Refleksje świeżo upieczonej matki

Przyznaję się. Nie za bardzo wierzyłam w to, że życie po narodzinach dziecka wywraca się aż tak do góry nogami. To znaczy może i wierzyłam, ale jakoś nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić, że i nas będzie to dotyczyć. Wiadomo, my to się zorganizujemy i w ogóle od razu będziemy funkcjonować w doskonałej symbiozie. O tak… Gdy byłam w ciąży, zdecydowanie chętniej słuchałam i utożsamiałam się z tymi, którzy mówili, że taki niemowlak to głównie je i śpi. Wojtuś może przez trzy dni jadł i spał, no i robił kupy i siku, rzecz jasna. Mniej więcej czwartego dnia wieczorem dał koncert swoich wokalnych możliwości, wprowadzając w stan przerażenia nieopierzonych rodziców. Po kilku tego rodzaju epizodach oswoiliśmy się nieco z marudnym zawodzeniem i przestaliśmy upatrywać w nim nie wiadomo jakich dolegliwości, wymagających natychmiastowego wzywania karetki.

Po porodzie znajome matki mówiły, że z każdym dniem będzie łatwiej i że wszystko nam się wkrótce ułoży. A ja mam wrażenie, że im dalej w las, tym więcej wyzwań. Jak się już uporamy z jednym, to na horyzoncie pojawia się następne. Ale trzeba przyznać, że rozumiemy się coraz lepiej. Już wiem, że jak się Wojciech głodny budzi, to trzeba go pędem przystawiać do cyca, a nie bawić się w zmienianie pieluchy (a wdychaj sobie matka te zapaszki). Rozpoznaję płacz głodomorski, płacz maruderski, alarm pełna pielucha i wreszcie ten najgorszy − płacz kolkowy. Temu ostatniemu ani trochę się nie dziwę, ale robimy co możemy, by dziecku ulżyć, i chyba jest nieznaczna poprawa. Zasadniczo tendencja jest taka, że synu mój ma coraz krótsze drzemki i coraz więcej czasu spędzałby na rączkach u mamy lub taty, no i oczywiście przy cycu. A rodzice posłusznie starają się sprostać wszystkim wymaganiom dziecka. Życie jak w Madrycie.

Wczoraj w przerwie pomiędzy jednym epizodem marudzenia Wojcieszka a drugim zadzwoniła do mnie koleżanka, o której pisałam, że razem chodziłyśmy w ciąży z chłopakami. No i mówi mi, że jej dziecko jest idealne, śpi 22 godziny na dobę, nawet nie wybudza go na karmienie, bo ono je z zamkniętymi oczkami. (M. zapytał, czy chociaż kupę robi, ha, ha). A w ogóle to pojechała sobie ostatnio na trzy godziny do centrum handlowego, podczas gdy ja wyrwałam się może ze trzy razy z chałupy, w tym dwa do osiedlowego spożywczaka a raz do Biedry. Ale moje dziecię zostało wyposażone w jakiś radar, dzięki któremu wyczuwa, że matka szykuje się do wyjścia i wtedy albo jest nagle znowu bardzo głodne, albo wcale nie zamierza spać. Także numer koleżanki wpisuję tymczasem na czarną listę i przez najbliższe tygodnie nie odbieram (żarcik).

Ale wiecie co? Ja tam wolę naszego Wojciecha szoguna. Nie zamieniłabym go za nic na najbardziej spokojne i idealne dziecko. Zresztą on jest idealny. I nawet zdarzają mu się od czasu do czasu dni, które w większości przesypia. Najczęściej, gdy przyjeżdża babcia (cóż, wie wnusio, jak się zaprezentować od jak najlepszej strony). No i wtedy oczywiście matka się martwi i zastanawia, czy nic dziecku nie dolega i zagląda do niego co trochę stęskniona, by sobie popatrzeć i podelektować się widokiem swojego synka. Wymarzonego!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

28 thoughts on “Refleksje świeżo upieczonej matki

  1. „To znaczy może i wierzyłam, ale jakoś nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić, że i nas będzie to dotyczyć. Wiadomo, my to się zorganizujemy i w ogóle od razu będziemy funkcjonować w doskonałej symbiozie” – Malwa tuż to cytat z mojej głowy! Ja nawet czytając takie opisy jak Twój dalej święcie w to wierze, że zorganizujemy się perfekcyjnie 😀
    Chociaż może to jednak natura stworzyła taki system obronny co by ludzi jeszcze bardziej nie stresować. Sam poród i to czekanie jest dość stresujące, więc miło sobie wyobrażać życie z Maluchem w samych różowych barwach i z tęczą za oknem.

