) Ja cię wspieram :)

    1. Dziękuję, kochana. Właśnie ja doskonale pamiętam, jak to u Was wyglądało. Jaki to częsty scenariusz, że wielogodzinny, ciężki poród kończy się cesarką. To jest dla mnie też argument za, bo nie jestem w stanie przewidzieć, jak byłoby tym razem.

  4. Nie dziwie się, że chcesz cesarskie cięcie.
    Dla mnie poród naturalny to jakiś kosmos nie do przeżycia.
    Może kiedyś będzie dane mi wybierać i stać przed takim dylematem😀oby 😀
    Fajnie, że kolejne usg wyszło dobrze 😀oby tak do końca ciąży 😘

    1. Paradise, cały czas trzymam kciuki za to, byś musiała podejmować takie decyzje :) Dobrze, że teraz są te cesarki. Dla niektórych kobiet, które panicznie boją się porodu, to szansa na posiadanie dziecka, bo inaczej może by się nie zdecydowały. Ale do tego naturalnego porodu też się dojrzewa. Ja długo sobie tego nie wyobrażałam, a gdy zaszłam w upragnioną ciążę, to zapragnęłam urodzić naturalnie, choć gdyby było choć jedno przeciwwskazanie, nie ryzykowałabym.

  5. Ja Ci tylko powiem, że jeszcze sto lat temu dzieci rodziły się wyłącznie siłami natury i jakoś ich to nie chroniło przed wysoką śmiertelnością w dzieciństwie. Teraz jest mania na naturalność, ale natura nie jest idealna, o czym się przekonałaś.
    Nie martw się bakteriami, ciesz się na spotkanie z synkiem.

    1. Wężon, ja jestem tego wszystkiego świadoma, ale masz rację, jest mania na naturalność i olbrzymia presja na różnych płaszczyznach. Jak Ci kolejny lekarz z rzędu ględzi o naturalnym porodzie, a także osoby z otoczenia, to w końcu człowiek zaczyna rozkminiać, ale tak naprawdę nawet przez chwilę na poważnie nie brałam pod uwagę, by tym razem rodzić SN. Muszę popracować nad moją odpornością na opinie innych :) A synowi psa kupię, też będzie miał zarazki i się uodporni 😉

  6. Jak to dobrze, że nie aspirujesz do roli Matki Polki ! Takich umęczonych i wiecznie sfrustrowanych , składających siebie na ołtarzach macierzyństwa jest już wystarczająco dużo. Jeżeli czujesz, że właśnie taka decyzja jest najwłaściwsza – rób to, co podpowiada Ci intuicja. Szczerze mówiąc sama w życiu nie zdecydowałabym się na poród naturalny – i żadna zewnętrzna presja nie zmusiłaby mnie do zmiany zdania w tym temacie.

    1. Ta presja jest ogromna, nie miałam jej świadomości, dopóki samej nie przyszło mi się mierzyć z tematem. Weszłam nieopatrznie na kilka wątków na forach i się przeraziłam tym, co kobieta może usłyszeć od kobiety. Zawsze pierwsze odzywają się te, które bez problemu zaszły w ciążę, bez problemu ją donosiły i bez problemu porodziły po czworo dzieci. Same Matki Polki. Ech, brak w nas czasem zrozumienia i empatii.

  7. Przez uporczywe wymuszanie na mnie porodu naturalnego, przez pompowanie syntetycznych hormonów, przeczekiwanie, przedłużanie itp. skazano dwie osoby. Mnie – na wielogodzinne nieefektywne cierpienie, na traumę kroczącą od blisko 3 lat tuż za moimi plecami, na bezustanne jałowe roztrząsanie i dywagacje z gatunku „co by było, gdyby..?”i ją – moją córkę, na życie z deficytami, na terapie i rehabilitacje – pokłosie niedotlenienia w czasie nieudanej indukcji porodu.

    Malwo, ufaj intuicji, polegaj na jej podszeptach i własnym doświadczeniu.
    Tego nie napiszą w żadnych medycznych podręcznikach.

    1. Leśna… Po prostu brak mi słów. A potem nikt nie bierze odpowiedzialności za swoje decyzje, tylko słyszysz: „Takie jest położnictwo, to jest loteria” itp. I mnie nawiedzają wciąż dywagacje z gatunku: „Co by było gdyby”, a gdy przejeżdżam obok szpitala, w którym rodziłam, przechodzą po mnie ciarki. Słucham intuicji. Stosowne zaświadczenie od psychiatry już czeka. A Ciebie i Dunię mocno ściskam.

  8. Malwuń, dzień dobry :* Dzień dobry Chłopczyku :)

    Cieszę się bardzo Waszym małym, wielkim Szczęściem i tym, że wszystko jest jak trzeba. I że to 1,5 kilogramowe cudo (już!) i że buzia rozdziawiona i że to już tuż tuż.

    Malwuś, nie ma co się czarować ból po operacji jest – do wytrzymania, blizna zostaje, całkiem prosta (u mnie długa, poszerzana, lekko krzywa;)), fioletowa-różowa, a u Synka pamiątka po mamie – pępek. I mimo to jest pięknie. I chciałabym to kiedyś powtórzyć (a niechby i c-c).

    Serdeczne uściski posyłam :)
    :*

    Twój spokój – najważniejszy, powinno być to dla lekarzy priorytetem.

    1. Hej, Śliweczko! Mój lekarz prowadzący nawet nie namawia mnie na SN. Wczoraj byliśmy na wizycie i próbowałam go jeszcze wybadać, ale on wykazuje pełne zrozumienie dla naszej decyzji, co mnie bardzo cieszy. Tylko lekarze od USG i niektóre osoby z otoczenia wykazały pewne zdumienie, co mną trochę zachwiało, ale już jest OK. Wiadomo, obawy są, ale nie mogę się doczekać. A nasz synalek coraz większy, zbliża się do 2 kilo :) Kochana, jestem pewna, że to powtórzycie i że będzie rodzeństwo dla Maksiula. Ściskam Was mocno!

  9. Ja też się wiele naczytałam o negatywnych skutkach cesarskiego cięcia – że dziecko będzie chore, że będzie otyłe, że grozi mu cukrzyca. Jednak ja uważam, że to jest na pewno bezpieczniejsza dla dziecka wersja porodu – bo nie grozi mu niedotlenienie, mózgowe porażenie dziecięce. Kolejny raz na pewno będę chciała również rodzić przez cesarskie cięcie – rana bolała około 2 tygodni, z kolei na sali była koleżanka po porodzie naturalnym i mówiła, że to wcale nie takie fajne, że boi się usiąść bo ją boli, że nawet wizyta w łazience to wyczyn…. Jeśli masz tylko taką możliwość to cesarska jest według mnie lepszym wyjściem :)

    1. Asiu, ja właśnie podobnymi kategoriami myślę. A co do samopoczucia po SN, to wcale nie jest tak różowo. Mnie na przykład dość długo wszystko się goiło, mimo że nie było nacięcia, tylko minimalne pęknięcie. A i z uprawianiem biegów czy zajęciami na trampolinach długo miałam problem. Wcale tak szybko nie wróciłam do pełnej formy, jak to jest przedstawiane. Całusy dla Ciebie i córci :)

  10. Temat porodu to jeden z cięższych ciążowych tematów. Gdybym mogła wybierać to bez wahania wybrałabym PSN. Najeździłam się w życiu po szpitalach i nie rozumiem kobiet, które dobrowolnie z miejsca, bez żadnych wskazań, decydują się na zabieg chirurgiczny znając i konsekwencje zdrowotne dla dziecka i ryzyko np. krwotoku u matki.
    Ale nie mogę wybierać i wiem, że jeśli będę w ciąży to z automatu będę szła pod nóż. Albo powiedzmy, że wybranie PSN byłoby w moim przypadku skrajną głupotą i ryzykowaniem własnym życiem, a w efekcie i tak mogłaby skończyć na bloku operacyjnym. Nie jest to dla mnie łatwa świadomość, oswajam się z nią praktycznie odkąd temat potencjalnego dziecka pojawił się w mojej głowie (a od 2 latach, kiedy doszło mi kolejne wskazanie jeszcze bardziej), ale wiem też, że dla takich osób jak ja (albo takich jak Ty) ten zabieg został ulepszony dzięki współczesnej medycynie.
    Mam jeszcze trochę czasu na oswajanie (przynajmniej 9 miesięcy, ale myślę, że jeszcze trochę dłużej to będzie), a za Was trzymam kciuki!

    1. Bluberry, ja jeszcze półtora roku temu też byłam całą sobą za SN, ale optyka mi się zmieniła i już nie dziwię się kobietom, które decydują się na CC na życzenie, choćby z pobudek psychicznych. Sama zresztą to robię. To nie jest tak, że CC to samo zło, a SN samo dobro. Poród siłami natury też niesie ze sobą ryzyko i dla dziecka, i dla matki. U mnie był krwotok, problem z krzepliwością, brak szans na znieczulenie. Różnie mogło się to wszystko skończyć, jestem wdzięczna lekarzom i pewnie komuś tam na górze, że ostatecznie wyszłam z tego niemalże bez szwanku i mogłam ponownie zajść w ciążę. Mam nadzieję, że uda Ci się zaakceptować konieczność CC i że nie będzie Ci to spędzało snu z powiek w ciąży. Czasem CC to jedyna szansa, by dziecko całe i zdrowe przyszło na świat i by matka na tym nie ucierpiała. Chyba lepiej w ten sposób na to spojrzeć. Też trzymam za Was kciuki 😉

  11. Ja nie miałam wyjścia, choć bardzo chciałam naturalnie. W ostatniej chwili syn zmienił zdanie i się odwrócił (widocznie świat do góry nogami nie jest fajny). Ale dzięki temu nie wywoływali porodu, bo byśmy oboje nie przeżyli. A tak cieszymy się sobą już dwa lata. Długo zajęło mi zmierzenie się z tym, że nie mogłam rodzić naturalnie, byłam ofiarą presji. Ale wiedziałam, że dzięki temu bezpiecznie przyszedł na świat i ma się dobrze. Szkoda, że nigdzie nie mówią, że cesarka nie jest złem. Lepiej być cesarzową, niż płakać.

    1. Kasiu, to Ci synek zrobił na koniec psikusa. Całe szczęście wszystko się dobrze skończyło. A presja jest ogromna, dlatego ja już omijam z daleka dyskusje w internecie dotyczące porodu SN i cesarskiego cięcia. Mam wrażenie, że jesteśmy takim narodem podchodzącym do wielu spraw w bardzo kategoryczny sposób, łatwo przychodzi nam oceniać innych i jakoś za mało w nas luzu. Ale trzeba być jednak odpornym na opinie innych, bo przecież to nie ktoś obcy wie, co dla nas i naszych dzieci najlepsze. Cesarzowa. Wiesz, że to brzmi dumnie :)

  12. Ja również bardzo popieram Cię w decyzji o cesarce. Po tym wszystkim co przeszliście to, w mojej opinii, najlepsze rozwiązanie, spokojna mama to spokojne, szczęśliwe dziecko.
    Osobiście bardzo nastawiałam się na poród naturalny, wyszło inaczej niż planowałam. Zresztą po kilku godzinach na porodówce zorientowałam się, że ból jest dla mnie nie do przejścia, dostałam znieczulenie. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie, krwotok, decyzja o cięciu, której zawdzięczam życie mojej maluszki i swoje. Było ciężko, mimo, że cesarka nie była planowana, tak naprawdę trudne były dla mnie tylko dwie pierwsze doby, kiedy dochodziłam do siebie. Potem nie myśli się już o bólu, najważniejsza jest dzidzia, więc nie skupiasz się na sobie i na tym, że coś cię gdzieś boli :) Czasem tylko maluszka kopie mnie po ranie (np.przy karmieniu), więc wtedy przypominam sobie jak przyszła na świat 😉 Sama jestem w szoku, że tak dobrze zniosłam cięcie, czego i Tobie życzę!

    Nieustannie trzymam za Ciebie, za Was kciuki i jestem pewna, że wszystko będzie dobrze, nawet jeśli jeszcze zmienisz zdanie co do formy porodu. I oczywiście czekam niecierpliwie na radosne wieści o narodzinach Twojego synka :)
    Pozdrawiam razem z Nineczką.

    1. Cześć, Borówko! Cieszę się, że zajrzałaś i dziękuję za pokrzepiające słowa i zrozumienie. Właśnie byłam ciekawa, co poszło nie tak podczas porodu, ale nie śmiałam Cię ciągnąć za język u Izy. Najważniejsze, że jesteście z Nineczką całe i zdrowe. Decyzji odnośnie CC już nie zmienię. Też tak to sobie wyobrażam, że gdy już dostanę synka w ramiona, to zapomnę o bólu. Ściskam Was serdecznie i zazdroszczę, że już możesz tulić swoją dziewczynkę, ale jeszcze troszkę i dołączymy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *