Wakacje na wsi

SONY DSC

Zmęczeni zgiełkiem miasta, kurzem wdzierającym się przez okna do mieszkania, odorem spalin i  wiecznymi remontami przeprowadzanymi o tej porze roku przez sąsiadów, postanowiliśmy uciec na wieś, na wczasy pod gruszą. Ostatni tydzień spędziliśmy bardzo leniwe, w małym domku letniskowym mojej cioci na naszej rodzinnej działce. Rodzinnej, bo dookoła są działki moich cioć i wujków, a także moich rodziców, którzy swego czasu wybudowali nawet dom, ale rozwiedli się, zanim go wykończyli.

SONY DSC

Miejscowość jest cudnie położona, las, aleje obrośnięte starodrzewiem, a nieopodal Zalew Sulejowski. Pobyt w tym miejscu to dla mnie jak powrót do korzeni, do błogich chwil dzieciństwa. Spędzałam tam większość wakacji z dziadkami, braćmi i kuzynostwem, zjeżdżającym się z dalekiego Szczecina. Kolonie i obozy były dla mnie męczarnią. Odliczałam dni do wyjazdu do domu i na działkę. Lubiłam przebywać z dziadkiem, który hodował gołębie pocztowe i puszczał je na loty. Był w tym mistrzem. Często odwiedzali go koledzy gołębiarze i młodzi pasjonaci tej sztuki, szukający u niego porady. Dziadek jeździł na motorze i, ku przerażeniu mojej babci, zabierał nas na krótkie przejażdżki po okolicznych alejkach. Pamiętam też, że kostkę masła trzymał w filiżance z zimną wodą, dzięki czemu zachowywało ono świeżość. A na głowie nosił wydzierganą na szydełku czapkę, by jego lśniące, gęste, białe włosy lepiej się układały. Potem motor zamienił na rower, co wyszło mu na zdrowie, bo dożył pięknych, sędziwych lat.

Gdy tylko pogoda dopisywała, babcia zostawała z nami na noc w starym, drewnianym domku. Rano jeździliśmy z nią na rowerach do osiedlowego sklepu po najpyszniejszy na świecie jeszcze ciepły chleb, z grubą chrupiącą skórą. Potem wylegiwałam się w sadzie, objadając się porzeczkami i pochłaniając kolejne książki. W tle brzęczała audycja „Lato z radiem” ze starego, ale jakże niezawodnego radyjka dziadka w skórzanym etui. Z niecierpliwością czekałam, aż dojrzeją słoneczniki, które skubałam bez opamiętania, a pod moje paznokcie wdzierał się czarny kolor łupinek. Nocą babci zbierało się nieraz na wspomnienia z okresu wojny. Słuchałam tych opowieści  z przejęciem i wypiekami na twarzy, a potem przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Dziś patrzę na moją ukochaną, kulejącą babcię i coraz częściej myślę o tym, że już niewiele czasu mi zostało, by spisać jej przeżycia i ocalić je zapomnienia.

Wakacje z dzieciństwa. Nie do powtórzenia w dorosłym życiu. Ale przez ten tydzień nazbieraliśmy nowych, niezapomnianych chwil. W powietrzu zdecydowanie było czuć już jesień, więc chodziłam opatulona w swetry i koce, popijając rozgrzewającą herbatę zamiast cytrusowej lemoniady. I choć funkcjonowaliśmy jak w zwolnionym tempie, to dni upłynęły nam szybko i niepostrzeżenie.

SONY DSC

19 thoughts on “Wakacje na wsi

  1. Piękny tydzień za Wami! My w przyszłym tygodniu też jedziemy na wieś, na Kaszuby. W okolicy nic tylko lasy, jeziora i cisza. Mimo, że tak jak piszesz pogoda bardziej jesienna (chociaż dzisiaj na Śląsku 25stopni) to już się nie umiem doczekać tego spokoju bijącego z każdej strony.

    1. Marta, a wiesz, że Kaszuby też mi się marzą. Jeszcze nigdy nie byliśmy w tym rejonie Polski. Może się wybierzemy we wrześniu. Weź ciepłe ciuchy na wyjazd, bo noce naprawdę już chłodne.

  2. Malwuś, nie pierwszy raz to stwierdzam – jak Ty pięknie piszesz! A wspomnienia babcino – dzidziusiowe, na wsi mamy bardzo podobne. Piękne. Takie sycące! Plus ja cudownie wspominam okres kolonijny (tam poznałam mojego M. :))

    Pozdrawiania i buziaki zostawiam :)*

    1. Śliweczko, dziękuję, to dla mnie duży komplement z Twoich ust. To nie dziwię się, że dobrze wspominasz kolonie, skoro poznałaś tam swojego M. Ja to tylko jakieś nieszczęśliwe miłostki pamiętam z tych wyjazdów 😉

  3. Wakacje u Babci to najlepsze wakacje w moim 32-letnim życiu :-) zaraz po zakończeniu, pociąg i wyjazd. Niezapomniane chwile, słońce, jagody, radość życia i mnóstwo koleżanek i kolegow. Nie było komputerów, iPhonów, ale stare sprawdzone zabawy :-)
    Dobrze ze odpoczywasz i ładujesz akumulatory, sama chętnie ucieklabym gdzies w zaciszne miejsce ale jesteśmy uziemione w domu. Zaliczyliśmy juz pobyt w szpitalu :-( teraz muszę leżeć, lezec i jeszcze raz lezec. Czekam na wieści jak sie ma Maluszek :-)

    1. Mimami, to my jesteśmy rówieśniczkami :) Jak ja się cieszę, że moje dzieciństwo i wiek nastoletni przypadły na czasy, kiedy nie było kompów, internetu, komórek, a i na telefon stacjonarny czekało się latami. Było romantycznie i spontanicznie :) Zmartwiłaś mnie tym szpitalem… To coś z szyjką? Takie leżenie wykańczające, ale mam nadzieję, że za niedługo będziesz mogła pozwolić sobie na więcej aktywności. Trzymajcie się ciepło, Dziewczyny. Ja mam wizytę jutro. Na pewno coś napiszę.

  4. Zawsze zazdroszczę takich wspomnień. Moje babcie mieszkały w mieście. Czasem jeździłam do mamy taty do Łowicza, ale to nie ten klimat.
    Przeważnie wyjeżdżaliśmy gdzieś na wczasy, nie mam takiego swojego miejsca z dzieciństwa.

    Chętnie bym poprzebywała w takim cichym, sielskim miejscu, ale z Laurą to niemożliwe. Ona musi mieć towarzystwo i ruch. Ale jak ją kiedyś wyślemy na kolonie, to pojedziemy w jakąś głusz.

    Kiedy masz wizytę u lekarza?

    1. Wężon, a wiesz, że moi dziadkowie też miastowi, nad czym ubolewam, zwłaszcza w wakacje. Tylko dziadek odziedziczył ziemię, podzielił na działki i mieliśmy tam taką letnią, rodzinną bazę wypadową. Takie wakacje mają swój urok, z zapewnieniem dziecku ruchu i różnych atrakcji na wsi to nie problem, gorzej z towarzystwem. Wizytę mam jutro późnym popołudniem. Na pewno coś tu skrobnę.

  5. Lubię rozmawiać ze starszymi ludźmi o tym jak było kiedyś. W tych opowiadaniach jest dużo mądrości życiowych.

    Ja na codzień mam spokojną okolicę, ale czasami warto po prostu wyjechać i zmienić otoczenie na chwilę ☺

    1. To prawda, że nawet jak się mieszka w swoim wymarzonym miejscu, to dobrze raz na jakiś czas zmienić otoczenie. A potem cudownie się wraca do domu. Ale my nie mieszkamy w naszym wymarzonym miejscu i trochę za długo już to trwa… Co do opowieści starszych osób, to nie mogę odżałować, że nie namówiłam dziadka na wspomnienia, póki żył, bo też niejedno przeżył. Co nieco wiem od mojego męża, który trochę dziadka pociągnął za język. Babci już nie odpuszczę.

  6. Malwa jakie piękne okolice uwieczniłaś na zdjęciach 😊
    Ślicznie tam ☺
    My w ten weekend byliśmy na chrzcinach. Spaliśmy w domku w lesie ☺sobota, niedziela i poniedziałek ☺
    Coś pięknego 😊
    Kawa rano na tarasie, w tle słychać zwierzaki ☺
    Wieczorami gril i drinkowanie☺
    Reset totalny ☺
    Dbaj tam o maluszka ☺☺☺
    Przesyłam buziaki 😘😘😘

    1. Paradise, cieszę się, że Ci się podoba. To też mieliście przyjemny weekend w ładnym otoczeniu. Właśnie takie letnie śniadania na tarasie mi się marzą. Maluszek czasem daje nieźle popalić, ale wybaczam mu wszystko :)

  7. Malwuś, mamy,, środki,, wypełnione podobnymi szufladkami…. moje wspomnienia podobnie pachną. Jestem wiejska z pochodzenia i takie kawałeczki też mam w głowie. Niech jutro małe serduszko uspokoi duże serduszko na wizycie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *