Mazurskie wspominki

SONY DSC

Podczas tegorocznych wyjazdów nie mieliśmy szczęścia do pogody. W maju w górach było tak zimno, że w desperacji zakupiliśmy farelkę, by nie marznąć w pokoju, który wynajmowaliśmy jako jedyni w remontowanej przed sezonem willi. W lipcu, w trakcie tygodnia spędzonego na działce, ani razu nie miałam okazji założyć letniej sukienki, których zabrałam ze sobą w nadmiarze. Ale ponieważ i tak głównie wtedy spałam, to aż tak bardzo mi to nie doskwierało. No i wreszcie nadszedł czas na wyczekane Mazury. Wyczekane, bo wyjazd w ten rejon Polski od dawna planowaliśmy, ale odkładałam go z roku na rok. A to dlatego, że od zawsze żyłam w przekonaniu, że jeśli się nie żegluje, czy też jak to mówią nie pływa na łódkach, to na Mazurach nie ma za bardzo co robić. A my nie żeglujemy, nad czym M. mocno ubolewa i co próbuje w każde wakacje zmienić, ale ja stanowię tu główną przeszkodę. Niestety, woda to zdecydowanie nie mój żywioł. Nie umiem pływać. Jest to moją ogromną bolączką, a jednocześnie marzeniem, tęsknotą… Powoli dojrzewam do tego, by stawić temu czoło.

SONY DSC

Nasz wrześniowy wypad na Mazury był krótki, bo zaledwie na cztery dni. Jako urodzeni domatorzy właśnie takie ekspresowe wyjazdy lubimy najbardziej. Pech chciał, że w tym czasie trafiliśmy akurat na załamanie pogody. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie w miejscowości Ruciane-Nida. Uznałam, że będzie to bardziej kameralne miejsce niż oblegane Mikołajki czy Giżycko, jednak na widok bloków oraz Biedronki i Polo, które wyrosły na horyzoncie chwilę po przejechaniu granic miasteczka, mina trochę mi zrzedła. Na szczęście wybrany przeze mnie pensjonat był usytuowany na osiedlu domków jednorodzinnych nad samym jeziorem Nidzkim, z prywatnym pomostem kąpielowym dla gości.  Na upartego moglibyśmy się właściwie nie ruszać z tego pomostu czy też znajdującej się nieco wyżej altany, z której rozpościerały się piękne widoki na jezioro i lasy, ale my wolimy spędzać czas na urlopie nieco aktywniej.

W sobotę pogoda nawet dopisała (choć pochmurne i wietrzne przedpołudnie wcale tego nie zapowiadało) i udało nam się wybrać w rejs statkiem z Rucianego-Nidy do Mikołajek. Na statku spędziliśmy ponad cztery godziny, plus godzinna przerwa w Mikołajkach na szybki obiad i spacer. Po powrocie do pensjonatu czuliśmy się tak wycieńczeni, jak byśmy przez cały dzień chodzili po górach, a nie wylegiwali się na statku, zajadając lody.

SONY DSC

No i to byłoby na tyle mazurskich atrakcji. Na kolejne dni mieliśmy zaplanowane zwiedzanie okolicznych miejscowości i tamtejszych atrakcji turystycznych. Z powodu padającego rzęsiście deszczu zdecydowaliśmy się tylko na krótką wizytę w Rynie, by zobaczyć zamek, a także na odwiedzenie Giżycka, gdzie po szybkim spacerze w strugach deszczu z ulgą zasiedliśmy w ciepłej, choć zatłoczonej restauracji i zrekompensowaliśmy sobie pogodowe niedogodności dwudaniowym obiadem z deserem.

Po tym wyjeździe utwierdziliśmy się z M. w przekonaniu, że nie potrafimy wypoczywać biernie. Najlepiej wspominane przez nas wyjazdy to te w góry, gdy nocowaliśmy w schronisku i zdobywaliśmy kolejne szczyty, no i oczywiście w zimie spędzone na nartach. Ja mam jeszcze słabość do zwiedzania, ale nie kościołów czy innych obiektów sakralnych, a najlepiej dworków, domów (najchętniej zamieszkiwanych niegdyś przez pisarzy), ostatecznie zamków.

Mazury są piękne, ale czuję, że o to ich piękno udało nam się zaledwie otrzeć i nie zdążyliśmy zapałać do nich miłością na tyle, by marzyć o rychłym powrocie w te strony. Może wybierzemy się tam powtórnie, jak już nauczę się pływać i wtedy poznamy ten rejon z nieco innej perspektywy.

SONY DSC

16 thoughts on “Mazurskie wspominki

  1. Moja siostra wraz z rodzinką spędzili w tym roku urlop na Mazurach. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, ale było tam sporo rozrywek dla dzieci ☺ i również odwiedzili zamek Ryn.
    Ja, podobnie jak Ty, uwielbiam zwiedzać zamki, uczestniczyć w imprezach, na których są pokazy rycerskie, bitew itd. W ogóle historia i sztuka to krąg moich zainteresowań 💖
    Chociaż przyznam szczerze:do Krainy Jezior mamy może 200km, to jeszcze nie byliśmy 😐 trzeba to będzie nadrobić.zdjęcia świetne ☺ kaczki miały pomost tylko dla siebie? 😉

    1. Wydaje mi się, że teraz jest coraz więcej rozrywek dla dzieci w różnych kurortach. Jeśli tylko pogoda dopisuje, to coś tam zawsze się znajdzie do zrobienia, ale gdy leje i wieje, to jest katastrofa. Ja to aż taką fanką pokazów rycerskich nie jestem, ale po zamkach lubię jeździć i zwiedzać, wyobrażać sobie, jak to dawniej ludzie funkcjonowali. No i zamki są zazwyczaj pięknie położone.
      Kaczuchy czuły się na pomoście jak u siebie :) Był jeszcze wredny łabędź, ale akurat gdzieś odpłynął, a potem lało i nie było jak zrobić zdjęć.

  2. Ja uwielbiam spędzać wakacje nad morzem. Słońce, plaża, morze to jest to :) Góry lubię oglądać, ale chodzenie po nich to nie dla mnie. Może dlatego że w Polsce mieszkałam na terenach górzystych. A na mazury kiedyś też bym chciała pojechać :)

    1. Kochana, jak mała trochę podrośnie, to się musicie koniecznie wybrać na te nasze Mazury. Ja polskie morze też kocham, ale wystarczą mi 3 dni leżenia na plaży i mogę jechać w góry :)

  3. Mazury są piękne! Fakt ostatnio byłam tam z 10 lat temu, ale właśnie na łódce. Żeglowaliśmy całe 2 tygodnie, tak więc spanie, gotowanie i cały życie odbywało się nad i pod pokładem.
    Też lubię zwiedzanie takie jak opisałaś. Takie poczucie klimatu danego miejsca, jak się tam żyje i jak było kiedyś, zamiast odhaczania kolejnych punktów z listy zabytków (głównie kościołów wszelkiego typu).

    1. Mój mąż właśnie marzy o takim urlopie na łódce, ale skoro ja boję się wody, to nie da rady. Poza tym dwa tygodnie to bym chyba nie wytrzymała, co najwyżej z tydzień :)

  4. Mazury są piękne ☺szkoda, że nie mieliśmy w tym roku okazji pojechać, ale nadrobimy w następnym ☺
    My zawsze też mamy pecha do pogody. Ostatnio nad morzem o dziwo mieliśmy upał 😁
    Fajnie, że wypoczęłaś sobie ☺

    1. Paradise, teraz to ja nie mam tak za bardzo od czego odpoczywać, he, he. Ale wyjazd poza własne cztery ściany pozwala jednak nabrać do wszystkiego dystansu. Jeszcze w jakiś jesienny weekend nad morze bym chciała, może się uda :)

  5. Nie dalej niż 2 tygodnie temu też zachciało mi się Mazur. Do tego z namiotem! I również ruszyłam w stronę Rucianego, wiedziona wspomnieniami z czasów studenckich. I właśnie, jak wjechałam to szok! Dokładnie jak piszesz, Biedronkowo… Uciekliśmy do okolicznego Zgonu i tam znaleźliśmy to, czego szukaliśmy 😉

    1. Bardzo to przygnębiające, że te Biedry wyrastają jak grzyby po deszczu w tego rodzaju miejscowościach. My wyjątkowo mieliśmy już zarezerwowany nocleg, na szczęście okazało się, że w innej części i tam już był iście mazurski krajobraz. Ale przyznaję, że nie tego się spodziewałam. Następnym razem udamy się do jakiejś niekurortowej dziury zabitej dechami. Zgon brzmi frapująco 😉

  6. Mój chłop nie potrafi pływać nad czym bardzo ubolewam.Nigdy nie jeździmy nad wodę.Nad morze jeżdżę sama.Dobrze,że chociaż potrafi jeździć na rowerze bo bym zatłukła:):)
    Odpoczywaj kochana, korzystaj z ciszy i spokoju:)Pozdrawiam!

    1. Odpoczywam, odpoczywam i dużo sobie odpuszczam. Czasem myślę, że za dużo. Pocieszające, że nie tylko ja nie umiem pływać. Ale mnie to naprawdę zaczęło już bardzo doskwierać, bo mam wrażenie, że w wakacje przez to dużo tracimy. Teraz nie najlepszy czas, by to zmienić, ale obiecałam sobie, że się tego pływania nauczę.

  7. Malwo… bo to trzeba wbić się w jakąś wioskę; kwaterę, do której trzeba przebić się przez gęsty las z paprociami po pas i drzewami tak wysokimi, że jak zadrzesz głowę, by popatrzeć na koronę, w karku zgrzyta i chrobocze.
    Wszelkie urokliwe zakątki skażone sklepowymi owadami tudzież innymi marketami w stylu polo mają zazwyczaj ciąg dalszy.
    Za siódmym zakrętem.
    Po przejechaniu wąską dróżką i minięciu rozpadającej się stodoły.
    :)

    A ja i tak mam nadzieję, że głowa Ci odpoczęła i w drugi trymestr wchodzisz mniej spięta i rozmyślająca.
    Na włosy, co to o nich w poprzednim poście było, z własnego doświadczenia poleciłabym Ci wypróbowanie Pharmaceris H-Stimupurin. Do kupienia w aptece.
    Mnie uchronił przed kompletnym wyłysieniem po porodzie, i później, gdy mi tarczyca odpaliła kankana.

    1. Leśna, aż w taką całkowitą dzicz to mi się nie uśmiechało jechać, ale masz rację, że urokliwych miejscówek trzeba szukać za tym siódmym zakrętem. I nie zaklepywać wcześniej kwatery, tylko zatrzymać się tam, gdzie nam się podoba. Bardzo dziękuję za polecenie szamponu. Niedawno zakupiłam też apteczny specyfik Klorane z chininą i widzę delikatną poprawę. Nie wiem tylko, czy to zasługa szamponu, czy wkroczenia w drugi trymestr ze spokojną głową i uładzoną burzą hormonalną. Ale Pharmaceris też chętnie wypróbuję, jak ten mi się skończy.

  8. Malwuś, jak fajnie czytać, że dobrze się czujesz, Malutek rośnie, badania więcej niż napawają optymizmem – wyniki są dobre, Po prostu. Takie małe, wielkie szczęścia. No i już 2 trymestr. I za chwilę będziecie z Serduszkiem podpukiwać we własnym rytmie. Własnym alfabetem. C U D O W N I E :))
    Chwilo trwaj!

    Ściskam :)
    buźkinki :**

    1. Śliweczko, jak miło, że znalazłaś czas, by do mnie zajrzeć. Jak ja bym już chciała być na tym etapie co Ty i tulić moje maleństwo. Ale teraz też jest pięknie. Staram się doceniać każdy dzień, bo rzeczywiście czas szybko mija.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *