Trzeciotrymestrowe strachy

Nie ma łatwo ze mną to moje dziecię. Chciałabym, żeby ciągle fikało, kopało, wierciło się, a przecież i jemu może się zdarzyć leniwy dzień. Wtedy matka wpada w panikę. Objada się słodyczami, kładzie na lewym boku i w napięciu czeka na ruchy, a potem odlicza do dziesięciu. Jest dziesięć. Uff. Zaliczone. Ale jakieś takie słabe, wczoraj były mocniejsze. Może coś mu nie pasuje, może się pozakręcał w pępowinę, może coś z moim ciśnieniem nie tak… I już przypomina mi się tamta noc. I zanoszę się płaczem, bo wiem, że drugi raz bym tego nie przeżyła. Do mamy nie zadzwonię. Ani do babci. Nie chcę ich martwić. Może do męża? Ale jest w pracy, nie będzie za bardzo jak porozmawiać. Jeszcze nikomu nie powiedział o tym, że jestem w ciąży. Ale właściwie po co do niego dzwonić? Przecież policzyłam ruchy. Jest dobrze. Idę na spacer.

Taki ciężki dzień, wypełniony obawami i stresem, z którymi nie byłam w stanie sobie poradzić, zdarzył mi się przed świętami, niedługo po tym, jak na ciążowym zegarze wybił trzeci trymestr. Od tamtej pory nie powtórzył się podobny kryzys, ale wiem, że przede mną najtrudniejsze emocjonalnie tygodnie. Potwornie boję się samej końcówki. Najchętniej przespałabym ten czas i obudziła się tuż po cesarskim cięciu z synkiem w ramionach.

Wczoraj byliśmy na wizycie u mojego lekarza prowadzącego. I ze mną i z naszym chłopczykiem wszystko w porządku. Szkoda tylko, że szpital, w którym pracuje mój lekarz, nie ma obecnie kontraktu z NFZ. Zastanawiamy się, czy nie wykonać tam cesarki komercyjnie. Koszt: 5500 zł. Mamy jeszcze trochę czasu, by zdecydować. Doktor zasugerował, bym na wszelki wypadek postarała się o zaświadczenie od psychiatry ze wskazaniem do porodu przez cesarskie cięcie. Myślę, że w mojej sytuacji nie będzie z tym problemu, a i nasz „rodzinny” psychiatra pewnie ucieszy się, gdy go odwiedzę z takim dużym brzuchem. Martwi mnie tylko ewentualny termin wykonania planowego cięcia − 39 tydzień ciąży. Nie wiem, czy psychicznie dam radę wytrwać do tego czasu. Z drugiej strony nie chcę synka wyciągać za wcześnie, gdy nie będzie jeszcze na to gotowy. Myślałam o 38 tygodniu, ale nie wszystko ode mnie zależy. Na razie jedyne, co mogę zrobić, to uzbroić się w cierpliwość i ze wszystkich sił starać się zachować spokój. Powoli uczę się funkcjonować w tej trzeciotrymestrowej rzeczywistości.

W nowy rok wkraczam pełna nadziei, że będzie dobrze. Nie zamierzamy  witać go z pompą, a w domowych pieleszach, oglądając filmy, zajadając się różnymi smakowitościami i zachwycając się moim podskakującym brzuchem, a właściwie maleństwem, które w nim bryka. Najlepiej.

bycie-w-ciazyŹródło

Zapisz

Zapisz

26 thoughts on “Trzeciotrymestrowe strachy

  1. Tym razem będzie inaczej. Będzie dobrze. To, co wydarzyło się wtedy, TERAZ na pewno Was ominie. Maluch jest zdrowy, silny i wszystko będzie dobrze-ja również w to wierzę, chociaż doskonale rozumiem Twoje strachy. Dla mnie ciąża na pewno będzie wyzwaniem, bo jestem taką małą „panikarą” ; ) i gdyby była taka możliwość cały czas byłabym podłączona pod ktg 😂 w najgorszych chwilach sięgam po dobrą książkę, w której zatracam się totalnie – to mój sposób na stres i wyrzucenie złych myśli. Zawsze pomaga :)

    1. Marysiu, mój mąż też mówi, że najlepiej bym się czuła, mając taki monitorek dołączony do brzucha, na którym cały czas podglądałabym, co robi Młody. To by była dopiero ciąża pod nadzorem :)

  2. Na pewno Ci ciezko, ale to co sie Wam przydarzylo, na pewno sie nie powtorzy, urodzisz zdrowego, silnego, pieknego synka i za to najmocniej jak potrafie zaciskam kciuki:*Za Wasze radosne spotkanie:)

    1. Dziękuję Ci bardzo za te mocne kciuki i dobre myśli. Ja też czekam na Wasze radosne spotkanie i mam nadzieję, że już niedługo zadzwoni telefon.

  3. Oj jak ja cię rozumiem. U mnie też Młoda robiła sobie od czasu do czasu leniwe dni doprowadzając tym matkę do szaleństwa. Będzie dobrze, zobaczysz :)

    1. Wiem, że stres to najgorsze, co funduję Młodemu, ale czasem jest to silniejsze i ciężko nad tym zapanować. Mimo wszystkich złych doświadczeń jestem optymistką i wierzę w to, że będzie dobrze. Też przesyłam nawet podwójne uściski i to już prawie styczniowe :)

    1. Dziękuję :) Z wypoczynkiem nie będzie problemu, choć trochę spraw zostało jeszcze do ogarnięcia, a nad zachowaniem spokoju co dzień pracuję. Strasznie się dłuży ten trzeci trymestr.

  4. Z tą paniką to jakbym czytała o sobie…Dokładnie mam to samo, milion myśli, strach, objadanie się słodyczami i modlitwy o kopniaki. Chociaż moje dziecię jest bardzo aktywne, odkąd tylko poczułam pierwsze ruchy. Zresztą, ostatnio panikowałam z pępowiną, zadręczając Cię pytaniami…Wiem, że u Ciebie wiąże się to z inną historią, mnie tym strachem naznaczyła niepłodność i chyba zbyt duża świadomość zagrożeń. Myślałaś o detektorze tętna? Ja żałuję, że nie kupiłam, ile mniej siwych włosów było by na mojej głowie 😉 Teraz już za późno na takie zakupy, zaczęłyśmy z maluszką 40 tc, więc już tuż tuż…:)

    1. Borówko, ja właśnie tak zaglądam do Izy i sprawdzam, czy przypadkiem nie ma od Ciebie wieści z porodówki. Ale wszystko wskazuje na to, że będzie noworoczna panienka. I dobrze. Trzymam kciuki za Was i przesyłam ciepłe myśli :)

      Ja w pierwszej ciąży miałam w sobie wiele beztroski, nie wierzyłam, że coś może być nie tak, uznałam, że 3 lata starań już wystarczająco nas doświadczyło. A teraz właśnie ta świadomość zagrożeń jest bardzo przytłaczająca. Nad detektorem myślałam, ale miałam taki epizod w bodajże 17 tygodniu, że lekarz podczas wizyty nie mógł znaleźć tętna. I to mnie zniechęciło. Ale czasem jeszcze się zastanawiam, czy nie kupić. Mój synek też jest bardzo aktywny i że tak to ujmę zdyscyplinowany. Jestem za to bardzo wdzięczna, mimo że czasem nieźle zaboli :) Ten jeden dzień paniki był dla mnie taki przełomowy. Mam nadzieję, że się nie powtórzy. Jakoś to wszystko staram się sobie poukładać w głowie.

  5. Też przez to wszystko przechodzilam,momenty grozy kiedy po zjedzeniu czegoś słodkiego mała się nie ruszala. Lekarz wtedy mi zalecil picie wody z 3łyżkami miodu i cukrem:) Ale strach o dziecko będzie chyba już zawsze, już niedługo nadejdzie czas tego spotkania z Waszym synkiem i to będą najpiękniejsze chwile. Szczęśliwego Nowego Roku!:)

    1. Woda z trzema łyżkami miodu i cukrem toż to istna bomba kaloryczna. Musi działać :) Ja właśnie trochę boję się tego, że jak już synek się urodzi, to nadal będę tak o niego drżeć, bardziej niż to wskazane. Ale postaram się jakoś nad tym zapanować. Nie mogę się już doczekać tego spotkania, a tymczasem niech synek jeszcze zdrowo rośnie i się nigdzie nie wybiera. Dla Was też wszystkiego dobrego w nowym roku.

  6. Malwuś, jeszcze musisz przeżyć ten strach, ale dasz radę! Z Maluszkiem na pewno wszystko jest pięknie. T. czuwa. Korzystaj z ostatnich chwil jeszczeluzu:) ps. Jeśli chcesz, pożyczę ci detektor tętna. Pisz na maila. Usciski.

    1. Olga, kochana, dziękuję. Ja pamiętam, że już raz chciałaś pożyczyć ten detektor, ale na razie nie czuję takiej potrzeby. Jakoś ogarnęłam się psychicznie, a synek ruchliwy, więc tym bardziej jestem spokojna. Wbiłam sobie do głowy, że jest dobrze i będzie dobrze. Co do T., to zawsze mnie to rozczula, jak synek zaczyna fikać, akurat gdy odwiedzamy starszego braciszka na cmentarzu.

  7. W tym nowym roku życzę Ci przede wszystkim spokoju. Aż za dobrze wiem, że łatwo mówić trudniej zrobić. Ja cały czas pracuje nad tym aby się tyle nie martwić, nie stresować i generalnie wyluzować, bo dobrze wiem że stras maleństwu nie pomaga.
    Z tego co słyszałam to 39 tydzień na planowe cięcie to dość późno, ale jednak Wasz lekarz wie najlepiej kiedy będzie najlepszy czas. Mam nadzieję, że spokojnie dotrwasz do tego terminu i twój synek więcej nie będzie Cie straszył :) Ściskam gorąco!

    1. Marta, dziękuję. Teraz spokój u nas na wagę złota, więc odwzajemniam życzenia :) No właśnie ten 39 to taki wstępny termin i z tego co czytam na forach, to często właśnie tak tydzień przed terminem ustalają CC. Zobaczymy, ważne, by nie zaszkodzić synkowi, ale jeśli okaże się, że chwilę wcześniej będzie gotowy, to mam nadzieję, że lekarz nie będzie zwlekał.

    1. Po traumie, którą przeżyliśmy, jestem za bardzo zblokowana psychicznie, by rodzić naturalnie, a myślę, że psychika i odpowiednie nastawienie odgrywają bardzo istotną rolę przy porodzie. Boję się nieprzewidywalności SN. W tym momencie intuicyjnie czuję, że cesarka to dla nas najbezpieczniejsze rozwiązanie.

      1. Bardzo dobry kontakt masz ze swoją intuicją i trzeba jej sluchac. To nawet zdrowy rozsądek podpowiada. Mnie po takiej traumnie nawet siłą by do sn nie zmusili. Malwuś, Ania z Niepłodność w Krakowie po cesarce polecała jakieś specjalne i dobre plastry na blizne. Weź się zaopatrz…sutrikon czy jakoś tak.

        1. A wiesz, że swego czasu usłyszałam od psychoterapeuty, do którego chodziłam, że mam dobry kontakt ze swoją intuicją. Potraktowałam to jako komplement. Od razu wiadomo, czym się zawodowo parasz :) Coś mi się obiło o uszy, jeśli chodzi o te plastry, ale potem zapomniałam. Dzięki za cynk!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *