Wrześniowe małe przyjemności

wrzesien

Największe wrześniowe przyjemności skumulowały się w końcówce miesiąca. Wcześniej tylko wiało i padało, a ja każdą wolną chwilę poświęcałam na przygotowania do chrztu, przed którym całą naszą trójkę dopadło bardzo dokuczliwe przeziębienie. Mimo przeciwności chrzest się odbył. W strugach deszczu i przy akompaniamencie zawodzenia przeplatanego wrzaskiem Wojtusia. Za to ostatni tydzień września, kiedy zawitała do nas wreszcie złota polska jesień, wycisnęłam do cna.

Coś dla ciała

We wrześniu zmobilizowałam się, by jakoś bardziej się o siebie zatroszczyć i aż trzy razy nałożyłam sobie na twarz maseczkę. Szczególnie sprawdziła się u mnie węglowa maska oczyszczająca z zieloną glinką z Bielendy. Świetnie podziałała na moją zmęczoną, skłonną do przetłuszczania się skórę. Tylko zastanawiałam się, jaka byłaby reakcja Wojtka, gdyby się wcześniej obudził i mnie w niej zobaczył. Pewnie nie mógłby zasnąć do rana. Na szczęście za każdym razem zdążyłam ją spokojnie zmyć i obyło się bez koszmarów.

Coś dla ducha

Pamiętam dobrze, jak moi rodzice zasiadali wieczorami przed telewizorem, by obejrzeć kolejny odcinek „Miasteczka Twin Peaks”, a ja z moim młodszym/starszym bratem (tego najmłodszego nie było jeszcze na świecie) skradaliśmy się, próbując coś dojrzeć zza harmonijkowych drzwi do salonu. Niestety, rodzice zawsze jakoś wyczuwali naszą obecność i przeganiali nas do swoich pokoi. W mojej głowie serial ten zapisał się jako absolutnie przerażający i nawet po latach, gdy tylko słyszałam w radiu dźwięki elektryzującej ścieżki dźwiękowej, przechodziły mi ciarki po plecach.

Ostatnio obiło mi się o uszy, że powstał kolejny sezon „Miasteczka Twin Peaks”. Pomyślałam sobie, że to może dobry moment, by stawić czoło serialowemu demonowi z przeszłości. Mój mąż przystał na tego rodzaju wieczorną rozrywkę, choć jako że jest starszy ode mnie kilka lat, to w przeszłości miał okazję oglądać ten serial, ale twierdzi, że nic nie pamięta. Przyznał jedynie, że zrobił sobie fryzurę jak jeden z bohaterów. Konkretnie jak Bobby, ha, ha. Pamiętam takie jedno jego zdjęcie z młodzieńczych lat. No nie była to najbardziej twarzowa dla niego fryzura…

Na razie obejrzeliśmy jeden odcinek. Wciągnęłam się, trochę się przestraszyłam, trochę też się pośmiałam, ale w nocy jednak trudno było mi zasnąć. Mimo że „Miasteczko Twin Peaks” trąci nieco myszką, to ma w sobie niepokojący ładunek, tak charakterystyczny w moim odczuciu dla Lyncha. I ci jego bohaterowie – dziwni, nieprzeniknieni, szaleni. Na szczęście asystentka z komisariatu i płaczliwy policjant rozładowują napięcie. W październiku będziemy kontynuować.

Wiatr w żagle

verte

W ostatni wrześniowy piątek, nie zważając na jęki, stęki i protesty mego syna, zapakowałam go do samochodu i po raz pierwszy wybrałam się z nim sama autem do miasta i do kawiarni na spotkanie z moją przyjaciółką. To był piękny, słoneczny dzień, choć nieco wietrzny, ale dla mnie przełomowy. Pewnie wiele matek popukałoby się w głowę, czytając o mojej ekscytacji z takiego powodu. Cóż, w ciąży wyobrażałam sobie, że będę Wojtka wszędzie ze sobą zabierać, a jak skończy trzy miesiące, to pojedziemy nad morze, jednak okazało się, że na pewne przyjemności trzeba było trochę zaczekać. No ale doczekałam się, a nasze piątkowe wyjście było bardzo udane (co nie znaczy, że obyło się bez marudzonka). Zjadłam pierwszą jesienną szarlotkę, wypiłam pyszną herbatę, pogadałam sobie z przyjaciółką, a Wojtek skosztował nawet konfitury malinowej. To wyjście tchnęło we mnie nowego ducha. Chwyciłam wiatr w żagle i nie puszczę.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

17 thoughts on “Wrześniowe małe przyjemności

  1. Do kitu z tymi przeziębieniami. Nas też dopadło chwilę przed wakacjami i już chciałam odwoływać, ale ostatecznie pojechaliśmy:) Ale ile siwych włosów mi przybyło to już nie będę liczyć 😉

    Fajnie, że wyskoczyłaś z Wojtusiem na herbatkę:) Pamiętam, jak pierwszy raz pojechałam z nim sama na spotkanie. Bardzo mi to dobrze zrobiło, taka niezależność!

    Kurcze podziwiam Cię z tymi maseczkami. Ja ciągle się zbieram na wizytę u kosmetyczki, ale wciąż inne priorytety sobie ustawiam. I twarz leży odłogiem:0 Mam nadzieję, że się wybiorę nim Groszek skończy rok :)

    1. Uczuciowa! Dobrze Cię widzieć :) Wiem, że Ty od dawna jeździsz z Groszkiem. Masz rację, że taka niezależność jest bezcenna. Cieszę się, że się odważyłam i mam zamiar z tego korzystać. Ech, do kosmetyczki też bym poszła. Ale to na dłuższe posiedzenie. I też mam nadzieję, że się wybiorę, zanim Wojtek skończy rok, bo jednak wizyta w salonie to nie to samo co nakładanie naprędce maseczki w domu.

  2. Miasteczko Twin Piks! Uwielbiam, oglądaliśmy wszystkie sezony i film w zeszłym roku😊Niestety najnowszy sezon działa na mnie usypiająco…przedziwny, jak to u Lyncha. Ja z Rysiem jeżdżę do miasta od dawna, inaczej chyba bym oszalała na tej mojej wsi. Mam sporo koleżanek z dziećmi w jego wieku więc jest bardzo wesoło. Latem rozkladalysmy im kocyk a same pilysmy kawę i jadlysmy lody😊Na szczęście Ryś przekonał się do jazdy autem i nie płacze, spogląda na mnie w lusterku, bawi się albo śpi. A teraz na kawę do kawiarni jeździmy i dziecię me jest spokojne😊 Życzę Ci, żeby u Was też tak było, bo to fajna sprawa.

    1. No właśnie słyszałam, że ten trzeci sezon dziwaczny. Chyba sobie odpuścimy. Mam nadzieję, że chociaż pierwszy uda nam się obejrzeć.

      Super, że masz tyle koleżanek z dzieciaczkami i że tak fajnie spędzałyście czas. Ja mam jedną z synkiem miesiąc młodszym od naszego. Ostatnio zaczęłyśmy się częściej spotykać, ale to już nie ten czas, kiedy można było dzieci na chwilę spuścić z oczu :) Mam nadzieję, że i Wojtek przyzwyczai się do jazdy autem i będzie coraz mniej marudzenia.

  3. Jak już czytałaś , moje wyobrażenia o rzeczywistości z małym dzieckiem też „nieco” różniły się od stanu faktycznego 😉

    Ale ważne, żeby małymi kroczkami wracać na właściwe tory, robić coś dla duszy i ciała (dokładnie tak, jak Ty) – i w końcu ten wiatr w żagle dmuchnie z całym impetem 😉

    1. Już jest naprawdę lepiej, wiatr powiewa coraz mocniej :) I właśnie ta metoda małych kroczków się sprawdza. Przekonałam się, że nie ma co na siłę przyspieszać pewnych spraw.

  4. Malwa myślałam, że tylko ja mam traume z dzieciństwa z tym serialem i dreszcze na sam dźwięk piosenki! Ale heca, witaj w klubie 😛 Chociaż też bardziej podglądałam, bo rodzice nie pozwalali mi oglądać ; ) Ja wciąż póki co nie odważyłam się na samodzielną podróż z Ninką, chociaż, nie chwaląc, odkąd mała skończyła 9 miesięcy jest jakby spokojniejsza w aucie, więc chyba muszę zaryzykować.

    1. U mnie też dreszcze na sam dźwięk piosenki. I chyba ta trauma tak zupełnie mi nie przeszła, bo co obejrzymy odcinek, to potem nie mogę spać.
      To pocieszyłaś mnie, bo jak widać nie tylko dla mnie była problemem samotna jazda z dzieckiem. Zaryzykuj i przejedź się z Ninką na jakimś krótszym odcinku. Ja w dłuższą trasę, czyli ok. godzinną np. do mojej babci, jeszcze nie mam odwagi sama jechać, ale liczę na to, że za jakiś Wojtek naprawdę polubi jazdę autem.

  5. Ja Miasteczka Twin Peaks nigdy nie oglądałam. Może czas to nadrobić?
    Maseczka! Czytając Twój wpis przypomniałam sobie, że mam w domu ich zapas. Zaraz sobie zrobię domowe spa. A co 😉 Wykorzystam samotny wieczór.

  6. Uwielbiam wyjścia na kawusie (od której jestem uzależniona :-) ) w towaryztsie Mii. A w związku z tym że Synuś nam ostatnio non stop choruje to my w damski gronie często oddajemy się przyjemnością w postaci spacerów, i kawuś :-)

    1. To fajnie spędzacie czas w babskim gronie. Ja akurat herbatkowa jestem, ale to nie przeszkadza w chodzeniu do kawiarni. Też mi się podobają takie wspólne wyjścia :) Zdrówka dla Twojego synka. Te choróbska uprzykrzają życie.

  7. Och, pierwsze wyjście do kawiarni dopiero teraz? Ja dziś wyszłam do sklepu SAMA, ależ to było dziwne… :) zabiegi pielęgnacyjne? jeśli uda mi się umyć twarz- jestem szczęśliwa. Jutro nasze pierwsze wyjście – idziemy do przychodni na ważenie, choć lista moich spraw do pielęgniarki jest bez końca… Trzymajcie za nas kciuki! Życzymy wielu przyjemności w październiku. I niech choróbska trzymają się z daleka.

    1. Te pierwsze samotne wyjścia są naprawdę dziwne. Pamiętam, że po pół godzinie wracałam wytęskniona jak po całym dniu. No widzisz, dobrze, że w ciąży sobie podogadzałaś, jeśli chodzi o pielęgnację 😉 I jak? Udało się rozwiać wszystkie wątpliwości? A pielęgniarka środowiskowa albo położna nie przyszła do Was? Trochę szybko ta pierwsza wizyta w przychodni. My poszliśmy dopiero na szczepienie, ale fakt, że kupiliśmy wagę i ważyliśmy Wojtka w domu. Oczywiście co tydzień. Wariactwo :)

      1. Ja wyszłam tylko na kwadrans i szłam „jak pokraka”, zamiast toczyć się jak kula 😉 W przychodni byliśmy na ważeniu, bo przy wypisie ze szpitala dostaliśmy zalecenie zważenia po 3-4 dniach, a położna z naszej przychodni nie chodzi z wagą. Witek przytył pół kilo w te 4 dni. I wiesz co – tfu tfu, żeby nie zapeszyć – nasza droga mleczna jest usłana różami, tak jak marzyłam. Mały to prawdziwy ssak, a ja mam pokarmu co niemiara. Nawet sutki tak strasznie nie bolały, a teraz to już w ogóle. W każdym razie położna odwiedzi nas w poniedziałek dopiero… strasznie późno. Ale w przychodni pielęgniarka mnie uspokoiła, że pępek ok, że skóra pod pieluszką ok, że żółty trochę, ale nie za bardzo. Więc matka spokojniejsza, choć i tak największy ból to złamany przy porodzie obojczyk.

        1. Cieszę się bardzo, że karmicie się bez przeszkód, tak jak sobie wymarzyłaś. Wspaniale! Należało Wam się po wyczerpującym porodzie.
          Ech, dobrze pamiętam te początki i te wszystkie stresujące pierwsze razy. U nas położna przyszła od razu na drugi dzień, jeszcze przed przyjazdem mojej mamy. I zastała nas w totalnej rozsypce. Z czasem poznacie się z Witkiem lepiej, nabierzesz pewności i wszystko będzie coraz łatwiej przychodzić. Ale co z tym obojczykiem? Brzmi groźnie, ale poczytałam, że to się dość często zdarza. Rozumiem, że u Was to niepowikłane złamanie i musicie po prostu odpowiednio pielęgnować i oszczędzać tę złamaną stronę?

          1. Ponoć zdarza się to często, ale w szpitalu nie powiedzieli nam NIC, tzn. żadnych zaleceń, rad itd. Nawet nie powiedzieli, żeby oszczędzać, tylko wszystko normalnie robić. Oczywiście oszczędzamy tę stronę, zwłaszcza przy ubieraniu i rozbieraniu jesteśmy ostrożni, ale mimo wszystko kładziemy na tę stronę, choć za każdym razem drżę czy nie robię mu krzywdy. Jutro idziemy na konsultację do ortopedy i rehabilitanta. Mam nadzieję, że będzie miał dla nas dobre wieści. Niestety wśród znajomych mamy przypadek przemieszczenia złamania, a potem bolesnej dla dziecka rehabilitacji. Oby naszego Malucha to ominęło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *