Spacery po dzielni

Ostatnio naszło mnie na wspominki i zapragnęłam zajrzeć do moich dawnych wpisów z początków macierzyństwa, a nawet z okresu ciąży. Przy niektórych zakręciła się łezka w oku, przy innych uśmiałam się w duchu, ale przede wszystkim utwierdziłam się w przekonaniu, że lubię ten mój blogowy pamiętnik i nie jestem gotowa na rozstanie z tym wirtualnym światem. Tyle cennych chwil poszłoby w zapomnienie, gdyby nie to miejsce. Tylko z czasem na pisanie bardzo krucho, jako że Wojciech to żywe srebro. Te dwie godzinki wieczorem, które mam dla siebie pomiędzy jedną a drugą pobudką, mijają niepostrzeżenie. Ale dzisiaj to już muszę Wam o czymś napisać. Mianowicie po raz pierwszy od kiedy mam Wojtka, doświadczyłam tego, że ktoś zupełnie obcy postanowił mnie pouczyć, co jest najlepsze dla mojego dziecka.

Jak co dzień koło południa wyszliśmy sobie z Wojtkiem na spacer, to znaczy ja szłam, a Wojtuś był wieziony przeze mnie w spacerówce. Podążaliśmy osiedlową uliczką w stronę warzywniaka, kiedy z daleka dostrzegłam kobiecą postać w lisiej czapie, z rozwianym włosem i papieroskiem w dłoni. Gdy się mijałyśmy, kobieca postać zagadnęła do mnie z troską:

− Proszę Pani, psycholodzy się w radiu wypowiadają, że nie można wozić dziecka tyłem do siebie, że dziecko musi widzieć mamę, by czuć się bezpiecznie…

A ja myślałam, że o drogę będzie mnie pytać. W tym momencie przerwałam i może niezbyt błyskotliwie, ale kulturalnie, odpowiedziałam, że najlepiej, by każdy był ekspertem od własnego dziecka. I poszliśmy sobie z Wojtkiem dalej. Poniewczasie żałowałam, że nie powiedziałam czegoś na temat konsekwencji palenia papierosów, ale jak zawsze w takich sytuacjach lotne riposty przychodzą do głowy, gdy już na nie za późno.

Przyznam, że ani trochę nie przejęłam się tym, co owa pani miała mi do powiedzenia i podeszłam do całej sytuacji ze śmiechem. Niestety, to takie nagminne, że każdy czuje się specjalistą w dziedzinie wychowywania czyichś dzieci i rości sobie prawo do tego, by bez ogródek zaczepić młodą matkę na ulicy i ją skrytykować. Ja też mam swoje zdanie na różne tematy, ale nie odważyłabym się zaczepić kogoś na przykład na przystanku i powiedzieć mu, żeby nosił czapkę, bo się przeziębi.

Ale jest i druga strona medalu. Kiedyś, gdy nie mieliśmy jeszcze dzieci z M., to zdarzało nam się krytycznie oceniać między sobą zachowania napotykanych w różnych sytuacjach rodziców. Od kiedy mamy pod swoimi skrzydłami dość charakternego osobnika, to zdecydowanie spuściliśmy z tonu. Jakiś czas temu postanowiliśmy się wybrać z Wojtusiem na burgery do restauracji. Sobota koło południa, poza nami może z jedna para, ale Wojtkowi się nie podobało. Zamiast zjeść na spokojnie te burgery, to najpierw w biegu jadłam ja, a ojciec nosił i zabawiał marudzącego Wojtusia, a potem zamiana. I wtedy przypomnieliśmy sobie, jak to wracając z wypadu w góry, podczas którego usilnie staraliśmy się o naszego synka, w jednej z popularnych pizzerii obserwowaliśmy parę z dzieckiem. Oni jedli pizzę, a niemowlę siedziało w krzesełku i patrzyło w ekran postawionego przed nim smartfona, na którym migała jakaś bajka. Byliśmy zniesmaczeni, że jak tak można i my to byśmy tak nie zrobili. Oczywiście te uwagi wymieniliśmy między sobą. No fakt, nie robimy tak, ale mimo wszystko mam dla tych rodziców wiele zrozumienia.

wojtekaJeszcze słówko o naszych spacerach. Jak pewnie dobrze pamiętacie, Wojtek nie pałał miłością do wózka. Polubił go, dopiero gdy zaczęliśmy jeździć w spacerówce z siedziskiem przodem do kierunku jazdy.

25 thoughts on “Spacery po dzielni

  1. Ludzie lubią pouczać i być „ekspertami” 😉 Ja taki uwagi jednym uchem wpuszczam a drugim wypuszczam.
    A chłopakowi nie ma co się dziwić 😉 Fajniej na pewno jest jechać i wszystko widzieć.

    1. Mam podobne nastawienie do tego rodzaju uwag, a ostatnimi czasy to jest jakaś plaga z tym wściubianiem nosa w nie swoje sprawy. I ja Wojtkowi się nie dziwię, że lubi tak jeździć :)

  2. Ja nie znoszę jeździć tyłem do kierunku jazdy i nie mówię o spacerówce😂
    Ciocia dobra rada zastanowiłby się nad obdzieranie mi że skóry zwierząt,żeby jej było ciepło w czerep gdzie hula wiatr!

    1. Ja też nie znoszę jeździć tyłem. Mam chorobę lokomocyjną. Myślę, że ta czapa nie była z prawdziwego lisiego futra tylko ze sztucznego.

  3. Jak dobrze, że jesteś! Muszę przyznać, że ja, jako pedagożka z wykształcenia, na pewne rzeczy nie mogę się zgodzić, np. na te smartfony, choć wiele jeszcze zależy od wieku dziecka. Poniżej 2 lat – no way :)
    Ale to nie znaczy, że robię wykłady czy choćby uwagi rodzicom w przestrzeń publicznej. Natomiast sama otrzymuje uwagi :) Mój egzemplarz wyjątkowo nie lubi, gdy mu za ciepło, a generalnie jest mu ciepło, gdy ja osobiście założyłabym jeszcze dwa swetry. Ostatnio w autobusie dał popis (musiałam mu założyć poliestrowy kombinezon, bo wyrósł z bawełniabego). Najpierw starsza pani proponowała pomasować mu brzuszek, bo to na pewno gazy. Była miła, więc miło odpowiedziałam. Ale potem jakaś jędza wkłada głowę do wozka i mówi: co, płaczesz, bo ci zimno? Mało brakowało, a bym jej język pokazała :)
    No co zrobić, taki nasz los.
    A wam życzymy miłych spacerów w wózku, przodem do kierunku jazdy :)))

    1. Mnie też niektóre zachowania rażą i nie raz mnie korci, by zwrócić uwagę, pouczyć, ale jednak tego nie robię. Jedyna sytuacja, w jakiej mam nadzieję, że bym się odważyła zareagować, to gdy ktoś używałby przemocy względem dziecka. A tego nurkowania do wózka nie znosiłam, choć my i tak za dużo czasu nie spędziliśmy w gondoli 😉 Ja jeszcze nigdy nie odważyłam się na jazdę komunikacją miejską z Wojtkiem. Wcześniej wiem, że by mu się nie spodobało, ale teraz jest już na pewno gotów na taką przygodę. Musimy się gdzieś wybrać :)

      1. Haha, my nie mamy z K. praw jazdy ani tym bardziej auta, więc poruszamy się tylko komunikacją miejską od pierwszego tygodnia życia.
        Mam nadzieję, że da nam to dużo odporności na najbliższe lata!

        1. Na pewno! A przy tym Witek będzie zahartowany społecznie :) Na Twoim przykładzie widać, że chcieć, to móc i nie trzeba się zaszywać w domu.

  4. Jesteś 😊a wczoraj właśnie myślałam, że pewnie roczek Wojtka już szykujesz i dlatego zniknęłaś😊a tak poważnie, to brakowało mi Twoich wpisów. A te rady to wiesz, o kant doopy rozbić. Ostatnio w banku dziewczyna wypytała mnie o wszystko, i na końcu każdego mojego zdania dorzucała swoje „zobaczy Pani, później będzie jeszcze gorzej”. Każdego. A na końcu dodała, i to już mnie całkiem rozwaliło, „wiem, bo córka mojej koleżanki tak ma, bo ja to nie mam jeszcze dzieci”…

    1. A wiesz, że przygotowania do roczku są w toku. Martwię się tylko, żeby wszyscy byli zdrowi i dotarli na imprezę. Niestety bierze nas jakieś przeziębienie.
      O to, to. Nie ma jak dobre rady ze strony bezdzietnych. Najgorsze, że sama kiedyś byłam taką bezdzietną, która chętnie by podoradzała, dysponując jedynie teoretyczną wiedzą, ale posiadanie dziecka zdecydowanie weryfikuje nasz pogląd na różne kwestie i człowiek nabiera pokory.

  5. Powoli zaczynam się przyzwyczajać do takich sytuacji 😉 gdy teściowa zagląda mi co chwilę w talerz,bo ja za ” chuda jestem i głodzę dziecko w brzuchu” a o innych mądrosciach co i jak powinnam nie wspomnę😉😂 teraz zagryzam zęby, ale jak pojawi się dziecko będę gryźć😂

    1. Uodparniaj się, bo jak maleństwo będzie na świecie to dopiero się zacznie. Ja toczę z moją mamą wieczny spór o to, jak Wojtek powinien być ubrany na spacer. Moja mama zawsze twierdzi, że za lekko, choć w mojej opinii i tak jest najcieplej ubrany na dzielni. Czasem stawiam na swoim, a innym razem odpuszczam dla świętego spokoju.

  6. Ciesze sie ze wrocilas :) Mam nadzieje ze urlop od bloga sie udal 😉
    Pyza na spacerach juz smiga az czasem za nia nadazyc nie mozna, ale spacerowka jeszcze nam towazyszy jakby ksiezniczka sie zmeczyla 😉
    Wracajac do czasow przedPyzowych to pytano mnie o porady co ja bym zrobila w takiej a takiej sytuacji, zawsze odpowiadalam na pytania, ale zaznaczalam ze to moje zdanie a ty zrobisz jak uwazasz. Musze sie jednak przyznac, ze do tej pory gdy widze rodzicow z malenstwem bez czapy i z golymi stopkami (chartowanie dziecka) to bym im w leb strzelila!

    1. Wiesz, to był taki urlop z konieczności 😉 Marzy mi się wyjazdowy.
      Ja chyba też bym nie zniosła tego widoku gołych stópek, ale to raczej typowe dla UK. Ja z tych co mają problem z rozebraniem dziecka 😉
      Buziolki dla Pyzy! Ja już teraz za Wojtkiem nie nadążam, potem chyba zainwestuję w smycz.

  7. Jak dobrze, że jesteś. Czytałam już kilka dni temu, ale nie miałam kiedy napisać, bo u nas się dzieje aż za dużo. Nela nawet zafundowała nam zwiedzanie pediatrycznej izby przyjęć. Na szczęście skończyło się tylko na strachu.
    Takie ciocie dobra rada są najgorsze. Miałam okazje kilkukrotnie usłyszeć w lecie, że dziecko mi się rozchoruje bo nie ma czapeczki, w chuście jej pewnie nie wygodnie i na bank mi wypadnie, i kilka takich. Najlepszy był dziadek w biedronce który kazał pilnować mi dziecka bo źli mężczyźni z „tych” krajów ( w domyśle miał muzułmanów) porywają dziewczynki.
    Uściski dla Was!

    1. O jeny, to ciekawa jestem, co Wam się przytrafiło. Całe szczęście, że nic poważnego. My niestety też mieliśmy wątpliwą przyjemność bywania na dziecięcych oddziałach szpitalnych…
      Ja byłam przekonana, że chusty i nosidła są publicznie oswojone, ale jednak wzbudzają niemałą sensację. Za każdym razem, gdy wyjdę tak z Wojtkiem, to zwracamy na siebie uwagę, no i oczywiście też troskliwe pytania, czy mi dziecko nie wypadnie. Jak widać, to jednak wciąż nowość :) A dziadek przebił wszystko. Uznał, że Nela taka ładna, to trzeba pilnować. Uściski!

  8. Dobrze ze wróciłas do nas😀
    Niestety matki są narażone na wieczna krytykę i słuchanie „dobrych” rad. Prym wiedzie moja teściowa u jej szalik… Tak tak szalik… Ubieram Julce specjalny golf na to kurtka/kombinezon i na to polarowa chusta taka że na żepa się zapinana z tyłu… Ona ze dziecko bez szalika I wogole jak to tak można.. W końcu wyjela z szafy swój szalik i owinela nim moja córkę.. Oczywiście szalik ściągnęlam. Raz ustąpie I będzie tak ciągle.. Dodam że tu gdzie mieszkamy najzimniej to jest plus 5😁.
    Ja mam zły czas teraz.. Moje niewyspanie odbija się na wszystkich. Julce idą gorne zęby.. Od miesiąc… Budzi się I musi na ręce i zasypia.. I tak w koło.
    Już nie pamiętam kiedy dłużej spałam.

    1. No to rzeczywiście teściowa przesadziła. Moja koleżanka ostatnio spędziła z synkiem tydzień u rodziców i też na każdym kroku słuchała porad mamy, a jej mama z kolei wymyśliła m.in., by wnuczek (w marcu roczniak) chodził po domu w czapeczce, bo przeciąg od kominka. Także nie jesteśmy same, choć moja teściowa zanadto się nie wtrąca, raczej mama, ale do zniesienia. No i muszę przyznać, że z perspektywy w niektórych kwestiach się z niązgadzam.
      U nas taki trudny czas zaczął się ok. 8 miesiąca. Wojtek co chwilę się budził. Nawet trudno mi było prysznic wziąć wieczorem. Trwało to z miesiąc i chyba było związane z zębami, ale byłam wykończona fizycznie i psychika też mi siadła. Teraz nocki i wieczory też bywają różne, ale śpi ze mną, więc karmię go na śpiocha. Aż się boję, co nas czeka, jak zaczną wyłazić kolejne zęby, bo od grudnia mamy tylko dwa. Mam nadzieję, że Julka niedługo da Ci się wyspać.

  9. Chyba przez tę zbieżność z moim synkiem , Twojego Wojtusia darzę dużą sympatią i chętnie czytam Wasze posty.
    Pozdrawiam serdecznie. No! Śpiący Królewicz jak z bajki!

    1. Miło mi bardzo! Ja też z przyjemnością czytam o Twoim Wojtusiu. No ma chłopiec wyobraźnię i pomysły :))) Pozdrawiamy również!

  10. Taaa, skąd ja to znam 😉 Każdy jest największym specjalistą od dzieci – dopóki sam nie zostanie rodzicem 😉 Sama też czasami komentowałam i krytykowałam kobiet, które nie do końca radziły sobie ze swoimi dziećmi – a teraz siedzę cicho i pokornie, bo sama do nich należę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *