Wycieczki ciąg dalszy

D Z I E Ń   D R U G I

Sobota upłynęła pod znakiem deszczu, pysznego jedzenia i ukulturalniania się. W ten dzień w Zakopanem była Noc Muzeów, a że spaliśmy w okolicy, to nie pozostało nam nic innego, jak skorzystać z kulturalnej oferty miasta. Bardzo chciałam pójść do muzeum Kornela Makuszyńskiego, ale okazało się, że przygotowano tam atrakcje dla rodzin z dziećmi i po odczekaniu kilkunastu minut pod drzwiami, zrezygnowaliśmy, by nie blokować miejsca grupie docelowej. Za to trafiliśmy na wystawę „Nineczka i Witkacy”. Podobały mi się zwłaszcza fotografie pokazujące ich codzienne życie i wycieczki w Tatry (te stroje). Niepowtarzalny klimat Zakopanego przeminął chyba bezpowrotnie, w każdym razie próżno go szukać na Krupówkach.

Nineczka i WitkacyWitkacy z żoną Jadwigą Unrug, czyli Nineczką

Co do samego Witkacego, to nigdy nie byłam zagorzałą fanką jego twórczości literackiej, ale trzeba przyznać, że postać to nietuzinkowa. Kiedyś kupiłam pierwszy tom jego Listów do żony. Nieraz po nie sięgam i akurat tę pozycję czytam z przyjemnością. Poniżej dwa cytaty, ten drugi lekko perwersyjny:

Najdroższa Nineczko: Jestem w stanie zupełnego stężenia od środka, czuję się jak ryba w galarecie, z tym że cały świat jest galaretą.

Ale pecha mam. Wczoraj, kiedy robiłem pipi w lesie i zapatrzyłem się na krajobraz, bąk koński uciął mnie w kutasa. Spuchło to jak balon i myślałem, że odpadnie. Ale jodyna i Staroniewicz uratowali to cenne utensylium dla dobra przyszłych pokoleń. Dziś jest tylko czerwone, ale może jeszcze odpadnie. Jak odpadnie, to Ci przyszlę w formalinie.

D Z I E Ń  T R Z E C I

Niedziela nie przyniosła ani słońca, ani deszczu, za to wiatr i chmury, ale skoro nie padało, to postanowiliśmy  zdobyć Turbacz. Tym razem wszystko zaplanowałam. Zważywszy na to, że tego samego dnia musieliśmy wrócić do domu, w grę wchodziły tylko dwa szlaki: żółty i czerwony. Na oba wejście znajduje się w Nowym Targu na osiedlu Kowaniec. Czerwony był opisywany jako bardziej malowniczy i krótszy, choć w początkowym etapie nieco ostrzejszy niż żółty. Postanowiliśmy pójść na szczyt właśnie nim. Wejście na ten szlak znajduje się przy kościele pw. Matki Boskiej Anielskiej (ul. Kowaniec 182). Przewidywany czas wejścia na szczyt − 2 godziny. Nam dotarcie na Turbacz zajęło prawie 3 godziny, ale też nie spieszyliśmy się. Podziwiliśmy sobie widoki rozpościerające się na Tatry, Beskidy i gorczańskie hale, snuliśmy wizje mieszkania w domku w górach, nawdychaliśmy się wreszcie świeżego powietrza, pogadaliśmy chwilę z napotkanym po drodze bacą… Ja bezustannie myślałam też o tym, co dobrego zjem w schronisku pod szczytem.

SONY DSC

Turbacz nie należy do bardzo wymagających gór, mimo wszystko muszę przyznać, że pod koniec czułam się zmęczona i naprawdę ucieszyłam się na widok schroniska. Ale okazało się, że od schroniska na szczyt to jeszcze 10 minut wędrówki.

Widoki z Turbacza tego dnia nie zapierały tchu w piersiach, ponieważ niebo zasłaniały gęste chmury, w dodatku wiało i przez chwilę zaczęło padać coś w rodzaju śniegu. Czym prędzej zeszliśmy do schroniska, by posilić się na dalszą drogę. Do specjałów tamtejszej kuchni należy zupa borowikowa i placki ziemniaczane z sosem grzybowym. Ja zdecydowałam się na placki, niestety sosu zabrakło, więc zjadłam je ze śmietaną i cukrem. Nie mogliśmy sobie odmówić również szarlotki, którą serwują  tam między innymi z konfiturą z jagód.

SONY DSC

Do doliny postanowiliśmy zejść dla odmiany żółtym szlakiem. Opisywany był on jako mniej widokowy, jednak nam wydał się równie urokliwy, niestety też dłuższy. Do samochodu doczłapałam ostatkiem sił. Wcześniej obiecywałam M., że z powrotem wyręczę go w prowadzeniu auta, ale nie miałam na to siły. Do domu dotarliśmy ok. 22.00, a na drugi dzień trzeba było wstać o 6.00 do pracy. Ale ja zamiast do pracy, udałam się do lekarza i na zwolnienie. Niestety, odezwały się pewne zaszłe dolegliwości, na szczęście jest już o niebo lepiej.

SONY DSC

Naszą wycieczkę, mimo niesprzyjającej aury, zaliczam do udanych. Po pierwszym nerwowym dniu dobre humory nas nie opuszczały. Wzbogaciliśmy się ponadto o tak przydatne urządzenie jak farelka, no i na długo zapadnie nam w pamięć jakże trafne stwierdzenie Kornela Makuszyńskiego „Z lewej Giewont, z prawej Gubałówka, w środku deszcz”.

2 thoughts on “Wycieczki ciąg dalszy

  1. Piękne widoki ☺
    Uwielbiam wycieczki. Chwila resetu od wszystkich trosk i pędu życia.
    Wakacje dla mnie muszą być aktywne. Nie lubię leżenia plackiem.
    A cytaty świetne 😉już dawno się tak nie uśmiałam 😂

    1. Ja też lubię aktywne wakacje. Na plaży mogę wyleżeć co najwyżej dwa dni, potem mam dosyć :) W tym roku planujemy trochę pojeździć w weekendy i ładować akumulatory, ile się da.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *