Rok temu…

tort-w-sypialni

Rok temu patrzyłam przez okno na szpitalny dziedziniec. Było mroźnie i słonecznie. A nad ranem zaczął prószyć śnieg. Patrzyłam w to okno i nie mogłam przestać się uśmiechać. Wydawało mi się, że unoszę się lekko nad ziemią. A obok mnie, na wyciągnięcie ręki spałeś Ty.

To był najbardziej przełomowy i wyjątkowy rok w moim życiu. Rok z naszym synkiem Wojtusiem. Rok, w którym oddałam się macierzyństwu, byciu z Nim i dla Niego, budzeniu się i zasypianiu przy tym małym, ciepłym ciałku.

Czy coś bym zmieniła, gdyby ktoś pozwolił mi cofnąć czas? Chyba bardziej cieszyłabym się chwilą, mniej przejmowała błahościami dnia codziennego. Tym, że niepozmywane, że nieodkurzone, że obiad jemy na kolację… Może udałoby mi się żyć jeszcze uważniej. Ale na pewno nie oddałabym ani jednej chwili, którą spędziliśmy razem. Nie żałuję nieodbytych wizyt u kosmetyczki czy u fryzjera, nieobejrzanych seriali, nieprzebiegniętych dystansów i niedojedzonych w spokoju śniadań. Na to wszystko przyjdzie jeszcze pora, a Ciebie takiego małego i pachnącego miałam tylko raz. I nie wymazałabym nawet tych łez z bezsilności czy zmęczenia, małych smutków, które czasem wkradały się w nasze życie. Dziś wiem, że były potrzebne i oczyszczające. Z nich również utkane jest moje macierzyństwo.

Ten rok minął, zanim się obejrzałam, zanim na dobre rozgościłam się w byciu mamą. I wciąż mi tego mało.

LiśćWojtusiu, jesteśmy dumni i przeszczęśliwi, że zostałeś naszym synkiem. Rok temu dzięki Tobie obudziliśmy się na nowo do życia.

wojcieszektorcik-na-stole