    1. Marta, a może Wasza Dziewczynka będzie jak synek mojej koleżanki? Kto wie. Może i masz rację, że to taki sprytny plan natury :) Ale jak sobie przypomnę, ile miałam wolnego czasu w ciąży… I jak go czasami marnotrawiłam. Za to teraz nie ma chwili na nudę i to mi się podoba :)

  2. Ojej jak ja Cię rozumiem…nie wierzyłam jeszcze niedawno, że będę mogła to napisać. Nasz mały je i śpi, ale i krzyczy. Już mi się zaniósł raz przy kąpieli. Masakra. Łażę do niego jak śpi, żeby popatrzeć, jest taki piękny…jeszcze nie mamy kolek, bo to po 4 tygodniu dopiero, ale już się tego boję.

    1. Mnie też bardzo stresuje, jak Wojtek robi się bordowy od wrzasku i prawie się zanosi. Zawsze wtedy dmucham mu w twarz. A Wasz synek lubi kąpiele? Bo nasz choć spod znaku Ryby to nie za bardzo. Może ze dwa razy się zdarzyło, że nie marudził. Ech, te kolki. Na szczęście to przejściowe. Może Was ominą, a jak nie, to wszystko do przeżycia. No i są sposoby, by choć trochę je złagodzić. Buziaki!

  3. Między wierszami czytam, że mimo tego przewrotu życia do góry nogami, mimo tych płaczów, kolek, marudzeń, drobnych rodzicielskich nieporadności, jesteś z tym wszystkim najszczęśliwsza na świecie. Ale wyjść z domu bez dziecka? Póki co w mojej wyobraźni jest to w okolicach 18 roku życia maleństwa 😀
    W pełni wiosenne uściski ślę! Aha, i dziękuję za linię prostą :-))

    1. Zdecydowanie czuję się szczęśliwa i nie tęsknię za życiem we dwoje. Ale mam nadzieję, że za jakiś czas uda nam się złapać rytm dnia i będę mogła zaplanować choćby wyjście do fryzjera. Teraz wydaje mi się to nierealne. Ściskamy!

  4. To ja jestem wyrodna matka bo potrafię bez dziecka na spacer do sklepu iść i nawet do pracy wróciłam gdy mała jeszcze nie miała 7 miesięcy skończonych.
    To prawda, że życie się wywraca, ale człowiek już nie chciałby wracać do tego bez tego malucha :)
    I dziękuję wszystkim świętością, że nas kolki ominęły :)

    1. A jeszcze tak niedawno tego macierzyńskiego było zaledwie 3 miesiące. 7 miesięcy na powrót do pracy wydaje mi się OK, ale z takim trzymiesięcznym maluchem to ciężko się rozstać. A w weekend udało mi się wyskoczyć na ciuchowe zakupy, także jest sukces :) Jesteście szczęściarzami, że Was te kolki ominęły, bo jednak większość dzieci na nie cierpi, a to jest bardzo nieprzyjemne dla obu stron. Na szczęście można choć trochę złagodzić różnymi sposobami.

  5. Malwuś, pięknie wyglądasz, aż trudno uwierzyć, że dopiero co urodziłaś :)
    A mi właśnie trudno jest uwierzyć, gdy ktoś mówi, że jego dziecko jest idealne, śpi, nie płacze itd 😉 bardzo często zajmowałam się moimi siostrzenicami, gdy były malutkie a siostra musiała pojechać do pracy, więc znam raczej tę gorszą stronę naiemowlaka; znowu starsze dziecko tak do 5-6r.ż.to wiecznie ma się na ogonie; ) i naprawdę czasami jest ciężko samemu iść do łazienki; )
    Całusy dla Wojcieszka; *

    1. Marysiu, dziękuję za komplement, ale wierz mi, że daleko mi do formy sprzed ciąży. Ale wszystko w swoim czasie :) I cieszę się, że napisałaś o tych dzieciach. Szczerze, to mnie też jest trudno sobie wyobrazić, że są takie idealne dzieci. Synek mojej koleżanki jest trochę młodszy od Wojtka, więc myślę, że wszystko przed nimi 😉 My też ślemy całusy!

    1. Myślę, że koleżanka nie koloryzowała zanadto, tylko po prostu jeszcze wszystko przed nimi :) A z tymi urokami powoli się oswajam i uczę funkcjonować w tej nowej rzeczywistości, gdzie nie wszystko da się zaplanować.

  6. A co do ideałów, pisałam Ci Malwusia o tym ostatnio, że ich nie ma. Ale, to że są, mamy ich, sprawia, że w naszych oczach stają się idealni. :) W rozmowach ze znajomymi – ich dzieci bezproblemowe (jak wiesz kolki nas ominęły i czytając Wasze i nie tylko Wasze brzuszkowe „przygody” jestem wdzięczna za tę niewiedzę o jaki płacz chodzi): co? problemy z karmieniem piersią?, jak? to on NIE ŚPI w dzień?!, jak to nosicie go….? ble ble ble a po czasie przypominają sobie o zmęczeniu materiału, nieprzespanych nocach, bólach brzuszka itp Ech
    Najbardziej nie lubię porównywania…no bo czym/kim jest skala? I od którego momentu porównujemy, a gdzie kończymy? I po co, w ogóle? :)
    Malwuś, brawo! dla Twoich wyjść. Do tej pory byłam 2 razy u fryzjera, z czego jeden, a dokładniej jedna przyjmuje na salonach 3 minuty drogi od naszego bloku, oraz 2 razy w biedruli. :) Nazywam to dalekimi wyjściami, na godzinę, dwie 😀 Pozostałe z Buldoziem i do stokrotki, czyli osiedlowe wyjścia …max 40 minut.

    Jesteś świetną Mamą. Lubię opisy Waszej nowej rzeczywistości.
    Uściski :)*

    1. Śliweczko, no masz rację, że trudno przy dzieciach odnieść się do jednej obowiązującej skali. Dla nas są wyjątkowe i idealne :) Ta moja koleżanka bardzo nie wstrzeliła się w moment z tymi wieściami, bo akurat byłam strasznie zmęczona, a Wojtek miał dzień marudera, ale jej dzidziuś jest ponad dwa tygodnie młodszy od naszego i jestem pewna, że się jeszcze uaktywni :) Odnośnie tych wyjść, to teraz najbardziej cieszą mnie i właściwie satysfakcjonują spacery z Wojtkiem. Tyle o nich marzyłam… Ale przed świętami do fryzjera chętnie bym poszła, jednak wydaje mi się to nierealne, bo ja też jak wyjdę, to tak do godziny. Uroki karmienia piersią na żądanie :) Za to składam dzięki za możliwość robienia zakupów online. Buziaki!

      1. Malwuś, racja. Czasem jestem przeczulona. Niepotrzebne to.
        A za fryzjerskiego, mimo wszystko trzymam kciuki. :) Ja idę dopiero na początku maja. I znowu zrobię granny, która się spłucze po 2 tygodniach. Ale ja tak lubię szarości i popiele na włosach! Nie poradzę.

        Uściski :)

  7. Malwa może to te dzieciaczki z 2017, bo moja królewna coś bardzo do Wojtusia podobna 😉 A jak przyjadą goście, to anioł nie dziecko 😇
    I nas też jak już coś opanujemy to pojawia się nowy kłopot i tak w kółko…
    Gdzieś przeczytałam, że jeżeli Twoje dziecko przesypia noce, nie płacze i w ogóle jest cudownie grzeczne to najpewniej jesteś jego babcią 😉 Więc też myślę, że koleżanka coś kręci albo opowiada o bobasie to co mówi jej mama 😛

    1. Co za ulga, że nie tylko ja mam takiego gagatka 😉 A z tymi babciami to coś jest na rzeczy. W tym tygodniu była moja mama i to był jedyny spokojny dzień, ale ledwie zamknęły się za nią drzwi i już zaczęło się marudzonko :) Borówko, a jak tam kolki? Przeszły?

      1. Odpukać, ale jest ich coraz mniej i coraz słabsze.
        A jak u Was?
        My generalnie próbowaliśmy wszystkiego i nic nie pomagało w 100%, nawet słynne niemieckie krople sab simplex. Generalnie polecam jeszcze rurki doodbytnicze, pomagają odgazować dzidzię.

        U nas niestety kolejny problem, maluszka ma wzmożone napięcie mięśniowe i nadwrażliwości na bodźce, zaczęliśmy rehabilitację, mam nadzieję, że szybko uda się ją wyćwiczyć.
        Zerkajcie na Wojtka, bo to częste powikłanie po cc.

        1. Ja mam nadzieję, że apogeum kolkowe mamy już za sobą, na szczęście leki, które dostaliśmy od pediatry i różne środki zaradcze chyba złagodziły ich przebieg, choć kilka wieczorów było naprawdę ciężkich. Za to na tapecie problemy skórne, rozbieżne diagnozy i w związku z tym u mnie ciągły stres, jeśli chodzi o dietę. To napięcie mięśniowe mam na uwadze i przyglądam się Wojtkowi. A u Was kto zauważył, że konieczna jest rehabilitacja i na jakim etapie? Bo do pewnego momentu to wzmożone napięcie jest ponoć naturalne…

  8. Mój pierworodny, tak jak zapowiadałam całą ciążę , że będzie spał bo kocha już mamusię, która spałaby przed ciążą i w jej trakcie 24h na dobę. I urodził się śpioch. Serio, W ciągu dnia był grzeczny i miał swoje 4 drzemki po około 1-1.5h. Na noc, zasypiał o 22 i wstawał o 7-8. Później nawet dłużej bo do 9-10. Martwiłam się nawet, że może za długo i za często w dzień ale uspokojono mnie, że widocznie tak potrzebuję i to na pewno ma po rodzicielce 😉 I tak sielanka trwała do 8 miesiąca. Od 2 miesięcy, Kacper diabeł wcielony ( ur. 06.06.2016- samo mówi przez się :) ) w ciągu dnia śpi 30 minut, no jak jest deszczowy dzień to godzinę, w nocy w dalszym ciągu 12h, ale co godzinę popłakuje, i zasypia tylko i wyłącznie na moich rękach. I codziennie, gdy odłożę go do łóżeczka nie mija 30 minut jak budzi się z ogromnym, przeraźliwym płaczem. Także ten, sielankowo jest tylko do pewnego czasu, lub na odwrót. 😉

    1. Moja Droga, ciesz się, przynajmniej przez te osiem miesięcy się wyspałaś 😉 Ja to już wpadłam w taki rytm, że jak Wojtek nie obudzi się w nocy przez 3 godziny, to sama się budzę :) Ostatnio mieliśmy kilka takich dni jak opisujesz: 30 minut drzemki na regenerację i hulajdusza, na szczęście od tego tygodnia ma z jedną 1,5-godzinną drzemkę i mam nadzieję, że tak zostanie. Cóż, można się przyzwyczaić do wszystkiego, a matki to już w ogóle mają tę moc, więc jakoś zaczęłam się odnajdywać w tym nowym, szalonym rytmie dnia.

  9. Nasz Bąbel ma już prawie 3 lata – a ja nadal mam wrażenie, że „im dalej w las, tym więcej drzew” 😉 Jedne problemy znikają, inne się pojawiają – i generalnie wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. My od pierwszych wspólnych dni mieliśmy niezłą jazdę z Młodym – a i tak panie z domu dziecka twierdziły, że w ciągu tych trzech miesięcy spędzonych przez niego w placówce udało się go trochę „ogarnąć” i wyciszyć. Więc w takim razie nie wyobrażam sobie, jaki musiał być wcześniej – bo u nas darł się wniebogłosy dzień i noc 😉 Dzieci są bardzo różne, ale podobnie jak dorosłym daleko im do ideału 😉 Mimo to są najukochańsze na świecie! :)

    1. Ja już doszłam do siebie po tym początkowym szoku i nauczyłam się funkcjonować bez tworzenia planów na każdy dzień, choć czasami muszę jeszcze z samą sobą trochę powalczyć 😉 A Wy mieliście niezłą przeprawę z Bąblem. Czasami czytam, że niektóre dzieciaczki tak dają rodzicom popalić i wtedy naprawdę stwierdzam, że nie mogę narzekać. Taki nieutulony płacz dziecka to chyba jedno z najtrudniejszych doświadczeń dla rodziców na początku. Zdecydowanie wolę nocne pobudki na karmienie, noszenie, usypianie na sobie i marudzonko. Masz rację, dzieci są różne, tak jak my. Jak się o tym pamięta, to łatwiej się w tym wszystkim odnaleźć.
      PS
      Nie wiem, skąd mi się wzięło, że im dalej w las, tym ciemniej. Jestem mistrzynią bezwiednego przerabiania przysłów i związków frazeologicznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *