Październikowe małe przyjemności

pazdziernik

Październik, październik… Dziwny to był miesiąc. Pełen sprzeczności. Dużo uciech i wdzięczności, trochę słonecznej pogody, którą wykorzystaliśmy do cna, spacerując wśród szeleszczących liści, ale i nieco smutku oraz stresujących wieści, które wciąż trzymają w napięciu. Jedno się nie zmienia − przeciekający przez palce czas. Musiałam przejrzeć zdjęcia w telefonie, by przypomnieć sobie październikowe przyjemności.

Coś dla ciała

Biustonosz dla matki karmiącej

Po siedmiu miesiącach karmienia piersią sprawiłam sobie wreszcie porządny biustonosz do karmienia, a to za sprawą koleżanki, która też karmi i poleciła mi markę Alles. Mają stacjonarny sklep w naszym mieście, dzięki czemu mogłam bez problemu dobrać odpowiedni dla siebie rozmiar stanika. Jestem nim zachwycona. Po pierwsze jest ładny, ale najważniejsze, że jest wygodny. Nie umywa się do tych sieciówkowych, np. z H&M, których dotychczas używałam. Wydawało mi się, że pewnie wszystkie biustonosze dla matek karmiących są zaprojektowane w ten sam sposób, ale ten z Alles jest dużo fajniej skonstruowany, dzięki czemu się nie odkształca. Świetnie dopasowuje się do piersi, nadając im ładny kształt za sprawą delikatnego usztywnienia, a przy tym nie uwiera i w ogóle czuję się w nim jak w sportowym, bawełnianym staniku, a tymczasem mam na sobie całkiem kobiecy biustonosz. Upatrzyłam sobie już kolejny model i w tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak jeszcze trochę pokarmić Wojtka. Swoją drogą nasze cyckowo-azylkowo (jak mawia Śliwka), trwa w najlepsze i wygląda na to, że z wyboistych ścieżek zboczyliśmy w końcu na gładką i przyjemną mleczną drogę.

Półkule kąpielowe

Październik był jakiś przełomowy, bo pierwszy raz od pojawienia się Wojtka na świecie wzięłam kąpiel w wannie zamiast szybkiego prysznica. Niestety, zmusił mnie do tego okropny ból korzonków, przez który nie mogłam normalnie funkcjonować. Kąpiel specjalnie na to nie pomogła, ale dobrze wpłynęła na moje samopoczucie, zwłaszcza że rozpuściłam sobie półkulę kąpielową z suszonym nagietkiem z Ministerstwa Dobrego Mydła. Odkąd je odkryłam, to nie wyobrażam sobie bez nich kąpieli. Róża z glinką to jak na razie moja ulubiona kompozycja. Gorąco polecam te półkule wszystkim wielbicielom moczenia się w wannie. Jak już marnować tyle wody, to niech będzie to jak najprzyjemniejsze doznanie i uczta dla ciała.

cof

Coś dla ducha

Porzuciliśmy „Miasteczko Twin Peaks”, po którym nie mogłam spać, na rzecz nowej „Watahy”. Ach, jak ja tęsknię za górami. W Bieszczadach byliśmy tylko raz, ale wspaniale wspominam ten wyjazd. Niestety, jechaliśmy około 9 godzin w każdą stronę, więc pewnie za szybko tam nie wrócimy. A trzeba przyznać, że jest coś wyjątkowego i urzekającego w tych górach. Na razie pozostaje podziwiać Bieszczady w serialu. Sama akcja w tym sezonie „Watahy” też całkiem wciągająca. O dziwo, jakoś udaje nam się być na bieżąco z odcinkami, choć czasami wymaga to niebywałej gimnastyki, ale dla tych zimowych, górskich widoków warto.

wataha

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz