Zaduszkowy stan psychiczny*

ostatnia-rodzinaKadr z filmu „Ostatnia rodzina”

Czasami chciałabym zamknąć się wraz z moim brzuchem i jego lokatorem w czymś na kształt bańki mydlanej, od której odbijałyby się wszystkie problemy i kłopoty. Obserwowałabym je tylko z daleka, jak znikają, przekształcając się w nicość. Ale nie da się. Problemy nie rozwiązują się same, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Gdy się je pozostawia własnemu biegowi, to wracają jeszcze odporniejsze na wszelkie próby unicestwienia. Do mojej rodziny wróciły ze zdwojoną siłą. Nawarstwione przez lata sprawy, które miałam nadzieję, że mamy za sobą, przybrały paskudną postać. W całej tej sytuacji, o której nie chcę otwarcie pisać, czuję się bezsilna. Utknęłam w jakimś punkcie bez wyjścia. Nadmierne zaangażowanie skutkuje stresem i obawami, że szkodzę dziecku. Brak zaangażowania wywołuje u mnie wyrzuty sumienia, że traktuję ciążę jak doskonałą wymówkę, by trzymać się z dala od różnych spraw.  Chciałabym coś zrobić, bardziej powalczyć, a jednocześnie boję się, że gdy wezmę na swoje barki jeszcze więcej niż lęki, które noszę w sobie i których nie pozbędę się, dopóki nasz synek nie przyjdzie na świat, to mozolnie złożona konstrukcja runie pod tym ciężarem.

W czasach, gdy długo nie mogłam zajść w ciążę, często myślałam sobie, że gdy już w nią wreszcie zajdę, to wszystko samo się ułoży. Nie miałam odwagi poczynić pewnych kroków, podjąć różnych ważnych decyzji. Czekałam na dwie kreski na teście jak na zbawienie, na coś, co bez mojego wysiłku uwolni mnie z niekomfortowej sytuacji. Ostatecznie tych dwóch kresek doczekałam się dopiero wtedy, gdy zrozumiałam, że samo nic się nie rozwiąże i że muszę działać, by zmienić w swoim życiu na lepsze przynajmniej to, na co mam wpływ. A teraz czuję się tak bezsensownie bezradna. Najbliżsi troszczą się o mnie, powtarzając: „Ale Ty się tym nie przejmuj. Myśl teraz o sobie”. Mam takie wrażenie, jakby roztaczano nade mną parasol ochronny. Tylko że on jest dziurawy i co chwilę przecieka, a ja nie umiem załatać tych dziur. I chyba też nie chcę. Bo nie wyobrażam sobie tkwienia w całkowitej izolacji.

*Zaduszkowy stan psychiczny. Kto oglądał „Ostatnią rodzinę”, ten wie. Wybraliśmy się dziś z M. do kina na ten film. Okazał się nadspodziewanie adekwatny. Historia z kategorii przygnębiających, ale ja paradoksalnie poczułam się trochę podniesiona na duchu. Tym, że inne rodziny też są powikłane i że to tylko z boku wszystko wygląda tak idealnie.

10 thoughts on “Zaduszkowy stan psychiczny*

  1. Nie powinnaś się teraz stresować, wiem że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale myśl o swoim dzidziusiu – on jest teraz najważniejszy. Niestety problemy same nie chcą się rozwiązywać, a szkoda bo byłoby o wiele prościej i mniej nerwów. Pozdrawiam was :*

    1. Wiem, kochana, ale czasami trudno się wyłączyć, zwłaszcza gdy chodzi o najbliższą rodzinę. Ale teraz dziecko jest dla mnie najważniejsze, więc muszę to wszystko jakoś wypośrodkować.

  2. Często rodziny czy związki które z pozoru wyglądają na takie idealne i szczęśliwe, w rzeczywistości takie nie są. Aż nagle rozwód. Dla wielu wtedy to szok. Bo jak takie idealne małżeństwo itd. Niestety.
    Tak samo prezentowanie swojego idealnego niby życia na portalach społecznościowych., żeby tylko podbudować swoje ego.
    Wiem, że to trudne, ale staraj się teraz nie denerwować. Problemy które macie rozwiążesz później kiedy dzidzi będzie już na świecie😘

    1. Ten mój wpis taki enigmatyczny, że można odnieść wrażenie, iż chodzi o problemy między mną i M., ale na szczęście nie. Dogadujemy się jak nigdy. Bez wsparcia męża to bym już dawno zwariowała. Martwię się bardzo o mojego najmłodszego brata… Mam nadzieję, że jednak uda nam się na niego wpłynąć i jakoś wszystko zacznie się układać, ale jest ciężko. A co do prezentowania swojego „idealnego” życia w internecie, to masz rację, że często to tylko kreacja, za którą kryją się różne dramaty.

  3. Nie istnieją idealni ludzie, więc i o idealne rodziny raczej trudno. Moja też z gatunku tych pogmatwanych – i już nawet nie próbuję jej jakoś szczególnie „rozplątać”. Uważam, że kiedyś trzeba odpuścić i skupić się na sobie, swoim mężu i dziecku – a cała reszta niech sama rozwiązuje nieporozumienia i kłótnie między sobą. Jeśli ktoś mnie prosi – chętnie pomogę. Ale sama nie narzucam się i nie roztrząsam całej sytuacji zbyt intensywnie, bo to często tylko niepotrzebna strata czasu i nerwów.

    1. To jest bardzo dobre podejście. Swego czasu to samo mówił mi mój psychoterapeuta, chyba muszę do niego wrócić, żeby znowu odpowiednio poustawiać priorytety, bo czuję, że znowu zaczynam za bardzo bawić się w rodzinną „matkę Teresę”, a to na pewno nie czas na to.

  4. Kochana, trochę zdążyłaś poznać moją sytuację rodzinną i wiesz, że u mnie nie jest różowo… od ślubu siostry odpusciłam, nie angażuje się w nic i czuję się bardzo spokojna. Wiem, że to bardzo trudne, ale czasami najlepsze co można zrobić w danej sytuacji to odpuścić, pozwolić sprawom biec swoim torem, nieułozonym przez nikogo… czasami tak jest lepiej.
    Tymczasem przytulam Cię mocno 😙 i mam nadzieję, że wszystko się ułoży pozytywnie.

    1. Marysiu, myślałam ostatnio o Tobie i sytuacji rodzinnej, którą jakiś czas temu opisywałaś. I nawet trochę pamiętam, co Ci wypisywałam w komentarzach 😉 U mnie chyba nadszedł taki czas, kiedy muszę odpuścić i pozwolić sprawom biec swoim torem, bo za bardzo wszystko potem odchorowuję, a efekt moich wysiłków marny.

  5. Malwuś, czytałaś,, Siłaczkę,,? Wiesz jak takie story się kończy… Z doświadczeń własnych i cudzych pamietam, że dostajemy z reguły po łapach tam gdzie chcemy bardzo bardzo….

    1. Olga, kochana, czytałam, czytałam, toż to lektura obowiązkowa była :) Ale zawsze myślałam, że daleko mi do takiej Siłaczki. Masz rację i ja to w teorii doskonale wiem, ale wiadomo, że na własnym poletku trudniej coś zmienić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *