Tu i teraz

Dni sączą się wąską strużką, najwolniej od poniedziałku do środy, od czwartku po południu lecą już ciurkiem, aż do niedzieli. Siedzę w domu na zwolnieniu i rozmyślam. Dzień w dzień doszukuję się u siebie objawów. Macam piersi, czy aby na pewno nie bolą, ale nic z tego. Nie będę ukrywać, że trochę mnie to martwi. Przeczesałam oczywiście masę forów w poszukiwaniu pocieszających informacji na temat bezobjawowo i szczęśliwie przebiegających ciąż. Choć tak całkiem bezobjawowo to nie jest, bo każdego dnia odczuwam delikatne mdłości. W nich cała moja nadzieja. I jeszcze w zawrotach głowy. I w szybszym męczeniu się. Ale to wszystko. Podobnie było w ciąży z synkiem. Prawie żadnych dolegliwości aż do samego końca, ale piersi jednak na początku bolały. Uspokoiło mnie jednak to, co przeczytałam w amerykańskim poradniku dla ciężarnych „W oczekiwaniu na dziecko”, który pożyczyła mi swego czasu szwagierka. Napisano tam, że w kolejnej ciąży piersi mają już za sobą pewne doświadczenia z pierwszej i nie reagują tak silnie na zwiększone wydzielanie hormonów jak za pierwszym razem. Mąż się ze mnie śmieje, że ja to bym chciała, żeby mną po ścianach rzucało. Prawda jest taka, że na tym etapie ciąża wydaje się bardzo abstrakcyjna i taka nienamacalna. Kiedy dopadają mnie wątpliwości, wyciągam zdjęcie USG, na którym widać czarno na białym naszą Kropeczkę vel Kropka. Od ostatniego podglądu dziecię powinno już trochę podrosnąć, przynajmniej do rozmiarów groszku cukrowego, a może nawet dorodnej czarnej porzeczki.

Wizyta serduszkowa dopiero 3 sierpnia, bo doktor G. wyjechał na urlop. Czekam na nią z niecierpliwością. I znowu zaczynam się czuć jak za czasów starań. Nie chcę, by moje życie toczyło się od wizyty do wizyty. Pragnę po prostu cieszyć się tą ciążą, napawać każdym dniem, nie bać się mówić na głos o swojej radości, bo licho nie śpi i jeszcze usłyszy. Kilka miesięcy temu trafiłam na cytat z Tajnego dziennika Mirona Białoszewskiego, który ciągle chodzi mi po głowie:

Jak idę za szybko, to wszystko przepada. Mam tylko jedno oko zwrócone w przyszłość, drugie w przeszłość. A to trzecie oko na teraźniejszość − nieczynne. Nie ma wtedy szczęścia.

Otwieram zatem szeroko moje trzecie oko, patrzę na tę chwilę i wyciskam z niej sok do ostatniej kropli.

15 thoughts on “Tu i teraz

  1. Nareszcie jesteś :) Nie ma co się zamartwiać na zapas. Na pewno wszystko jest wporządku. Nie każda ciąża jest z objawami, co mogę potwierdzić 😉 Ciesz się chwilą, bo ona szybko minie i zostaną tylko wspomnienia :) Razem z Tobą czekam do wizyty. Będzie dobrze, musi być. Wierzę w to :)

    1. Masz rację, że to bez sensu martwić się na zapas, że szkoda tych ulotnych chwil, trzeba je łapać i się nimi cieszyć. Szczęściaro, Ciebie nawet zgaga ominęła, z tego co pamiętam :) Ja w pierwszej ciąży pod koniec miałam niemiłosierną. Nic nie pomagało. Mam nadzieję, że już urodzisz do mojej serduszkowej wizyty :)

  2. Moja Droga ja teraz nie miałam i nie mam do tej pory (18tc) bolących piersi. Moze to objaw na dziewczynkę? :-) Kochana wszystko bedzie dobrze :-*

    1. Mimami, ale mnie pocieszyłaś z tymi piersiami. Mnie to już wszystko jedno, czy chłopiec, czy dziewczynka. Byleby było, całe i zdrowe. Ale mężowi chyba skrycie marzy się dziewczynka :)

  3. Malwa. Chciałabym mieć taką siłę perswazji, choćby przez łącze jaką ma Olga…
    Ja w obecnej ciąży miałam lekko bolące piersi, które to przestały boleć zupełnie! ok 10 tc, nie muszę chyba pisać z czym mi się to kojarzyło … Do tej pory są malusieńkie (b), tylko z mapą żyłek, oraz …zwiększonym o 5cm obwodem pod biustem (echh te kilogramy :o). Poza tym lekko metaliczny posmak w ustach, zawroty głowy, zmęczenie i kilka wymiotowań wieczornych, rannych i jedno przedpołudniowe. Tyle. Aż tyle. Masiul inside. :)
    Otwórz to trzecie oko. Szeroko. Malwuś wierzę w piękne rozwiązanie już za mniej niż 9 miesięcy.

    Całuję :*

    1. Śliweczko, pamiętam Twoje wpisy z początku i ogromny strach. Tak się cieszę, że wszystko u Was dobrze. I wierzę, że i nam się uda. Mnie w ciąży z T. też powiększył się obwód, a same piersi nieznacznie (z B na małe C) i w dodatku nierówno (lewa większa, prawa mniejsza). Ale po porodzie obwód wrócił do normy, a piersi chyba już zostały troszkę większe, ale nie na tyle, by zmieniać staniki na większe :( W niedzielę zaliczyłam za to pierwsze poranne wymioty, więc jestem dobrej myśli.

  4. Kochana ☺
    Nigdy nie widziałam na teście dwóch kresek, nie mam pojęcia jak to jest ale podobno każda ciąża jest inna. Moja znajoma nie miała żadnych objawów. O ciąży dowiedziała się w 7tygodniu, gdy chciała założyć wkładkę domaciczną,lekarz zrobił usg ☺ a przedtem zero objawów. Nawet nie brała tego pod uwagę.
    Wierzę, że wszystko będzie teraz już jak powinno być. Ale rozumiem Twoje obawy. Pewnie też bym obgryzała paznokcie. Już taka nasza uroda 😉 w przeciwieństwie do kobiet, które zachodzą w ciążę na pstrykniecie palcem i które nie przeszły tego co Ty.
    Ściskam Was mocno 😙

    1. Marysiu, to się musiała Twoja znajoma zdziwić. Dla nas długo starających się sytuacja wręcz niewyobrażalna :) Ale ostatnio młoda kosmetyczka, do której poszłam na manicure, opowiadała mi, że jej koleżanka dowiedziała się o ciąży w 6 miesiącu. Jak to możliwe?!

      No właśnie ta świadomość wszystkich czyhających niebezpieczeństw jest taka obezwładniająca, ale staram się o tym nie myśleć i zaprzątać głowę przyjemnościami.

  5. Malwo kochana. Nie napiszę Ci – bądź dobrej myśli. Nie napiszę – ależ każda ciąża jest inna! Nie napiszę – nie przywiązuj wagi do statystycznych dolegliwości.
    Ale napiszę – jestem z Tobą. Myślę o Was, o Tobie i szarej Kropce z obrazu usg. Myślę o Was, jak patrzę w lustro myjąc zęby, jak gotuję zupę i jak przyglądam się swojej własnej córce śpiącej spokojnie w łóżeczku.
    Wiem, rozumiem, jak trudno Ci dotrwać w spokoju do serduszkowej wizyty.
    Ale wirtualnie trzymam Cię za rękę.
    I czekam pełna dobrych przeczuć.

    1. Ach, Leśna, ja czuję to Twoje duchowo-wirtualne wsparcie i bardzo mi ono pomaga. I cieszą mnie Twoje dobre przeczucia :)

  6. Jedna z dziewczyn napisała ostatnio, że po porodzie zdała sobie sprawę, że za mało cieszyła się ciążą, kiedy jeszcze w niej była (strach pochłaniał całą radość). Łatwiej powiedzieć, kiedy już tuli się w ramionach zdrowego niemowlaka. Trudniej dostrzec, kiedy pod sercem rozgrywa się wielka niewiadoma, nie dająca namacalnych znaków. A już całkiem opornie wdrożyć w życie wnioski, jakie z tego płyną. Brawo, za to że próbujesz!!! Wiem, że to nie łatwe. Mrugam serdecznie do Twojego trzeciego oka:) Niech pozostanie otwarte, jak najdłużej. I niech Ci przysporzy, jak najwięcej radości:)

    1. Uczuciowa, ja też wyłapałam ten komentarz u Izy i dał mi on dużo do myślenia. Wiadomo, że łatwiej powiedzieć, gdy już tuli się niemowlaka (tak jak napisałaś zresztą), ale wiesz, wtedy zaczynają się kolejne obawy: o jego zdrowie, właściwy rozwój itd. To mnie trochę przeraża. Nie chcę być matką kwoką non stop trzęsącą się nad swoim dzieckiem. Dlatego trzeba się jakoś nauczyć opanowywać te strachy na co dzień. Ale wiadomo, po latach starań czy po stracie dziecka to nie takie łatwe.

  7. Dziewczyny, dziękuję Wam z całego serca za pocieszenie, za dobre myśli. To dla mnie, dla nas, bardzo ważne. Jesteście nieocenione! Melduję, że trzecie oko mam szeroko otwarte, zapewniłam mu ostatnio tyle atrakcji, że nawet nie mam chwili, by na spokojnie odpowiedzieć na komentarze, wybaczcie. Uściski!

  8. Jejusiu…..słów mi brak. Malwa, mam uśmiech od ucha do ucha:) Kochana, ja nie miałam żadnych objawów, prócz jednego skromnego pawia, a czekałam na nie. Cycki nie bolały wcale, do końca chodziłam w stanikach sprzed. Był moment ze były bardziej tkliwe ale to chyba z powodów wiadra tabletek..trzymam kciuki z Mleczarką Heleną po tej stronie świata. Napiszę więcej jak zbiorę myśli. Czułam Twoje wsparcie. I wsparcie innych dziewczyn. Ps. Lęk niewiele nam daje w ciąży, więcej odbiera, ale z naszych historii nie mozna go wymazać. Nie jestem szczególnie gorliwie wierząca, ale pomagała mi codziennie ta sama modlitwa.

    1. Olga, kochana, zginął mi Twój komentarz w zalewie spamu. Cieszę się, że czułaś moje wsparcie. Dużo o Was myślałam przy końcówce, ale wierzyłam, że będzie dobrze. Miałam coś napisać u Izy pod Twoim pięknym i wzruszającym wpisem o porodzie, ale jakoś się zblokowałam, wróciły przykre wspomnienia… Walczyłaś jak lwica, by urodzić Helenkę naturalnie i chciałaś dla niej jak najlepiej, ale nie na wszystko mamy wpływ. Całuję Was mocno i życzę dużo zdrówka. Masz rację, martwienie się na zapas nic nie daje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *